Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
Nawaar:
- Kolego wszystkiego idzie się nauczyć podczas walki a zwłaszcza działania i szybkiego myślenia, by uratować towarzyszy albo chociaż pomóc w czymś podczas oblężenia tutaj przede wszystkim chodzi o zimną głowę i zapanowanie nad emocjami inaczej jesteś w dupie na samym starcie. Mówił jak nie krasnolud, ale takie padały pytania, że lepiej nie gadać. Towarzysz Kiellona był jakoś dziwnie przygnębiony i taki poważny. Fakt walka z demonami do najłatwiejszych nie należała a kulka w łeb bestii powinna wystarczyć. - Zapasy chyba mam wystarczające, by położyć kilka sztuk demonów mam pełno kul pochowanych tu i tam. Mówił mrugając oczkiem. - A, widzisz jak robię to dlatego, żeby oczyścić honor ojca samobójcy był członkiem bractwa i pewnie walczyłby tutaj pierwszy, ale niestety jego syn musi przejąć pałeczkę i pokazać co potrafi. Mówił szczerze jakoś tak wyszło, ale z chęcią by poczęstował maurena łykiem wódeczki dla poprawy jego samopoczucia, bo jakoś tak dziwnie było.
Marduk Draven:
Wysłuchał jej opowieści, nieznacznie skrzywił się przy wzmiance o gwałcicielu, ale na koniec się zaśmiał z wzmianki o karawanach. Przychodziły nowe osoby. Gdzieś tam był Szeklan i jakiś mauren, przyjrzał się uważniej. Lord Mohamed, pojawił się też obładowany bronią palną krasnolud, także Lord Kiellon. O, także Lord Tacticus, Elf bardzo nie stereotypowy. Największą jednak jego uwagę przykuła Antarii która przybyła i zagadała do Tacticusa. Poczuł się raźniej i cieplej, widząc tyle przyjaznych, znajomych twarzy. No i dobry 1000 wojowników Bractwa. Szykujcie się demony, bowiem takiego rozbłysku światła jeszcze nie widzieliście... i nie zobaczycie!- zakrzyknął, ale w myślach.
-Chodź.- powiedział do niziołki.-Antarii przybyła. Pokażmy się.- po czym ruszył w kierunku anielicy i elfa.
-Evening! Melkior!- zawołał w stosownej odległości.-Miło was widzieć.- lekko skłonił się przed anielicą, elfowi podał rękę.-Rzućmy trochę światła na mroki Zuesh. Niech ich oczy zbledną, ich języki zapłoną, a dusze powrócą do otchłani.- wyrecytował.
A człowiek pokonał bestię, która wróciła do królestwa Beliara...- zacytował w myślach fragment podania kosmologicznego.
Melkior Tacticus:
- Razjel to on? Tak, konie pod pokład. Marduke, witaj.
DarkModders:
Jaszczur dokończył swojego papierosa. To co z niego zostało rzucił na ziemię żałośnie przy tym wzdychając.
- Mam te same przeczucia. Czuje, że może się tam stać wszystko dlatego kazałem poszukać mojego brata, Teodoriusa, Torsteinowi. To wszystko na wypadek gdybym zginął. Boje się trochę o to... - powiedział do Mohameda spuszczając przy tym głowę. Doszli do przystani w Atusel z której to właśnie mieli wypływać. On zatrzymał się, musiał przemyśleć kilka spraw. ÂŻycie i śmierć wchodziło w tą grę. Wiedziałeś że jedną z tych opcji wylosuje mu los, tylko jeszcze nie wiedział którą. Mam nadzieję że Torstein odszuka mojego brata. - pomyślał. Przy tym i jego wyraz twarzy zmienił się. Po chwili ocknął się z tego. Co ma się stać, to się stanie. Nikt i nic już tego nie odwróci, chyba że bogowie. Powolnym krokiem podszedł do Mohameda i nie znanego mu wcześniej krasnoluda. Podchodząc skłonił się lekko po czym przedstawił się.
- Jestem Szeklan Caved. - powiedział podając mu dłoń na przywitanie. - Nie porywasz się przypadkiem z motyką na słońce, krasnoludzie? Na Zuesh mogą się wydarzyć różne rzeczy, te najgorsze właśnie wchodzą w rolę.
Evening Antarii:
-Razjel to on. Witajcie- anielica zerknęła na kobietę obok Marduka. -Ekhem, Elizabeth. Miło cię widzieć. Nie martw się, dla rekrutów też coś znajdziemy... Nie będziesz szła do walki z demonami. Może zostaniesz na pokładzie. A co do mroków... Nie wiemy ile jest wojsk Meaneba. Ale masz rację, nie poddamy się i nie damy zniszczyć naszego świata.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej