Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
Elizabeth:
- Nie ma zbytnio czego opowiadać. Miałam pozbyć się bandytów, a że osoba, która miała mi w tym pomóc okazała się brutalnym gwałcicielem, który rzucił się na mnie z łapami, to wszystko się jakoś pogmatwało. Koleś dostał to na co zasłużył, a bandytom zaś chciałam zrobić mały żarcik. Niestety uciekli z prędkością światła od razu jak mnie ujrzeli i więcej nie było już o nich słychać. Przepadli jak kamień w wodę, a nawet nie zdążyłam zapytać, dlaczego napadali te biedne karawany.
Evening Antarii:
Anielica wjechała do Atusel. Na ulicach słychać było pokrzykiwania, a także wojskowe komendy. Gdzieś na placu ćwiczono walkę mieczem, pojawiały się elementy musztry, ale tylko podstawowe. Na więcej nie było czasu. Choć wieści rozchodzą się szybko, to Zuesh od Valfden oddzielał kawał oceanu, a w tej kryzysowej sytuacji każda godzina się liczyła. Dla Kunan i ich miast na pewno. Być może w tej chwili runęło kolejne miasteczko, kolejny tysiąc Kunan stracił życie, a zamorska kolonia pogrąża się w chaosie, który ciężko opanować. Dlatego należało się spieszyć. Evening pogoniła Caledusa. Z tyłu szły jeszcze Pałasz i Tiara, przywiązane sznurkami do siebie. Przytroczone miały juki: głównie były w nich mikstury. Nie tylko lecznicze- także te, które pomogłyby Antarii wypełnić misję... Kobieta dziwnie czuła się ze świadomością, że jej obecność nie pomoże tam. Jedynie zaszkodzi, przyczyni się do zwycięstwa demonów. A jednocześnie rozkazała oddziałom Bractwa stawić się w Atusel. Głęboko w sercu jednak, gdzie wciąż tliło się światło Zartata, miała nadzieję na wygraną valfdeńskich wojsk i chce im pomóc na polu bitwy- chociaż tak się zrewanżować, choć nikła to pomoc. Dała też na użytek wojska swą fregatę, która była zacumowana w porcie.
Jej bronią już nie był srebrny miecz ani kiścień. Zastąpiły je ostrze z czarnej rudy i żelastwo. Będzie musiała polegać na zaklęciach...
Anielica zaczęła rozglądać się za kimś znajomym. Podeszła do elfa co chwilę wykrzykującego rozkazy.
-Melkior!- zawołała do niego. Zeskoczyła z konia. -Na Krwawy Graal też mogą wchodzić żołnierze. Oddziały Bractwa mają niedługo tu być. Jakimi dysponujemy siłami? W ogóle... Wiadomo coś?- wypytywała. -I jak ci pomóc ogarnąć ten burdel?- teatralnie rozejrzała się wokół.
[member=24422]Melkior Tacticus[/member]
+moja fregata Krwawy Graal
Bethrezen Hatton:
Jakiś czas później w mieście portowym rozległ się hałas tysiąca dwustu nóg maszerujących po ulicach. Bethrezen jechał dumnie na koniu. Prowadził cały oddział. Ludzie rozchodzili się przed rycerstwem. Gdy pochód doszedł do portu, Hatton wydał rozkazy.
- Przegrupować się! Po 200 na statek!- jego głos był donośny i mocny. Rycerze zaczęli wchodzić na pokłady fregat. Sam paladyn zaś nadzorował ich wmarsz na statki. Patrzył, czy przypadkiem komuś nie spieszno do domu...
Melkior Tacticus:
- No dzięki tobie mamy 8 okrętów i dodatkowe 200 ludzi. Ucałowałbym cię ale nie wypada. Najbardziej pomożesz mi rozlokowując swoich po okrętach. Ja nawet nie zejdę na ląd, będę dowodził flotą. W Bractwie nie ma więcej aniołów nie?
Evening Antarii:
-Jest... Zariel i Razjel. Choć nie wiem czy ten drugi jest "dostępny". Poślę gońca po kolejne 200 żołnierzy z najbliższej bazy Bractwa- Eve zerknęła szybko na rycerzy wchodzących na pokład. Gwizdnęła na jednego z niech. -Marcel!- zawołała, by przekrzyczeć i mewy i gwar powodowany przez rozemocjonowanych ludzi. Chłopak miał może siedemnaście lat. Podbiegł zaraz do elfa i anielicy.
- Witaj, pani. Witam pana- skłonił się.
-Weź najszybszego konia jakiego ma Bethrezen. Pędź do najbliższej jednostki Bractwa. Potrzeba 200 rycerzy. No już! Szybciej- chłopak bez słowa pożegnania ulotnił się. Chwilę później gnał już na zachód.
-Po Zariel i Razjela chyba sama będę musiała się pofatygować. Będzie szybciej. Prócz nich nie znam więcej aniołów... Przykro mi. Z końmi pod pokład?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej