Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
Nirsal:
- To tylko mięso armatnie, przednia straż naszej armii. Nie jesteście w stanie porównywać się do zastępów z otchłani. Przybyliście tu umrzeć, Zuesh stanie się waszym grobem. Ty masz jednak potencjał, obserwowałem cię śmiertelniku. Masz głowę na karku. Możesz mi się przydać, a ja mogę przydać się tobie. Jutro o tej samej porze wasze wojska będą rozbite, twoi towarzysze martwi. Jeśli nie chcesz do nich dołączyć wypowiedz trzy razy "wargesh inotium A'albiel". Nirsal pstryknął palcami i wszystko nagle powróciło do normy. Mohamed znów znalazł się pośrodku pola walki.
Narrator:
W momencie, kiedy upadła anielica dotknęła serca Jana zalała ją fala jasnego blasku. Przestała odczuwać swoje fizyczne ciało, nie potrafiła określić gdzie się znajduje i jak się tu znalazła. ÂŚwiatło było zbyt mocne.
Mohamed Khaled:
Co kurwa? Wszyscy zginą? Jak?! Dlaczego?! Nie mógł przecież pozwolić, by jego towarzysze w niedoli umarli na tym przeklętym Zuesh! A może mógł? Był Krukiem. Co go obchodziło to, co stanie się z tymi wszystkimi gnidami? Wróć! Co on sobie myślał?!
Przemknęły mu momenty rozmowy z Szeklanem. Jego pomocna dłoń. Ochrona.. Propozycja zamieszkania u niego. Pomoc w odnalezieniu Tamary. Był przecież jego przyjacielem! Podobnie jak Themo, a nawet Marduke! Walczył razem z nimi u boku przeciw ogromnej hordzie demonów... Jak? Mają tu wszyscy umrzeć..
I Kiellon. Nowy, nie zaznajomiony z tym, jak żyje się na tym okrutnym świecie. On nawet nie wiedział, w co się wplątał. Z jakimi intrygami przyjdzie mu się zmierzyć na Valfden.. Valfden... Jeśli się nie zgodzi, żaden z nich więcej nie ujrzy tych pięknych zieleni..
A Tamara? Była dla niego.. Kimś.. Kimś więcej. Musiał ją odnaleźć. Tylko przy niej stawał się nad wyraz spokojny..
Zrób to, Moha. Zrób. Uratujesz ich wszystkich bił się z własnymi myślami.. Co on miał zrobić?!
Zdecydował.
- Wargesh inotium A'abiel. Wargesh inotium A'abiel... - przełknął ślinę - ...wargesh inotium A'abiel
To wszystko wypowiedział cicho, acz wyraźnie. Postąpił krok naprzód, na przeciw nieznanym...
Narrator:
Mohameda przeszedł dreszcz. Poczuł się nieswojo, zupełnie tak, jakby był z nim ktoś jeszcze...
Mohamed Khaled:
Czuł się nieswojo... Jakby gdzieś w jego wnętrzu coś siedziało. Coś, czego nigdy nie wyczuł. Zbudzona siła, o której nigdy nie chciał myśleć. Coś.. Złego.
- Ah... ÂŚwieże mięsko... Pierwszy śmiertelnik, który odważył się na to, by przyjąć w siebie najpotężniejszą istotę na świecie!?
- Co?! - warknął w myślach. - Kim ty jesteś?!
- Hahaha - zaryczał w głowie. - Nazywam się... A'abiel... I najwyraźniej jesteś teraz na mnie skazany!
- W co ja się wplątałem?! - przeszło mu przez myśl.
- Och, nie martw się. Będziemy się razem.. ÂŚwietnie czuli!
Jego rechot rozszedł się głęboko po czaszce Mohameda.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej