Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Gdy krwawy księżyc wschodzi

<< < (5/66) > >>

Marduk Draven:
Rycerz pilni i uważnie wysłuchał opowieści niziołki Elizabeth. Długość jej stażu jako rekrut, była dość długa, porównując do jego stażu, który trwał około roku. Ale nie on miał to oceniać. Potem nastąpił trochę babski moment dla niej - rozmarzenie się, rozklejenie i użalanie się nad sobą. Funerisa widział bodajże tylko raz, gdy pierwszy raz wszedł do kapitularzu. Potem jakoś tak anioł zniknął, a wodzostwo nad Bractwem przejęła pa...Evening.
-Nikt w Bractwie nie jest bezużyteczny.- pouczył.-A skończyć, to my skończyliśmy właśnie na moim pytaniu o to, jak Ci się w Bractwie podoba.- dodał.

Melkior Tacticus:
- Bethrezen, każda z 6 fregat pomieści do 200 żołnierzy. Jak dasz mi 1200 ludzi to cię ozłocę. Powiedział maszerując w stronę rycerza, po drodze wydając polecenia kwatermistrzom. - Co to za gówno?! - ryknął sprawdzając jakość prochu armatniego - Dawać mi krasnoludzki a nie to elfie gówno! Ochotników i magów na "Pięść Rashera"! Jazda!

Elizabeth:
- No to chyba w sumie odpowiedziałam ci już na to pytanie. Teraz moja kolej - uśmiechnęła się do rycerza. - Jakie było twoje pierwsze zadanie? Moje było bardzo dziwne i do dzisiejszego dnia trochę nie zdaję sobie sprawy o co w nim chodziło.

Marduk Draven:
-Moje? Cóż, pamiętam jakby to było dzisiaj, mimo że było to rok temu. W piwnicach jakiegoś browaru ukrył się Kreshar, miałem go ubić. Trochę mnie poharatał, ale jednak wącha te kwiatki od spodu.- odparł.-A powiedz, jakie było Twoje, że nadal nie rozumiem jego sensu.- dodał rycerz.

Nawaar:
Wykpiwany krasnolud z nowym rynsztunkiem zawitał do portu, gdzie armia była już gotowa do wypłynięcia właściwie to Kiellon przyszedł na ostatnią chwilę, ale jakoś nigdy nie lubił się spóźniać. Brodacz szedł sobie mijając wiele ludzi i innych kreatur, które zrodził ten świat i stanął nareszcie przed okrętem o nazwie "Pięść Rashera", a tam zebrała się grupka ochotników chcący zawojować świat i obronić kunan przed demonami. Kiellon zastanawiał się czy zrobić ten krok po trapie i udać się w nieznane zawahał się lekko i połkną ślinę udając się po trapie na okręt. Krasnolud, który przyzwyczaił się do łażenia w górach i tunelach nagle musiał się przyczaić do okrętu i morza. Na szczęście dzięki kursowi czuł się trochę bezpieczniej z góry obserwował jak ludzie nadal się pakują jakoś nie mógł tutaj nikogo znajomego zobaczyć, gdyż był za duży tłok jednak wkrótce się to zmieni, bo to nie był olbrzymi okręt a zaledwie fregata. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej