Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
DarkModders:
Co kurwa? - przeszło mu przez myśl słysząc to co powiedział Kazmir. Nie wiedział czy ma się śmiać czy uciekać. To troche dziwnie zabrzmiało. Mina jaszczura wyrażała to jak najbardziej realnie.
- Emm... Piłeś coś może pod pokładem? - powiedział jak najbardziej poważnie.
Elizabeth:
Gest mężczyzny był dla kobiety wręcz zbawienny, bardzo dobrze czuła się w jego ramionach. Była pewna, że za te wszystkie miłe gesty jakoś mu kiedyś odwdzięczy. Nie wiedziała jeszcze jak, ale to nie było teraz ważne. Przecież nosił ją silny, przystojny mężczyzna, szkoda jedynie, że z litości nad drobnym, słabym stworzeniem. Gdy postawił ją na stole przyglądała mu się ze spokojem. Chyba powoli docierało do niej, że rycerz robi to wszystko z uprzejmości i serdeczności, próbując przy tym nie zranić jej uczuć. Powoli dostrzegała, że chyba nie jest w jego typie, zwłaszcza widząc jak zachowuje się wobec niej. Szklankę wody przyjęła z ulgą i wypiła ją od razu do dna.
- Możesz iść, dalej już sobie poradzę. - powiedziała ze spuszczoną głową, gdy ten odchodził. ÂŻal jej było, że wszelkie próby zauroczenia rycerza nie dawały rezultatu, a jej urok nie był wystarczający, aby skruszyć serce z lodu. Jak bardzo nikczemnych sztuczek by nie użyła, mężczyzna i tak nie był w stanie przekonać się do tej słodkiej, małej istotki, która tak bardzo starała się zagościć na dłużej w jego życiu. Jednak romanse z zakonnikami okazały się nieosiągalne, bowiem każdego z nich obowiązywał jakiś umowny celibat, albo coś co powstrzymywało ich do nawiązania bliższych relacji z płcią przeciwną. Na wszystkie te rozmyślenia westchnęła tylko i z powrotem usiadła na stole, chowając głowę w rękach i rozmyślając nad celem swojej marnej egzystencji.
Evening Antarii:
Anielica zeszła, czy raczej zbiegła na ląd. Ujrzała Vargasa... Jej myśli nagle zaprzątnął chaos, strumień myśli, pozornie niełączących się ze sobą, jednakże mający wspólny mianownik.
-Północny mur, słyszeliście!? Bethrezen, pięćset ludzi na północny mur!
Marduk Draven:
Rycerz zlokalizował Szeklana i Mahomeda. Omijając swoich braci zakonnych skierował się do nich. Usłyszał pytanie o picie.
-To krasnolud. Na pewno pił.- rzekł uśmiechając się.-Cześć, Szeklan. Witajcie Mohamedzie, Kiellonie i wy nieznani my krasnoludzie.- ostatnie zdanie skierował do Kazia.-Nie obrazicie się chyba, jeśli się do was dołaczę? Kusza ma i młot i miecz i sztylety i runy są wszak gotowe. Tak jak i ja.
Kazmir MacBrewmann:
- Kazmir. No to idziemy, ten kiciuś nie wygląda na lubiącego się powtarzać. Krasnolud ruszył za wojskiem, nerwowo ściskając kuszę, puścił cichego ale jadowitego bąka. Ulżyło mu, ale okolicy raczej nie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej