Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
DarkModders:
Jaszczur widząc miasto uśmiechnął się lekko. Czuł, że nadeszła właśnie ta chwila. Przerzucił na plecy swój plecak a dłoń położył na srebrnej szabli. No to wchodzimy do acji. - pomyślał. Odszedł od burty podchodząc bliżej miejsca w którym ma być umieszczony trap.
Gorn Valfranden:
Gorn poprawił uzbrojenie i stanął z rękami założonymi na piersiach. Zbliżali się do celu, z oddali było widać już miasto. Jak na dłoni było widać dość dużo statków z banderą miasta. Ale nigdy nie wiadomo co zastaną w samym mieście. Trzeba było być gotowym na wszystko. Ciężka to będzie przeprawa, wielu prawdopodobnie zginie, choć im mniej tym zawsze lepiej. Kiedy wojownik usłyszał wypowiedź Thema kiwnął głową i ustawił się obok Szeklana do zejścia na ląd kiedy już dopłyną. Położył prawą rękę na mieczu.
Melkior Tacticus:
- Jak widać flota Kenin jeszcze pływa. Powiedział znad steru - Czyli nie jest tragicznie. Sygnał do wpłynięcia do portu! Wydał rozkaz, a wiadomość przekazano na resztę floty.
- Themo, powodzenia. Używajcie magów jako łączników. Zaraz dobijamy.
Nawaar:
Podróż mijała spokojnie choć krasnolud taki nie był na obecną chwilę był w rozsypce, po dowiedzeniu się o śmierci ojczulka była to dla niego chwila prawdy czy się nie załamie na frocie oraz to na kogo powinien skierować swój gniew. Teraz należało się przejmować przeciwnikami w postaci demonów, ale rozmyślania były dość mocne czas jednak okaże czy powinien zaufać rycerzom z bractwa. Na tych rozważaniach mijały mu godzina za godziną aż nastał ten dzień, w którym krasnolud zejdzie na ziemię ostrzeliwać pomioty otchłani jeśli zrobi dobrą robotę to będzie z siebie zadowolony i inni też powinni być. W końcu z z daleka zdało się zauważyć pierwsze zabudowania wyglądały dość solidnie czyli jeszcze wojna nie zawitała do Kenin a ich flota stała w pogotowiu. Kiellon starł z czoła pot zdenerwowania i dobył fuzjiki swojego muszkietu. Rozkazy wpłynięcia do portu zostały wydane, więc pozostało czekać aż zejdą na stały ląd.
Marduk Draven:
Drugi dzień. Leżał sam w łóżku, w koszuli i spodniach. Z wisiorem na szyi. Rycerz żwawo powstał. Zaczął od modlitwy.
-Zartacie, słońce i księżycu tego świata, prawdo, świętości, cieple ogniska. Daj mi siłę do walki z Twymi wrogami. Daj mi wiedzę by podążać mądrą ścieżką, daj mi Twego języka, bym wiedział co mówić, Twą skórę, bym wiedział co czuć, Twój nos, bym wiedział co czuć, Twe uszy, bym wiedział co słuchać, Twe oczy, bym wiedział na co patrzeć. Cząstkę siebie. Castitate autem semper praevalebunt.
Powstał, zdjął koszulę i przystąpił do pompek. Intensywna seria miała ich 40. Za każdą słychać było brzdęknięcie srebrnego medalionu o drewnianą posadzkę. Następnie tyle samo szybkich brzuszków, szybkich i energicznych. Nie obeszło się bez pajacyków i rozciągania ścięgien. Na sam koniec stanął na rękach na 20 sekund, bo tyle dla niego wystarczyło. Bez problemu wrócił na nogi. Przystąpił do ubierania się
Wsunął nagolenniki i zapiął rzemienie, włożył buty i podpiął rzemieniami do nagolenników. Ostrożnie opuścił kirys na swój tułów i zapiął go. Zapiął skórzany pas. Podpiął do pasa pochwę ze srebrnym mieczem przy lewej. Młot przy lewej. Przypiął pochwę z żelaznym sztyletem pod mały pas na kirysie. Runy włożył do slotów na nim. Srebrny sztylet powędrował do cholewy prawego buta. Założył i zapiął rękawice. Na plecy założył tarczę i kuszę. Koło miecza i młota podpiął kołczany z bełtami żelaznymi srebrnymi. Na sam koniec zarzucił na plecy opończę i zapiął ją.
Wyszedł marszowym krokiem ze swej kajuty. Jednocześnie napinając kuszę. Gdy już był na pokładzie, odłożył ją na plecy. Sprawdził zapięcia i dostępność broni. Stanął blisko dziobu statku. Wpatrzony w ruiny. Skrzyżował ręce na piersi.
Castitate autem semper praevalebunt. Castitate autem semper praevalebunt. Castitate autem semper praevalebunt . Castitate autem semper praevalebunt...- zaczął powtarzać jak mantrę. W tłumaczenie te słowa brzmiały "Czystość zawsze zwycięży". Poprawił ułożenie Spowiednika - jego srebrnej klingi,
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej