Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
Nawaar:
Kiellon chłonął każde słowo jakie padało ze słów jaszczuroczłeka niczym gąbka. Wyobraził sobie co się tam działo i jak to wypłynęło na jego ojca. Kharim musiał mieć na serio przejebane podczas tej wyprawy, aby kłócić się ze zwykłym rekrutem, ale skoro nie wytrzymał to coś innego musiało się dziać w jego głowie, a może był chory psychicznie? Tego już się nie dowiemy ważne, że umarł przez człowieka, który się stał teraz aniołem. - Rozumiem musiało być wtedy ciężko i pewnie jak teraz też nie było łatwo. To ci skurwysyn! Nie wytrzymał i musiał wyładować swą złość w taki a nie inny sposób do tego nie mógł się doczekać widoku demonów, by móc ustrzelić parę łajz.
Silion aep Mor:
Kruk dziabnął Cię w ucho po czym za nie pociągnął. Spojrzał na karteczkę którą odczepiłeś od jego nóżki.
--- Cytat: Karteczka ---YZBÂĄBLDKF OB SBOOG BOWBÂŚÂŚK, LFTW PSGWBOB...
--- Koniec cytatu ---
Mohamed Khaled:
- Ona nigdy mi tego nie wybaczy... Pozwoliłem jej mi zaufać, poczuć, że jest już bezpieczna... - szepnął. ÂŚcisnął mocniej pięści.
Odetchnął kilka razy głęboko, by uspokoić zszargane nerwy. On coś czuł, ale co? Czyżby.. Nie, to nie mogło być to, o czym myślał.
Melkior Tacticus:
Ja pierdole... Zeyfar jeśli to ty zabiję. Melkior kochał wręcz szyfry. Usiadł za stołem i zabrał się za rozszyfrowywanie.
TheMo:
-A więc demony zajęły Funerę, zamiast ją spalić i pójść dalej? No, z taką przeszkodą ciężko będzie wbić się na tyły armii wroga. Zostaniemy więc przy twoim planie. Idę przekazać rozkazy. Jakby co, to będę gdzieś na statku.
Dokończył wypowiedź i wyszedł z kajuty kapitana. Swoje kroki skierował w stronę swoich znajomych, z którymi miał sobie wcześniej wypić. Wcześniej przekazał plan jednemu z wyżej postawionych Bękartów, zamiast latać i rozpowiadać każdemu. Ten zajął się swoim zadaniem. Wolny już Themo zjawił się przy Mohamedzie, Szeklanie i reszcie towarzystwa. Jednak nie był zbyt szczęśliwy, gdyż flaszka była już pusta.
-Nie macie jeszcze jednej?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej