Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Gdy krwawy księżyc wschodzi

<< < (30/66) > >>

Melkior Tacticus:
Mamy przejebane. I weź tu człowieku czcij bogów. Rąbnął pięścią w stół Po odszyfrowaniu listu. - Kurwa! Kurwa, kurwa, kurwa! Dochodziło z kajuty kapitana. Zapadł zmierzch.

DarkModders:
- Kaziu zakazał pić. Ty to rozumiesz? No nie ma się jak nawet odstresować. - powiedział troche nerwowo. Jemu został już tylko metanol z tego wszystkiego.

Nawaar:
Krasnolud oburzony dowiedziawszy się co miało miejsce w przeszłości nie mógł sobie miejsca znaleźć, ale nadal stał obok jaszczura i maurena wtedy też podszedł do nich innym człowiek, który posmutniał na wieść, że flaszka bimbru została wypita do dna z resztą się mu nie dziwił, bo zachowałby się podobnie a nawet gorzej, bo tu chodziło o bimber nektar bogów. - Niestety w większości sam opróżniłem butlę, ale rozumiem twoje potrzeby bracie od kieliszka, lecz niestety nie posiadam na stanie żadnego trunku, a mogłem się zaopatrzyć. Popukał w sobie głowę, że zrobił taki kardynalny błąd, ale teraz mógł jeno wzruszyć ramionami i tak też uczynił potem skrzyżował ręce na piersi i zauważył, że zaczęło się ściemniać a było to niezbyt ciekawe widowisko, bo cóż można powiedzieć o nocy, gwiazdy dwa księżyce i para kochanków grzmocąca się pod gołym niebem, tak ten krasnolud nie był romantykiem.

Marduk Draven:
-Miło mi. I oczywiście nawzajem.- odrzekł niziołce ze szczerym uśmiechem. Poluzował kirys i poprawił ułożenie wisiora pod koszulą.
Wisiora który przypominał mu o osranym, błogosławionym mieczu, o jego wizji i gorliwej modlitwie w kaplicy. O każdej innej modlitwie którą zmówił każdego dnia, każdego ranka, każdego wieczora, przed każdym posiłkiem. Następnie zapiął rzemienie swojej zbroi. Zaczął rozmyślać.  Oby było co tam w ogóle zbierać. Popił ponownie wina. Czasami Bractwo wydawało mu się takie jakieś, nie takie. Niektóre przynajmniej jego aspekty. Chociażby to że jako rekrut, trudno się wykazać. On sam robił misje tylko po za Bractwem.
-A że tak spytam, czego w Bractwie nie lubisz? Mów śmiało, nie poskarżę się Antarii.- powiedział z uśmiechem.

Elizabeth:
Elizabeth podrapała się po swojej małej główce i widocznie bardzo się zamyśliła. Rozmarzony wzrok zaczął wpatrywać się w ścianę, jakby bardzo intensywnie szukała czegoś w głowie. Czy to wspomnienia, czy może słów jakimi mogłaby wyrazić swoje niezadowolenie bractwem, to obie te rzeczy zakładały to, iż jest to dla niej niemały wysiłek.

- Coś co mi się nie podoba... - wyszeptała pod nosem, jakby miało jej to pomóc w chociaż małym stopniu. - Czy ja wiem, czy coś mi się tu nie podoba. - odparła po chwili, biorąc zaraz potem duży łyk wina. - Bo w zasadzie to bractwo jest całkiem spoko - mówiła wręcz pijackim tonem, udowadniając rycerzowi, że nie ma najmocniejszej głowy do trunków. - Przystojni, dumni rycerze, którzy wykazują się szarmancją do kobiet. Poza tym nie ma tu tak wiele kobiet, mała konkurencja. - Odbiło jej się wino czkawką. Uśmiechnęła się do Marduka głupkowato i dopiła resztę z kieliszka. - Dolej mocium panie, bo kobieta spragniona. - Zachichotała jak kilkuletnia dziewczynka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej