-No dobra, załatwię to po powrocie do Efehidonu.- odrzekł podchodząc do łóżka i klekając przed nim. ÂŁokciami oparł się o łóżko, splótł palce jakby w jedną pięść. Jego umysł wraz się oczyścił z wszystkich myśli tego dnia. Zamknął oczy. Uciął nawet kontakt z Pazuzu. Głowę oparł o dłonie. Dało się słyszeć jedynie jego szept.
-Zartacie, dziękuję Ci za ten dzień, oraz każdą okazję do krzesania Twego światła jaką mi dziś dałeś. Bądź miłosierny dla rodziny która mnie przyjęła, dla gwardzistów którzy mnie opatrzyli. Bądź okrutny dla moich i Twoich wrogów. Pomóż mi lepiej władać nad swoim złem, przekuwać je na narzędzie światła. Tobie zawierzam kolejny dzień i każdy jaki po nim przyjdzie. Ja Twój miecz. Dubhenn haern am glǎndeal, morc'h am fhean aiesin, dzięki Tobie.- wstał i położył się.-Niech zgaśnie każda świeca, prócz tej Pana. Zartat niech nad wami czuwa tej nocy.- po czym zamknął oczy.