Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Złota sprawa

<< < (14/35) > >>

Domenik aep Zirgin:
- Ekkerund ma pancernik, pokryty blachami galeon o kurewsko wielkiej sile ognia. Ale nawet on nie da rady, te fregaty stoją tu na nagły wypadek. Reszta ich floty jest rozsiana po archipelagu. - statek dobił do brzegu, zeszliśmy na ląd. - Widzisz? Najemnicy. Wskazał maszerujący patrol Samotnych ÂŁowców.*


//Nie pamiętam czy i co wiezs o nich

DarkModders:
//O samotnych łowcach nic.

Jaszczur przytaknął Domenikowi na słowa o fregatach. Taka była niestety prawda, Królestwo Vrih miało dobrze zabezpieczony dostęp od strony morza. Walka z ich fregatami mogła by przynieść opłakane w skutkach konsekwencje. Wreszcie spojrzał w stronę maszerujących ulicą najemników. Kolejna oznaka że król korzysta z wynajmowanych jednostek. Nigdy wcześniej nie widział jednostek o podobnym opancerzeniu. Przyjrzał się im dokładnie po czym zrobił kilka kroków do przodu, cały czas szedł za nimi swoim wzrokiem.
- Nie poznaje tych jednostek. Pierwszy raz je widzę. - powiedział odrywając od nich wzrok. Cały czas skupiał się na wypatrzeniu, w tym tłumie ludzi, czegoś znaczącego dla ich sprawy. Potrzebowali informacji. W tym wszystkim skrupulatnie zaczynał przeszkadzać mu żołądek swoim ciągłym burczeniem.

Domenik aep Zirgin:
- To jedna z starszych formacji najemników, przetrwali na Doral po upadku asteroidy i ich państewka, ale ja za bardzo się nie orientuję. Chodź do karczmy. Wskazał najbliższą.

DarkModders:
Jaszczur przytaknął Domenikowi. Spojrzał na wskazaną karczmę i machnął ręką krasnoludowi by ten poszedł za nim. Zamierzał się teraz porządnie na jeść a przy okazji wyciągnął by co nie co informacji od miejscowych. Strasznie chciał spróbować tego kebaba, był ciekawy jak smakuje i wygląda. Na Valfden czegoś takiego nie serwują. Szedł tak w stronę karczmy przyglądając się każdemu miejscu, budynkowi czy strażnikowi. Szukał czegoś co by mogło zainteresować Tyrra po powrocie na Valfden.

Domenik aep Zirgin:
Karczma była mieszanką stylów elfich, maureńśkich i typowo "karczemno - portowych". Za barem stał grubaśny, wąsaty mauren. Domenik już tu bywał, w czasach gdy krajem władał Selim, ojciec Ulricha. Co ciekawe, Ulrich naprawdę ma na imię Mehmed.
- Witaj Abdul! Piwo razy dwa, dla kolegi kebab, czy jak to nazywacie wołowinie w chlebie, a dla mnie duszone jądra wielbłąda. Bez cebuli.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej