Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Morza szum, rumu smak

<< < (2/29) > >>

Kazmir MacBrewmann:
- Ja jeździć konno nie umiem szefu, co innego jakbyście niedźwiedzia dali. Rzekł zasmucony.

TheMo:
-W takim razie uszykuj nam jednego.
Poprawił polecenie wydane stajennemu, a przed oczami stanął mu widok ciężkozbrojnych wojowników wbijających się na niedźwiedziach prosto we wroga, kiedy to jeździec tnie mieczem a jego wierzchowiec rozszarpuje przeciwników pazurami. Uśmiechnął się nieco pod nosem.
-Fajne masz pomysły Kaziu, ale na razie jeszcze nikt nie osiodłał niedźwiedzi. I nie mówię tu o pluszowych misiach.
Jego nos już się przyzwyczaił do zapachu ze stajni. I tak nie był zły. Stajenni szybko uwijali się z wynoszeniem łajna, które wystarczyło wywalić za mury zamku, prosto do morza. Lenie zawsze znajdą najprostsze rozwiązanie. A im szybciej ktoś skończy robotę, tym szybciej pójdzie do tawerny na piwo, bądź do Atusel na panienki. Przynajmniej dzięki najemnikom gościńce są czyste, gdyż bandyci boją się polować na wyszkolonych wojowników. Themo oparł się o drewnianą podporę i czekał aż stajenny przyprowadzi jego konia.

Kazmir MacBrewmann:
- Ekkerundzkiej ciężkiej jazdy nie widziałeś cosik czuje. Stajenny dawaj wóz! Ja na jednym koniu z nikim nie pojade. Wracając do misiów, pogadaj z władzą Ekkerund to dadzą nam kilka. Stajenny podstawił Miodka i wóz, Kazio ociężale wgramolił się na kozła.

TheMo:
Themo złapał się za brodę i patrzył jak stajenny wyprowadza zaprzęgniętego konia.
-Oddali? O nie. Nie poproszę ich o ani jednego wierzchowca. To nie byłaby żadna sztuka. Poproszę ich, aby przekazali nam wiedzę jak oswoić i dojeżdżać takiego niedźwiedzia. Wtedy nie będziemy musieli każdorazowo prosić ich o wydanie bądź odkupienie jakiegoś. Sami będziemy mieli swoje wierzchowce.
Przedstawił swoją wizję. Podszedł do konia i włożył jedną nogę w strzemię. Złapał się za przedni łęk siodła i odbił się od ziemi. Przełożył drugą nogę przez grzbiet i usadowił się na miejscu. Upewniwszy się, że dobrze siedzi chwycił za wodze. Pociągnął je nieco do siebie. Szkapa odchyliła nieco łeb do tyłu. Bękart zluzował naciąg i uderzył obcasami w bok konia dając mu sygnał do odjazdu. Miodek ruszył do przodu pociągając za sobą wóz z Kaziem. Spokojnie szli przez dziedziniec kierując się do bram zamku.

Kazmir MacBrewmann:
- To też dobre. Swojo drogo, ni myślołeś od rozbudowie podgrodzia? Nie trzeba by zapierdalać do Miodowa by pochędożyć i dobrze zjeść, bo to co ostatni dają w kantynie ciężko zidentyfykkować. Kurwa. Rzekł i pociągnął z flaszki przytroczonej do pasa.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej