Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kuszenie Evening Antarii

<< < (2/6) > >>

Tausae:
Kiedy Evening otworzyła oczy ogarnął ją wszechobecny ból. Próbowała zamknąć powieki lecz nie mogła tego zrobić, ponieważ zostały one wycięte. Zdała sobie sprawę, że krew spływająca jej po szyi pochodzi z odciętych uszu, nie mogła się ruszyć, cała była połamana. Jej kończyny powykręcane, bezwładne opadały zawieszone w kajdanach. Kiedy spojrzała pod nogi zobaczyła jak straszliwie została okaleczona i oszpecona. W lochu nie było z nią Tausae. Pomimo tego poczuła czyiś oddech na karku. Wróciłem - wyszeptał jej oprawca z koszmarów.

Evening Antarii:
W jednym momencie jej ciało stało się tamtym ciałem. Oszpeconym, martwym, szpetnym, jak z koszmarów. Nie była w stanie nic zrobić, chciała, by to się skończyło, chciała umrzeć. Myślała, że nic nie jest w stanie jej zagrozić, nic nie skończy jej nieskończenie długiego żywota.
-Zartacie- zaczęła niewyraźnie, wszak jej twarz także była w strzępach. -Zartacie zwalcz tę demoniczną siłę, która tak spętała twoją służkę, zejdź z nieba do tego piekła, okaż swą siłę, daj nową nadzieję, pokonaj zło...- głos jej się łamał, coraz bardziej była zrozpaczona. -Proszę cię o to, byś pomógł mi w tej chwili, gdy cię potrzebuję tak bardzo, gdy nie wiem czy mi starczy własnych sił. Proszę daj mi swojej energii, teraz, gdy jestem tak bezradna potrzebuję jej jak nigdy... Spojrzyj na to co mi zrobili, pomóż mi bo czuję, że słabnę, a nie mogę przestać ci służyć, nie ukorzę się przed demonami. Nie mam już sił... Przyjdź, przyjdź i pomóż, ześlij swe archanioły by pomogły mnie, istocie, która tobie oddała życie... Zartacie!- krzyknęła i zwiesiła głowę. Przeżywała męki jakich nie sposób sobie wyobrazić. Przyjdź Zartacie, okaż swoją potęgę nad mocami otchłani, wzywam cię boże!

Tausae:
Oprawca powolnym krokiem obszedł anielicę. - Nie ma go z nami, opuścił cię. Twoje prośby są dla niego niczym, jego zastępy o tobie zapomniały. Nie masz wśród nich braci, nikt nie przyjdzie ci z pomocą. Nikt poza mną. Weź mnie za rękę a ból minie. Jestem ci w stanie pomóc Eve.

Evening Antarii:
-Jesteś słaby. Dałeś się skusić. Nie miałeś wiary, upadłeś... Upadłeś nisko...- wyrzekła Eve. Po czym skupiła się na sobie. Na własnym umyśle i wnętrzu. Na swojej sile, która w niej drzemała do teraz, do czasu próby. Zapewne najgorszej, jaką kiedykolwiek przejdzie.
Choć nie mogła przestać widzieć, nie patrzyła. Jej umysł wypełniony był wiarą, boską potęgą, którą otrzymała przecież od Zartata - nie po to by się poddać. Walczyć. Miała walczyć, nie z tym demonem, ale z samą sobą, zagłębić się w sobie by wytrwać. Przetrwać próbę i wyjść z niej jeszcze silniejszą, potężniejszą niż siła niejednego demona.
Każde doświadczenie umacniało ją. Począwszy od treningów jako rekrut Bractwa, przez pierwsze rzucane zaklęcia. Wszystko było po to, by nie dać się złamać. Medytacja... nad samą sobą... Nie nad demonami, nie nad Tausae - z nimi nie wygra. Ale ze sobą owszem. Była to walka wewnętrzna, niezauważalna z pozoru dla obserwującego to z boku. Dobro drzemiące w jej umyśle, miłość, wiara, pokora, nadzieja wygrywały w starciu ze słabością, gniewem, upadkiem, złem. Zło było niczym.
Eve zajęła się poszukiwaniem istoty własnej osoby. Kim była? Wystraszoną w lesie dziewczynką? Szlachcianką? Anielicą z Bractwa? Poszukującą swego miejsca w życiu, nieustannie. Zmagającą się z wiecznością. I poniżeniem.
Silna i słaba. Odważna i strachliwa. Beztroska i zmartwiona. Hojna i chciwa. Odpowiedzialna i lekkomyślna. Kochająca i pełna nienawiści.
Medytacja... Myśli. Własne myśli, własny nieopętany umysł. Esencja jej samej. Jej wspomnienia i uczucia, ulotne chwile, niepowtarzalne. Nieuchwytne, zlepiające się w jedno, wyjątkowe. JEJ. Jej własność... Jej własna świątynia. ÂŚwiętość.
Jej siła nie osłabła. Była mocniejsza niż kiedykolwiek.

Urzjel:
Kiedy Evening ponownie spojrzała na oprawcę był nim już ktoś zupełnie inny. - Siostro! Jesteś słaba! Twój wielki mistrz zabił mnie dwukrotnie. Dwukrotnie! Pomimo tego stoję tu przed tobą dając świadectwo potęgi mojego Pana. Przyjmij to, co ci się należy. W głębi duszy wiesz, że nie należysz do nich, jest w tobie mrok, kierują tobą pragnienia, które skrywasz głęboko pod płaszczykiem osoby, którą próbujesz być. Uwolnij się od tego. Zaakceptuj to kim naprawdę jesteś. Pomogę ci siostro, tak jak niegdyś ktoś pomógł mnie, kiedy byłam w potrzebie. Chwyć mnie za rękę a ból minie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej