Dragosani zaś nie spoglądał na wodę, nie odprowadzał wzrokiem ciała. Mogło się to wydać trochę bezduszne, ale wampir był po prostu przyzwyczajony do tego, że wszyscy wokół niego umierają. Sam nie musiał obawiać się śmierci naturalnej, więc żył, jeśli tylko uważał na tyle i miał na tyle szczęścia, aby nie zostać rozerwanym przed demona, czy inną paskudę. Za swojego życia widział już wiele śmierci. Musiał do tego przywyknąć, aby nie oszaleć. Taka była cena nieśmiertelności.
Powoli zapadał zmierzch. ÂŚwiatło słońca opornie, lecz nieubłaganie, ustępowało ciemności nocy. Oddawało to całkiem dobrze nastrój jaki dopadł załogę. Wampir złowił wzrokiem Evening, która schodziła pod pokład. Niepokoił się o nią. Była tutaj bez wątpienia najpotężniejsza. Kluczowa dla powodzenia misji. Nie byłoby dobrze, gdyby pogrążyła się w rozpaczy. Tak sobie racjonalnie tłumaczył ten niepokój. Jednak w głębi umysłu dobrze znał jego powód. Po prostu nie chciał brać go pod uwagę. Zszedł pod pokład, rozmyślając co by tu zrobić. Rozumiał, że coś zrobić powinien.