Przemiły obiad przerwał alarm. Czyli coś, czego Eve nie spodziewała się po spokojnym rejsie, nawet po pokonaniu piratów wszystko zdawało się przebiegać zgodnie z planem. Udało im się pokonać wrogów, a teraz znów dzieje się coś złego.
Szybko poderwała się z miejsca i pobiegła za resztą. Zostawiła już tą zupę cebulową, z resztą zrobiła się już zimna.
Poczuła adrenalinę i to, jak strach i zdenerwowanie ściska jej wnętrzności. Bała się, nie wiedziała jeszcze co mogło się stać. A krew na pokładzie... Kropelki krwi tworzyły ścieżkę, ostatnią drogę w którą wyruszył...
-Salazar- usłyszała czyjeś zawołanie. Nie wnikała w to. Podbiegła do burty i poczuła, jak jej własna krew zaczyna pulsować w jej skroniach, a serce wali jak szalone. Zaczęła płakać, bo wiedziała, że to jej wina.
Złapała się za głowę i zatoczyła kilka kroków do tyłu, jakby była pijana. -To przeze mnie... to przeze mnie...- mamrotała nie chcąc spojrzeć w dół, za burtę. Ta krew na pokładzie była jak ślady jej zbrodni, tego co powiedziała, była następstwem jej słów. Zakryła twarz dłońmi, czuła się bezradna, nawet nie mogła zanurkować i pomóc. Czuła ból, ale nie fizyczny, gorszy. O wiele gorszy.