Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pertraktacje - czyli droga do pokoju
Marduk Draven:
-Przysyła nas Szeklan z Tihios.- Marduke upewnił się że słyszy go jak najwięcej orków, nawet jeśli go nie rozumieją.-Jest zaniepokojony tym że napadasz jego włości. Jesteśmy tu by załagodzić konflikt, by go zażegnać. Wielu już zginęło od orkowego topora. I wielu od ludzkiego miecza. A śmierć nigdy nie jest niczym dobrym. Nawet teraz ubolewam nad śmiercią ośmioma Twymi wojownikami których byliśmy zmuszeni posłać do krain wiecznego szczęścia. Pocieszeniem jest tylko to że zginęli honorowo, jak na woja przystało.
Twój szaman uznał że pokój oznacza niewolnictwo. Ja zaś mówię: to że natrafiliście na złych ludzi nie znaczy że traficie i teraz. Ludzi jest dużo. Są różni. Dobzi i źli. Co dobzi zwalczają tych złych. Wierzę że taki sam podział obowiązuję wśród was, orków. I wierzę że wszyscy jesteście tymi dobrymi. Dlatego przemyśl proszę tą ofertę. I podejmij decyzję która ukróci wojenną rzeź w której giną za równo ludzie jak i orkowie, jak i inne rasy też. Taką która będzie dla dobra dla Twego ludu. Taką która będzie dobra także dla tamtego ludu. Taka która może znieść podział i zaowocować przyjaźnią! - czekał na reakcję UrGasha.
Gorn Valfranden:
- Dokładnie. Czasy są coraz gorsze. Co z tego że różnimy się od siebie? tak się składa że znam dwójkę orków, dość przelotnie ale złego słowa powiedzieć o nim nie mogę. Nie chcemy być waszymi wrogami. To że spotkaliście złych ludzi nie znaczy to że wszyscy są źli.
DarkModders:
UrGosh nie ukrywał zdziwienie. Pierwszy raz natrafił na takiego mądrego człowieka. Wiele przeżył jego lud na północy jak i on sam. ÂŚmierć ojca, spalenie wioski w której mieszkali i morderstwa ich dzieci. Od tego czasu żył nienawiścią do ludzi. Teraz spoglądał na Marduka dość łagodnym wzrokiem, co do niego nie było podobne. Po chwili namysłu odezwał się.
- Mądrze mówisz człowieczku, ale mądrymi słowami możesz zwieść każdego. Mówisz o Szeklanie, miałem możliwość go poznać, odważny jaszczur ale strasznie zaparty. - powiedział po czym zrobił kilka kroków w waszą prawą stronę.
- Niezbyt chce wierzyć w wasze słowa o tym jacy są ludzie. Wy nie wiecie co przeżył mój lud i ja sam. Ludzie zamordowali bestialsko mojego ojca, bez honoru, związanego jak psa. Podobni wam wymordowali wszystkie dzieci w mojej wiosce a także ją spalili. I teraz Ty mi będziesz mówił że ludzie się różnią? Jesteście wszyscy tak samo bestialscy jak wasi bracia z północy. Kiedyś wam służyłem, pomagałem w bitwach a teraz tak mi się odwdzięczono. Nie przeżyliście nigdy tego więc nie wiecie jak naprawdę cierpimy. Wojna nie skończy się dopóki mój lud nie dokończy zemsty na swoich ciemiężcach. - powiedział spoglądając wam w oczy.
Marduk Draven:
-UrGoshu, najsilniejszym nie jest ten kto najboleśniej zada cios. Uderzenie pełne nienawiści. Wlewające jad w stosunki między istotami. Najsilniejszy jest ten, który potrafi przezwyciężyć swoją wściekłość, swoją agresję, gniew, swą nienawiść. Wyciągnij rękę do ludzi, tych właściwych. Razem odbudujcie to co zostało zniszczone. Bo co innego możesz zrobić? Zabić wszystkich ludzi? A co zrobisz gdy się ich pozbędziesz? Wymordujesz elfy? Krasnoludy? W końcu wymordujesz nawet orków, bo złapiesz się na tym że gdyby nie istnieli to nie musiałbyś za ich mordować. I nie próbuję Cię tu tylko przekonać słowami. Bo postaram się by słowa pociągnęły za sobą czyny.- Marduke z tą samą, kamienną twarzą odrzekł.
DarkModders:
Ork wiedział co należy zrobić. Spojrzał na Goshamala i powiedział do niego.
- Darraian tu Goshamal. - powiedział spoglądając na szamana. Ten skłonił się po czym odszedł z przyboczną strażą w stronę chaty szamanów. UrGosh z powrotem odwrócił wzrok na was.
- Dobrze, na tą chwile mogę wam tylko obiecać 2 tygodniowe zawieszenie broni. W tym czasie wyśle do waszego miasta swoich dyplomatów by sprawdzić jakie są wasze intencje w tym pokoju. Przekaż Eretowi że do tego czasu zgadzam się na swobodne podróżowanie ludzi z Giethoornu do Tihios ale wasze wojsko nie ma wstępu na ten teren. Jeśli przekroczy chociaż jeden wojak granice zerwę dotychczasowe ustalenia i dalej będę prowadzić działania wojenne. Uwolnie więźniów i jeńców oraz zwrócę ich miastu ale tego samego oczekuje i od Ereta. Wy dwoje, jako dyplomaci, przez ten czas będziecie mieć wstęp do naszej wioski bez żadnego uszczerbku na zdrowi. Na ten czas mogę wam tylko na tyle pozwolić. Jeśli moi orkowie zdadzą o was dobrą opinię wrócę do dalszych pertraktacji pokojowych. To by było na tyle.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej