Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pertraktacje - czyli droga do pokoju
Marduk Draven:
Odruch wymiotny minął całkowicie. Marduk uspokoił oddech. Skinął głową na znak że zgadza się z Gornem i oddał się czekaniu. Długiemu, nudnemu. Regenerował jednak przy tym siły.
DarkModders:
Orkowie po prostu was nie rozumieli tak jak wy nie rozumieliście ich języka plemiennego. Orkowa społeczność dalej stała wpatrując sie w was. Nagle rozległy sie dzwięki rogów a wszyscy zebrani padli na twarz. Dostrzegliście jak w waszą stronę zmierza główny, orkowy szaman Goshamal. Jego twarz mogła przerażać, był ubrany w długą, szamańską szate a na głowie założony pióropusz. Przystanął obok totemu i odwrócił głowe w waszą stronę. Patrzył na was z pogardą. Stuknął trzy razy laską a orkowie wstali z ziemi. Wtedy szaman podszedł bliżej was i odezwał sie do was.
- Kolejne ofiary dla naszego boga. Wojownicy, na co wam było to? Nie uda sie wam ocalić tej ziemi. Jakieś ostatnie życzenia?
Marduk Draven:
//A było od razu spalić ten las...
Marduke milczał. Może Gorn miał im coś do powiedzenia. Szczerze nie chciał skończyć jako ofiara dla fałszywego, Orkowego bóstwa. Jeśli jednak tak mu było przeznaczone to nie zamierzał uciekać.
Gorn Valfranden:
- Nie przybyliśmy aby z wami walczyć. Przybyliśmy z listem od Ereta z Tihios. Możemy zawrzeć pokój. Myślicie że jesteście niepokonani? mylicie się. Jednak jeśli mamy zginąć, przynajmniej rozwiążcie nas i oddajcie nam broń. Wolimy umrzeć w honorowej walce. A wy jeśli nas zabijecie związanych znaczy to że nie macie kszty honoru.
Marduk Draven:
-Mogliśmy spalić ten las, miast przyjeżdżać tu. Rozwiązać to szybko, nie jak wojownicy. Wy też okażcie honor.- dodał Marduke pobudzony przemową Gorna.- I zrozumcie że nic nie osiągniecie napadając miasto hordami większymi niż suma obrońców. Pokój uwarunkuje obie strony.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej