Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na drodze ku zrozumieniu - Rieux i Gillen

<< < (2/12) > >>

Rieux:
     Potrzebowałem sekundy, aby zorientować się w całej sytuacji. Mój towarzysz najwyraźniej nie miał zamiaru drgnąć, więc wziąłem sprawy w swoje ręce. Wyciągnąłem z pochwy miecz, a z pleców zdjąłem tarczę. Postanowiłem wykorzystać dar mowy i przeciągle zawyłem, próbując naśladować odgłosy wilka. Zadziałało. Wilk odwrócił się w moją stronę, jednak nie miał zamiaru ruszyć na mnie, uzbrojonego w miecz i tarczę. Z tego powodu kucnąłem, nie odrywając wzroku od łba wilka i zacząłem szukać po omacku ręką czegoś do rzucenia. Znalazłem mały pięściak, który czym prędzej rzuciłem w stronę drapieżnika. Nie byłem pewny czy trafiłem, jednak cel został osiągnięty. Zwierzę ruszyło na mnie, nabierając coraz to większej prędkości.
     Ustawiłem prawą nogę do tyłu, trzymając opuszczaną tarczę na lewej nodze. Gdy psowaty zbliżył się, zamierzając użyć Ugryzienie, kucnąłem, unosząc tarczę, tak aby zasłaniała całe ciało. Wilk zderzył się z prawie dwukilogramową osłoną, co sprawiło, że impet uderzenia mógłby mnie zwalić z nóg, gdybym nie przyjął odpowiedniej pozy. Gdy wilk odbił się od tarczy ruszyłem tarczę w lewo, przez co i pies odleciał w tamtą stronę. Zanim jeszcze wylądował, zaatakowałem go mieczem od dołu, celując w brzuch. Po trafieniu zrobiła się dość duża rana, przez co postanowiłem dobić dziecko lasu, aby nie musiał cierpieć ze względu na powikłania takie jak rozkładające się ciało. Ostrożnie podszedłem do mojego niedoszłego zabójcy, zasłaniając się tarczą i wbiłem miecz, w miejsce gdzie powinno znajdować się serce. Zwierzę zmarło.
     Lekko poirytowany podszedłem do mojego współtowarzysza i powiedziałem:
     - Co ty sobie wyobrażasz, najpierw wybiegasz z miasta z mapą, a teraz to?! Jesteś pewien, że chcesz przystąpić do organizacji, która z założenia ma chronić puszczę, zachowując spokój i opanowanie w swoich działaniach? - odwróciłem się do farmera - Nic się nie stało farmerze? Lepiej wróc na swoją farmę i nie podróżuj po potencjalnie niebezpiecznych rejonach, nie posiadając ze sobą żadnej ochrony.

Kenshin:
Przerażony chłop wstał a potem zaczął się otrzepywać z kurzu. Wieśniakowi zajęło chwilę zanim odpowiedział wojownikowi.
- Jestem cały. Dzięki Bogom!
Spojrzał ostentacyjnie w niebo, by móc mówić dalej.
- Gdyby, nie twoja pomoc pewnie byłbym już martwy.
Kiedy już ochłonął przedstawił się podróżującym.
- Wacław jestem, a panowie czego tutaj szukacie? Ostatnio rzadko, który łowca przemierza te tereny, jednakże na moje szczęście żeście się zjawili w odpowiedniej chwili.
Powiedział czekając na odpowiedź.

Rieux:
     Podszedłem do drugiego rekruta, słuchając tego co miał nam do powiedzenia wieśniak. Zanim skończył swą wypowiedź, zdążyłem dojść do współtowarzysza i zerknąć na mapę.
     - W zasadzie to wykonujemy pewien test... Próbujemy dostać się do jednej organizacji. Do Konkordatu Puszczy i Kniei jeśli byłbyś ciekaw. My... - spojrzałem na łucznika - w zasadzie się nie znamy. - uśmiechnąłem się - Tak szybko stamtąd wyleciałeś, że prawie cię zgubiłem. Nazywam się Rieux i jestem tu od niedawna. Jednakże zdążyłem poznać kilka osób i zobaczyć jak wygląda tutaj życie - przypomniałem sobie festyn w mieście - dlatego cieszę się, że w końcu tu trafiłem. Jeśli chcesz w podzięce za uratowanie życia, możesz pomodlić się w naszej sprawie do bogini Ventepi za naszą sprawę. W zasadzie to udaliśmy się w nieznajome, nie wiedząc co nas czeka. Chyba robią tak ze wszystkimi rekrutami. Z tego co widzę jesteśmy na dobrej drodze, więc pewnie będziemy ruszać.
     Zacząłem się rozglądać dokąd dalej prowadzi ścieżka. Włożyłem miecz do pochwy, a tarczę starannie zarzuciłem na plecy. Gdy przejechałem po zimnej nawierzchni uświadomiłem sobie pewną rzecz.
     - Gdzie ruszasz Wacławie? - zapytałem - Może potrzebujesz ochrony, a zmierzasz w tym samym kierunku co my. Dołączyłbyś do nas wtedy. Szkoda by było, gdybyś stracił życie zaraz po tym gdy Cię odratowaliśmy.
 
// W którą stronę mam(y) się udać? Tak orientacyjnie.

Kenshin:
- Ja idę teraz do domu, o tam. Wskazał palcem małą chatynkę, bo wszak Wacław biednym gospodarzem był, jednakże kiedy usłyszał, że ma do czynienia z przyszłymi członkami konkordatu to postanowił zlecić łowcą małe zadanie.
- Wiecie, co od ostatniego czasu w puszczy słychać jakieś jęki, wycie i Bogowie wiedzą co jeszcze. Kiedyś mieliśmy to sprawdzić, ale niestety nie mamy odwagi się tam zapuścić. Skoro już tutaj jesteście moglibyście to sprawdzić? Oczywiście nie minie was nagroda choć może się ona niewielką okazać.

// Las jest niedaleko, więc ja wam napiszę, kiedy do niego dotrzecie, także sami wybierzcie kierunek.

Rieux:
      - Oczywiście że tam zajrzymy, a potem poinformujemy Cię co to były za odgłosy. W sumie to chyba po drodze. Bywaj dobry człowieku, a szczęście niech Cię nigdy nie opuszcza. - powiedziałem i spojrzałem na mego towarzysza - Czas najwyższy ruszać. Nie ma po co tutaj zostawać. - po tych słowach ruszyłem w kierunku lasu, poprawiając miecz, tak aby było wygodniej mi go wyciągnąć.

//Sorki za tempo, ale teraz powinno być lepiej  :D

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej