Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (27/37) > >>

Evening Antarii:
Dziewczyna była tak bardzo podobna do Eve... Na ulicy mogłyby wyglądać jak siostry. Lecz one nie są na ulicy tylko w głowie Eve, a wraz z odzyskaniem przez anielicę świadomości, ta dziewczyna zniknie, jakby nigdy nie istniała.
Jej dotyk był przyjazny i to pewnie tak czują się najlepsze przyjaciółki, gdy plotkują. Eve tego nie znała, nigdy nie miała nawet rodzeństwa, a potem obracała się głównie w męskim towarzystwie, gdyż taki był właśnie świat wyższych sfer - zdominowany przez mężczyzn. Z kobietami, które poznała, nie umiała się dogadać, albo były młodymi służkami bogatych szlachciców. Poza Armin, ale ich relacja polegała na pożyczaniu jej pieniędzy. Choć Eve ceniła towarzystwo maurenki, gdyż tylko z nią czuła jakąkolwiek więź. Doceniała jej silny charakter i stanowcze podejście do życia. Dostrzegała w niej dobre cechy, których u siebie dostrzec nie mogła, gdyż po prostu ich brakowało.
Nie umiała zatem plotkować, ani zwierzać się ze swoich problemów. Nie czuła takiej potrzeby, gdyż takie rozmowy zawsze wydawały jej się bezsensowne i banalne. Tak na odczepne odpowiedziała nawet zgodnie z prawdą.
-Samotności i bezradności. To drugie raczej mi nie grozi, dopóki zachowam swoje moce i nieśmiertelność. Więc pozostaje samotność- uznała to za banał, ale przynajmniej zgodny z prawdą. Nic lepszego nie zdołała wymyślić. Bo czego może się bać anielica, wyposażona w najlepsze zaklęcia? Jedynie kogoś silniejszego... Lecz w obecnej chwili nie było wiele takich istot, będących w stanie jej zagrozić.
-A widok niezbyt ładny. Bardzo... martwy, jałowy. Co tu się stało?- spytała, wykorzystując okazję. -Nie musisz się zmieniać. Byle nie w jakąś straszną bestię,  a tak to mi obojętnie- wzruszyła ramionami.

Narrator:
- Samotności i bezradności... - Powtórzyła i spojrzała z wyrzutem i krzywą minką jak gdyby poczuła się oszukana ;[ .

- Często jesteśmy bezradni mimo umiejętności i zdolności... to czym jesteś i co potrafi nie znaczy, że nie jesteś "bezradna". Można mieć mnóstwo zdolności i umiejętności a być bezradnym obserwatorem świata nie mogąc na niego wpłynąć tak jak byśmy chcieli... - mówiła wzdychając ociężale i założyła dłonie na plecach. obróciła się do ciebie bokiem i zaczęła iść wzdłuż ścian ruin okrążając cię. Stale patrzyła na ciebie a jej wygląd zaczął się powoli zmieniać... wygląd, głos, wzrost, całe ciało... widziałaś jak skrzydełka na ciele zaczęły się kurczyć i wchłaniać w miejscu łopatek, jak całe ciało zaczęło się kurczyć, a włosy wrastać. jej twarz zaczęła przybierać bardziej twardy wygląd, charakterystyczny, siermiężny, a na brodzie i pod nosem pojawiło się owłosienie. po kilku dziesięciu sekundach kolejnych kroków zobaczyłaś że ta istota zaczyna ci przypominać kogoś znajomego. Siliona eap Mora.


Silion przystanął i obrócił się do ciebie przodem, założył ręce na brzuszku pod przystrzyżoną, spętaną w warkocze bródką. Spojrzał na ciebie przenikliwie błękitnymi, niebieskimi oczami.
- Ale samotność to jest okropna... bo co innego jest być samym... a co innego być samotnym. I też nie ma na to wpływu jak długo będziemy żyć... bo widzisz, można być z kimś... a nadal być samotnym, ale można też nie mieć kogoś a nie być samotnym... - mówił strapionym głosem pełnym troski, jak to zwykle Silion mówi do swojej koleżanki. - Bycie samym i samotnym jest straszne... a posiadanie jednego albo drugiego niewystarczające by być zadowolonym w życiu... a ja chciałbym byś była zadowolona Ale ty o tym wiesz... - powiedział i cmoknął uśmiechając się życzliwie. parę razy poruszał wargami i poruszał broda, bardzo zabawnie wyglądało gdy owłosienie na twarzy się ruszało, zdał sobie z tego sprawą i roześmiał się w głos, ze musiał śmiesznie wyglądać. - Wiesz jak pozbyć się takich problemów, jak zwalczyć problem samotności i bycia samym... - Westchnął i podszedł do okna i też spojrzął w jałową otchłań, westchnął ociężale ocierając pot z czoła.

- Nic się nie stało... właśnie nic się nie stało... wszystko pozostaje jałowe, martwe... gorące ale suche... Mam nadzieję, że doczekamy się deszczu. Ale on nie zależy ode mnie, ty możesz go przywołać.- Powiedział i uśmiechnął się do ciebie patrząc znad ramienia. - Czy... coś ciebie martwi? tak ogólnie, martwisz się o coś? Poza bania się samotności i bezradności.

Evening Antarii:
-No co...- odparła z miną niewiniątka. -Naprawdę! Nie boję się wielu rzeczy, naprawdę- utrzymywała. -ÂŚwiata nie zmienię i czasami przyglądanie się to jedyne co możemy zrobić. Wyciągnąć naukę, nie wtrącać się. Nie można wszędzie wtrącać swoich trzech grzywien. Jestem raczej za postawą bierną i ona mi odpowiada, chociaż wiem, kiedy należy ruszyć dupę i poświęcić się, służyć, pomóc. ÂŚwiat biegnie swoim rytmem, nie da się go powstrzymać. Nie wiesz co to bezradność. Myślisz, że wiesz, ale tak nie jest. W żadnej sytuacji nie jesteśmy bezradni, zawsze można coś zrobić. ÂŚmierć kogoś bliskiego? Nic nie szkodzi, tysiąc grzywien załatwia sprawę. Demony? Należy przeciwko nim walczyć z nadzieją na poprawę sytuacji. Przecież nawet po najgorszej burzy wychodzi słońce, prawda? Najgorsza jest ta duchowa- zakończyła wlepiając wzrok krajobraz, tak samo jak i czerwona, krwista anielica. Nie spodziewała się, że jej rozmówczyni to zrozumie... To jest ciężkie do zrozumienia i wyjaśnienia.
Potem ze spokojem obserwowała transformację kobiety w Siliona. Nosz kurna... Dziwnie się z nim rozmawiało wiedząc, że to w sumie nie on, tylko ona sama, jej wnętrze ukryte głęboko w umyśle, a wywołane reakcją chemiczną.
-Jestem zadowolona- przekonywała dalej, bo rzeczywiście tak było. -Mam wszystko czego mi potrzeba. O więcej nie pytam. Są ważniejsze problemy niż to, jak nie być samotnym itepe, itede. To nudne, Sil...- westchnęła przewracając oczami. -Nic mnie nie martwi, nie mam ani jednego najmniejszego problemiku, oprócz tego w co się jutro ubrać, rozumiesz?- irytacja zaczęła w niej rosnąć.
Po chwili ciszy odezwała się. -To jak przywołać ten deszcz?...

Canis:
- Jesteśmy w tobie i najważniejsza dla nas jesteś ty, tu teraz i w tym momencie... zawsze. Zawsze musisz być egoistką i patrzeć na to czego ty potrzebujesz i jak ty możesz zwalczać te swoje zmartwienia. Spieszy ci się gdzieś? chcesz uciekać sama od siebie? - Zapytał z niedowierzaniem marszcząc brwi robiąc maślane oczka zasmuconego stworzonka. -  Przed samym sobą nigdy nie uciekniemy.
Powiedział i dalej przypatrywał się bezkresnej połaci zniszczonych terenów.

Gdy tak przyglądaliście się oboje wpatrując w bezkresną przestrzeń zauważyłaś, ze silion zaczyna... chudnąć... włosy mu wypadać, jego postać znacząco i szybko rosnąć. Widziałaś ohydny proces wyrastania spod skóry zielonych łusek. Dojrzałaś znajomego gada... Salazara Trevant.


- Najważniejsze jest, byś chciała żyć w zgodzie z sobą. A to co tutaj mamy to takie... Ignis Terra. Bardzo urokliwe tereny nieużytków, pustostanów... nienadających się do życia terenów po apokalipsie jaką zgotowała nam asteroida... Te tereny na których powstało Ardenos. Może sprawdzimy jak to wygląda z góry? - zapytał.

Evening Antarii:
-Przecież nie uciekam przed sobą. Postępuję według swoich zasad. Znam siebie, wiem jaka jestem- tłumaczyła z pewnością siebie. -ÂŻyję w zgodzie ze sobą, Sal- odrzekła, gdy form postaci znów się zmieniła. Tym razem z futrzastego krasnoluda w łuskowatego gada. -Oglądać to z góry? No dobrze, skoro chcesz... - odparła Evening. W sumie, co mogła robić w świecie swojej podświadomości? Jedynie zwiedzać i poznawać go.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej