Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Znaleziątko

<< < (2/23) > >>

Licho:
Anioł poszedł w kierunku, w którym zmierzała dziewczyna. Niedługo zajął mu ten spacer, gdyż mijając sklep jubilera, usłyszał z jego wnętrza krzyki.
- Nosz kurna, gdzieś miałam to drogie badziewie!- był to wzniesiony kobiecy głos, w którym wyczuwalna była furia. - Ja pierdziele, no nie mogę no! Co za chuj- gadała dalej rozeźlona jak osa. Jubiler biedny wysłuchiwał tych wulgaryzmów wlepiając w dziewczynę bezradny wzrok.
- Panienko, ja nic nie poradzę, nie potrafię wycenić, a potem kupić tego, czego nie widzę...- wzdychał sprzedawca świecidełek.
- Zaraza z tymi badziewiami!- i dziewczę wyszło ze sklepu całe rozdygotane, wkurzone kolokwialnie mówiąc, na maksa. Przetrząsała kieszenie, ręce wkładała głęboko i szperała tam, a na jej twarzy malowała się czysta złość. Ciemne oczy przybrały złowrogiego błysku, a zmarszczka między brwiami wskazywała na jej zirytowanie.
Zdenerwowana, delikatnie mówiąc, szła tą samą drogą, którą dotarła do sklepu. Przeczuwała bowiem, że jej cenna rzecz zapodziała się gdzieś w tym tłumie, jakiś żebrak dawno już zgarnął ją z bruku, a może jakiś złodziejaszek podebrał ją z kieszeni, lecz to mało prawdopodobne, gdyż Licho sama była złodziejaszkiem i nabrać się na ich sztuczki nie mogła. Szła więc, przeczesując ulicę wzrokiem, szukając błyszczącego medalionu.

Funeris Venatio:
Anioł widział zmierzającą z powrotem dziewczynę. Przyjrzał się jej nieco uważniej, od razu rozpoznając ubranie, drobną figurę i raczej męską fryzurę. Ciemny płaszcz skrywał zapewne kilka skarbów, zarówno ukradzionych, jak i nabytych w toku ewolucji. W każdej kobiecie można było odkryć jakiś skarb, a w dodatku ta konkretna jakiś swój zgubiła. Funeris miał wielkie przeczucie, że wie o jaki fant chodzi. Ruszył więc za kobietą, gdy ta zaczęła podążać swoimi śladami. Szybko znalazł się w bliskiej odległości.
- Dzień dobry. Może w czymś pomóc?

Licho:
- Psia mać... Naszyjnika szukam jak jakieś głupie dziewuszysko! Do czego to doszło...- odpowiedziała aniołowi na chęć pomocy. Po chwili Licho podniosła głowę, przestała się pochylać nad nagrzanymi kamieniami tworzącymi uliczkę. - Niee.... Nie mogę ci powiedzieć czego szukam. Bo to drogie jest. Może nawet wykupię sobie ciepłą izdebkę nad karczmą na trzy dni! W hemis.- odrzekła i oparła dłonie o biodra. Wyglądała teraz jak zatroskana dziewczynka, szukająca zgubionej lalki. A potem zdmuchnęła z czoła kosmyk czarnych włosów. - A ptasie towarzystwo niezbyt mi potrzebne! Szlag by to...- fuknęła i wróciła do przeczesywania podłoża.

Funeris Venatio:
- Taki... - zawiesił na moment głos - jakby w kształcie niesymetrycznej ośmio-, może siedmioramiennej gwiazdy? - zapytał. Naszyjnik miał w kieszeni skórzanego kubraka wykonanego swego czasu przez Gordiana Morii. Jedną rękę trzymał na mieczu, na głowicy czarnego Nelthariona, chociaż raczej z przyzwyczajenia niźli z chęci czy potrzeby jego użycia. Drugą miał opartą o biodro, gdy słuchał jak nazywa się go ptakiem. Wyglądał jak wyglądał, ale z ptakiem raczej trudno pomylić anioła stąpającego twardo po utwardzonej uliczce stolicy. Poeta jednak tego w żaden sposób nie skomentował.

Licho:
- A skąd ty wiesz!?- niemal wrzasnęła, unosząc wysoko prawą brew ze zdziwienia. Czarne oczy wlepiła w anioła i stała tak chwilę, nie mogąc uwierzyć w to, że dała sobie wykraść cenny przedmiot, i że anioł to taki dobry złodziejaszek! Oburzyła się wewnętrznie, swoje zbulwersowanie okazując grymasem pełnym zaskoczenia. - Wyciągnąłeś mi to z kieszeni pewnie jakąś sztuczką magiczną, hę?! A gwiazda ma osiem ramion. Przyglądałam się jej dokładnie... I jest droga. Podobno. Tylko nie rozumiem tych znaków, a one mają pewnie jakieś znaczenie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej