Tereny Valfden > Dział Wypraw
Sile odpowiada siła, wojna rodzi wojnę, a śmierć przynosi tylko śmierć
Gorn Valfranden:
// Mi nie pokazało że napisałeś jako on. Bo pisałem z telefonu.
Nardo:
Nardo szedł przy Kazmirze i kiedy doszli do końca lasu przykucnął w odpowiednim miejscu na strzelanie z kuszy w razie niebezpieczeństwa nie daleko krasnoluda.
-Jaki mamy plan? Powinniśmy czym prędzej ruszyć im na pomoc wyprowadzając jak najwięcej ludzi i sprawdzić tyle ile się da.
Zaczął rozglądać się uważnie i czekał na odpowiedź Kazmira.
Kazmir MacBrewmann:
- Niżej głowa. Powiedział do towarzysza, zauważył ruch. Około 7 ubranych w czerń istot zabawiało się w mordowanie i spuszczanie krwi z wieśniaków. Pewne siebie bestie robiły to w biały dzień. No bo kto ich powstrzyma? Kazmir ułożył się wygodniej, przyłożył do oddania jednego i perfekcyjnego strzału. Pociągnął za spust zwalniając srebrny bełt który poszybował prosto w łeb wampira szlachtującego właśnie jakąś wieśniaczkę. Pocisk wszedł w czaszkę niszcząc mózg. Bandzior padł na ziemię wprawiając w konsternację swych kumpli.
6x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta_wampir
53m od nas
Silion aep Mor:
Zaraz po załatwieniu swoich spraw w mieście, wskoczył na konia i ruszył do Kardon, do Ereno. Chciał sprawdzić jak sie ma sytuacja, chciał sprawdzić czy to prawda że na wiosne wampiry wysypały się ze swoich kryjówek jak stokrotki na wiosne, że mordują, gwałcą i palą wszystko na swojej drodze. Ostatnio jak był tutaj jesienią wraz z Ar to było dość spokojnie. Był ciekawy jak mają się sprawy w jego "tajnym" mieście chociaż był pewien że jak cudem zapuszczą się tam te krwiożercze pijawki to zostaną ubici przez straż na bramie. Do miasta prowadziła tylko jedna droga między górami która była pilowana i prowadziła bezpośrednio w strone bramy miasta. Dotarł, wszystko jak się okazało było po staremu, miasto obudziło się do życia, kopalnie prosperowały jak należy, karczmy też, ktoś podobno założył tam zamtuz który stał się dość popularny. Ogólnie na plus. Spotkał się ze swoim znajomym Silasem który pod jego nieobecność zarządzał miastem, popili, pogadali. Nagle straż wzniosła alarm, wraz z Silasem wybiegł z ratusza, wskoczyli na konie i ruszyli w strone bramy. Na bramie jak się okazało rozbito grupę wampirzych maruderów którzy zapuścili się w te rejony. Kilku z tych morderców leżało martwych, zalanych krwią która błyszczała przy świetle księżyca. Chciał się dowiedzieć skąd oni się wzieli lecz nagle od strony gór poszybował bełt który trafił jednego ze strażników w ramię. Ten zaklął i zasłonił się tarczą. Drugi podbiegł by mu pomóc. W oddali dało się ujrzeć wampirzego strzelca który przeładowywał kusze szykując się do ponownego strzału. Silas zagwizdał na palcach po czym wraz z Silionem pognali swe konie w stronę wroga. Wampir nie spodziewał się tego, zerwał się do biegu i ruszył przed siebie. Jechali przed siebie, gnali na złamanie karku a i tak nie mogle dogonić swego celu, był za szybki. Za krasnoludami jechało czterech strażników z Ereno odzianych w stalowe, płytowe zbroje, uzbrojonych w kusze i dwa rodzaje bełtów. Dwaj z nich to mężczyźni uzbrojeni w srebrne miecze a pozostali dwaj - krasnoludy ze srebrnymi toporami. Jechali tak z dobrą godzine gubiąc i odnajdując na nowo swój cel, niestety w pewnej chwili wampir jakby rozpłynął się, zniknął gdzieś w górach. Nie było sensu kontynuować pościgu. Noc spędzili w jednej z jaskiń by rano kontynuować pościg i wytropić na własną rękę kryjówkę krwiopijców. Wstali dość wcześnie rano i już mieli ruszać gdy w oddali ujrzeli dym, z pewnością był to dość solidny pożar. Co się paliło? Jeszcze nie było wiadomo. Krasnolud załadował swe kusze i z nimi w rękach ruszył wraz z obstawą w stronę dymu. Jechali na złamanie karku, gdy tylko ujrzeli płonącą wioskę, przyspieszyli. Ujrzeli makabryczny widok, możnaby rzec że rzeź której sprawcą były zbuntowane wampiry.
Silion zagryzł wargę, starał się stłumić gniew lecz nie udało mu się, wybuch wewnętrznie. Gdy jego ludzie i Silas zatrzymali się zdziwieni kruk nie czekał, ruszył przed siebie, brnąc koniem w stronę bandytów z odległości około 60 metrów wycelował w stronę głów dwóch z bladolicych i wystrzelił. Srebrne bełty wystrzeliły przed siebie i ze świstem wbiły się w czaszki dwóch wampirów którzy upadli na ziemie. Wywołało się jeszcze większe zamieszanie wsród agresorów, nie wiedzieli co się dzieje, złapali za swe miecze. Zmniejszając dystans już do 30 metrów odłożył kusze na ich miejsce a chwycił za topór. Nie był on srebrny więc nie zabije wampira ale zawsze go mocno pokiereszuje. Będąc w odległości około 5 metrów i zmniejszając ją sukcesywnie krasnolud zacisnął mocno dłonie na trzonku topora i nagle z impetem ostrze broni uderzyło w głowę jednego z odwracających się w jego stronę bandytów. Krwiopijca poleciał pare metrów odrzucony siłą uderzenia, jego głowa wygięła się nienaturnie i o mało się nie oderwała, niestety umiejętności walki toporem u Siliona były średnie przez co źle wyprowadził cios i nie urwał wrogowi głowy. Wampir się z pewnością zregeneruje. Silion wciąż jechał przed siebie by móc odłożyć topór. Tymczasem pozostałych 3-ch wampirów ruszyło z brońmi na obstawę krasnoluda która dopiero po chwili ruszyła przeciwko nim. Silion już z wolnymi rękoma chwycił za srebrny i szklany nóż, nakazał koniowi odwrócić się i ruszyć przed siebie. Gdy był blisko jednego z wampirów zwolnił i zeskoczył z konia. Krwiopijca odwrócił się i wyprowadził cios mieczem od góry. Silion zablokował szklanym nożem i w odwecie zadał cios w serce wampira nożem srebrnym. Ostatnim tchem bladolicy zadał ponowny cios mieczem w strone głowy krasnoluda, ten puścił srebrny nóż po czym ponownie zablokował atak szklanym nożem, kopnął przeciwnika w kolano i odskoczył w tył. Przeciwnik postękał i nagle ze zbytniego upływu krwi upadł martwy. Silion wyrwał z ciała swój nóż.
Tymczasem ludzie Siliona walczyli zaciekle z dwoma wampirami lecz była ich czwórka i nie mogli się zbytnio ruszać bo konie zagrodziły całą dróżkę pomiędzy domami. Wycofali więc się i nieświadomie ruszyli w stronę miejsca gdzie ukrywał się zwiad Kazmira.
Silion ruszył z nożem w strone wampira ze skręconym karkiem, przycisnął mu łeb butem do ziemi po czym wbił nóż w jego czaszke. Wskoczył na konia i ruszył w strone swoich strażników którzy wycofywali się po za wioskę by mieć większe pole do popisu w walce.
//Dołączam za poleceniem Melkiora (prosze dopisz mnie)
//2 z 3-ch finiszerów z kuszy.
2 z 3-ch finiszerów z noża.
Pozostało: 2xBandyta wampir (biegną za strażą z Ereno która zmierza w stronę "kryjówki" Kazia i Nardo.)
Kazmir MacBrewmann:
- Ki chuj przyjechał? Powiedział do śpiących - chyba - obok niego Kenshina i Nardo. Na oddanie strzału miał niewiele czasu, srebrny bełt załadował już wcześniej. Przykucnął.
- Na ziemie kurwa! Ryknął w stronę strażnika z Ereno, woj zrobił unik a krasnolud oddał czysty strzał w serce wampira, to go nie zabiło na śmierć. Kazmir zawiesił kuszę na plecach i sięgnąwszy po topór ruszył na ostatniego wampira. Nie sądził że spotka lepszego od siebie, mimo osłabienia od słońca wąpierz walczył dzielnie i zręcznie parował ciosy najemnika, ale kopa w jaja nie przewidział. Druzgoczącego kości i tętnice udową walnięcia toporem też nie. Na ranę nieumarłego padło letnie słonko i ten momentalnie wyparował.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej