Tereny Valfden > Dział Wypraw
Próba Siły #12 - Salazar Trevant
Funeris Venatio:
Bum. Nie żyje. Umarł na śmierć.
//Nie no, zdążyłeś. To przecież banalna wyprawa rekrutacyjna, nie pojedynek z boskim demonem.
A z tym Mistrzem/Prowadzącym, to wybacz, ale chyba nie rozumiem o co Ci chodzi. Bo to, że jedynym MG jest Isu wie każdy przecież...
Canis:
//Zasady Uczestnictwa w wyprawie -> Legenda
//Panie PROWADZÂĄCY WYPRAWĂ, ciebie dotyczy ta sama forma wypowiadania się "poza kontekstem treści" w formie "//..." z pogrubieniem, bez kolorku czerwonego, to przywilej Mistrza Gry, któremu może to nie przeszkadza, ale mi korzystanie z tego przez kogoś bezpodstawnie nieprawnie to i owszem, bowiem burzy mi to porządek wyprawy, a osobom, które zechcą ją przeczytać daje nieprzyjemny posmak jakbym coś błędnie wykonał, nie stosował się do zasad gry, lub dopuścił się niecnego występku zagrożonego karą lub utratą zdrowia lub życia postaci - tym najczęściej objawia się poprawne zastosowanie tej funkcji ingerencji w wyprawę ;/ . Tym samym ponownie zabiegam byś zaprzestał tego niecnego procederu <poirytowany> .
Gdy przeciwnik skonał w konwulsjach, Salazar wstał z ziemi i otrzepał się... No i pięknie... pewnie chciał mocnym zaklęciem walnąć a nie był w stanie w jednej chwili pobrać dostatecznej ilości energii... tak jako Jaszczur też miałem ten kłopot... oj wielokrotnie... Zadowolony z siebie, wręcz dumny! Podszedł do ciała Czarodzieja, rozejrzał się szybko wokół, i zaczął przeglądać odzienie. szukał miedzy innymi tej schowanej fajki, miał okrutną chęć zapalenia, ale moralnie kłócił się ze sobą, okrutnie się kłócił... ale była okazja... a okazja czyni złodzieja, momentami Pałasz mógł dojrzeć na twarzy Salazara szaleńczy błysk w oku osobnika na głodzie... tak w tych ruchach poszukiwania fajki było coś z desperacji, szaleństwa, otumanienia... Ale przeszukaniu towarzyszyła też chęć odnalezienia jakichkolwiek znaków, poszlak i środków, mogących dowodzić czynów przestępnych tego maga...
Funeris Venatio:
Fajka znajdowała się na ziemi, koło lewej stopy martwego człowieka. Nieduża, wykonana z drewna, chyba bukowego. W środku była niewielka porcja tytoniu, więc wystarczyło wszystko podpalić i delektować się używką. Co do śladów i poszlak, to mag miał przy sobie niewiele. Dwanaście grzywien w jednogrzywnówkach, srebrnych monetach o nominale jednej grzywny. Do tego kawałek czystego papieru, niewielki, może taki jak dłoń; mały węgielek do pisania lub szkicowania i za pazuchą pustą już, potłuczoną teraz buteleczkę, w której szumiał jakiś alkohol.
Nazwa: Fajka Merena
Opis: Drewniana fajka, klasyczna, nieduża, można ją nabić tytoniem lub bagiennym zielem.
Canis:
Salazar wziął fajkę w dłoń, dwanaście grzywien, fragment pergaminu i w ogóle wszystko coz nalazł przy Merenie, było możliwe i udolne do identyfikacji. Potłuczone szkło jednak zostawił przy ciele, nie chciał capić wódą.
Przyjrzał się fajce i z otumanieniem i chęcią już niemal przyłożył fajkę do ust, gdy odezwało się coś, co przeciętny człowiek nazywa sumieniem! Nie możesz! Obiecywałeś! Pamiętaj czym grozi złamanie danego sobie i komuś słowa! przyjdzie ci sczeznąć w smutku i żalu! i Wtedy wyrwany myślą z zatracenia chwili , schował fajkę do kieszeni zawijając wszystko, by złożyć raport oficerowi werbunkowemu.
Jak by tu udowodnić, że to mag... może zabiorę jego ciało też? Ale wpuszczą mnie z trupem na miasto? Cholera... Rozważał w myślach i nie pozostało mu nic innego jak spróbować swoich sił w walce o możliwość przejazdu z trupem przez miasto. Chwycił za cugle pałasza, który był już prędzej uwolniony spod ciężaru ciała jednego z myśliwych. Ciągnąc go do ciała martwego już Merena, kazał mu zatrzymać się tuż przy ciele. Sam rekrutant ukląkł przed ciałem broczącym krwią i podkładając ręce pod plecy i w zgięciu kolan zerwał je z ziemi i momentem zrywu przerzucił ciało nad grzbietem wierzchowca.
- To Pałaszu przejdziemy się teraz do miasta... Miły spacerek nam nie zaszkodzi! - mówił radosny spoglądając na swoje dłonie pokryte krwią i upaprane odzienie do krwi. Lubił ten widok...
Tak jak chwycił ponownie za cugle, tak ciągnął go za sobą w kierunku miasta drogą która tutaj przybył, dokładnie tą samą...
Funeris Venatio:
Salazar ruszył w drogę powrotną. Nic ciekawego po drodze się nie działo, trasa przebiegała nad wyraz spokojnie, Słońce świeciło jasno, a obłoczki przebiegały po niebie. Było już popołudnie, gdy zbliżał się do granic miasta. Przed sobą widział potężnie obwarowaną stolicę królestwa Valfden. Przysadzista brama z długą szyją, po bokach dwie okrągłe baszty strzegące martwych punktów w obronie. Na chodnikach bojowych i hurdycjach kręcili się strażnicy miejscy spoglądający znużenie na trakt. Slazara wiozącego trupa dostrzeżono w miarę szybko. Trzech odzianych w czerwień i błękit ludzi szybko zastąpiło mu drogę.
- Co to za trup? Skąd ta krew? - zapytał bodajże jakiś dziesiętnik. Swoją halabardę trzymał mocno i pewnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej