Tereny Valfden > Dział Wypraw

Próba Siły #12 - Salazar Trevant

<< < (11/12) > >>

Canis:
- To ciało zbrodniarza, który dokonał zabójstwa ze szczegolnym okrucieństwem na dwójce myśliwych i podjął działania zmierzające do zabójstwa lub spowodowania cięzkiego uszczerbku an zdrowiu hrabiego Salazara Trevant, czyli mnie. Własnie miło mi, jestem Salazar Trevant, hrabia, były sędzia. Mam nadzieję, że nie ważycie się nawet poddawać pod wątpliwość prawdziwości moich słów. - odpowiedział unosząc brew z zażenowaną miną, ze ktoś jeszcze mógłby próbować wątpić. Głównie chodziło mu o to, by szybko wykpić się z tłumaczeń i zeznań... nie lubił swoich tytułów ale... konieczność koniecznością sprawiała, że tak najłatwiej się wykpić z podejrzeń i spod karalności... - Bo widzicie, zostałem wysłany z zadaniem z punktu werbunkowego bractwa świtu, gdyż staram się o to by zostać zakonnikiem. Kazano mi sprawdzić, co się stało ze spalona myśliwską sadybą, wiecie, kawał drogi stąd, no ale w pobliżu, ze miejscowo to do nas Efehidonu to należy jakoś. Dotarłem tam no i niestety wszystko wskazywało na działanie magii, ale wskazówki wskazówkami, liczą się dowody i fakty a nie domysł. Gdy udałem się do zagajnika, znalazłem pierwszego z myśliwych, zamordowanego ze szczególnym okrucieństwem, idę dalej a tam drugi ledwo żywy wyglądający jakby uciekł spod oprawcy, ostatnim tchnieniami nim odpłynął wydał imię, Meren, Czarodziej Meren. Chciałem pochować oba ciała więc wróciłem na miejsce spalonej chaty chcąc zwieźć oba ciała i zakopać je, a wtedy dojrzałem czarodzieja, który podpalał sobie palcem fajkę, przywitałem się, chciałem dowiedzieć kim jest wyznałem czemu jestem tutaj przedstawiłem się i w ogóle. - mówił wzruszając ramionami wyznając jakże logicznie co robił i sprawnie, tłumacząc naturalny przebieg zajścia. - Nie chciał nic powiedzieć, wręcz przeciwnie, podjął działania pod dokonanie ataku na moją osobę, niestety przykro mi jasno w dzień to przyznać, parałem się magią, znam na wskroś techniki magiczne, chodź dziś jak przez mgłę potrafię je rozróżniać i wyczuć. Sami wiecie jak to jest... niekiedy ogień trzeba zwalczać ogniem, inaczej się po prostu nie da. Okazałem się minimalnie sprawniejszy w tej dziedzinie i udało mi się zakończyć niecny proceder. wiozę ciało by złożyć je w punkcie bractwa i okazać je ku przestrodze, że zbrodnie nie popłacają.

Zakończył dumny z siebie i uniósł głowę do góry a co, dumny był!

- Więc proszę by mnie przepościć bym mógł przewieźć zwłoki przez miasto...

Funeris Venatio:
Strażnicy słuchali z poważnymi minami. Traf chciał, że jeden z nich rozpoznał hrabiego, a że we wcześniejszych godzinach na moment odwiedzał w jakiejś tam sprawie punkt rekrutacyjny Bractwa ÂŚwitu, to i przypomniał sobie, że faktycznie widział tam tego konkretnego człowieka. Znanym było, że zakonnicy poddawali przyszłych rekrutów różnym testom, toteż nie było powodów wątpić w prawdziwość jego słów. Czarodziej przed wjazdem do miasta został przykryty jakąś derkę, co by nie wystawał i budził niepotrzebnych niepokojów. Salazar dotarł do punktu rekrutacyjnego eskortowany przez tamtego strażnika, który potwierdzał jego słowa.

Canis:
- Witajcie oficerze werbunkowy! - Powiedział docierając ostatecznie do punktu rekrutacyjnego, stając przed mężem odzianym w zbroi i przewalającym papierzyska na temat raportów o niecnych zdarzeniach na terenie królestwa. - Udałem się i sprawdziłem wskazane przez was miejsce w sprawie spalonej myśliwskiej sadyby oraz zaginionej dwójki elfów-myśliwych. Gdy dotarłem oględziny miejsca no niechętnie muszę to przyznać wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, ze źródło ognia nie wniknęło z wnętrza domostwa, ale także nie z zewnątrz, co sprowadza na bezpośrednie podejrzenie celowego podpalenia bez źródła fizycznego, zatem, podpalenie za pomocą magi. - tak wytłumaczył spaloną sadybę...

- Dalej jednak nie tak ważne są straty jak to, co można uratować, a niewiadomym była zaginiona dwójka myśliwych. Udałem się w ślad szlaku myśliwych, lecz mym oczom pierwsze okazał się myśliwy zamordowany ze szczególnym okrucieństwem - nie spalony w lesie, przybity stalagmitami do drzewa, ze zdartą skórą z twarzy. podejrzeniem i możliwością było uczestnictwo jednego maga znającego się na magii ziemi oraz magi ognia, jednak to tylko robocze hipotezy były. Wyrwałem stalagminty i zostawiłem ciało, udałem się dalej w poszukiwania i dojrzałem ledwie żywą druga jednostkę z okrutnymi obrażeniami na ciele, był to drugi myśliwy też elf. Konając w mych ramionach, nie byłem w stanie wydłużyć mu życia ani podjąć próby ratunku... konając w mych ramionach wydał imię czarodzieja Merena, jakoby odpowiedzialnego za całe zajście. Podjąłem chęć wzięcia ciał i pochowania ich w pobliżu sadyby, bo nie godzi się pozostawiać ciała na pastwę w dziczy. - nie to na koniu to nie ich ciała... - dopowiedział od razu chcąc rozwiać wątpliwości.

- Powróciłem z ciałem do sadyby, lecz na miejscu dojrzałem osobnika najprawdopodobniej czarodzieja, który podpalał fajkę palcem - co bezpośrednio wskazuje na znaczne zdolności magiczne pirokinezy! Przedstawiłem się, wyznałem czemu tutaj jestem i zapytałem o to kim jest i co robi w tym miejscu i czy wie, ze staje się w mych oczach podejrzanym. jego stan wskazywał na bycie pod wpływem alkoholu co świadczą te zwłoki, szkło i zlanie resztkami alkoholu z butli prawda... - powiedział odsłaniając zakryte derką przez strażnika ciało, by je okazać. - Ten mężczyzna podjął próbę magicznego ataku w moją osobę, znam się na magii parałem się nią, i nadal wiele z niej pamiętam, potrafię zidentyfikować takie rzeczy, tym samym podjąłem próbę obrony, która zaowocowała kontratakiem jedynym jaki mogłem w tym momencie zastosować w celu obrony swojego życia... niestety zakończyło się to okrutną śmiercią mężczyzny-czarodzieja. Wszystkie znaki wskazują, że nie bez powodu się tam znalazł, umiejscowienie miejsca i czasu, momentu śmierci drugiego myśliwego i obecność osoby -maga ognia na miejscu, jako przypadek na za przeproszeniem myśliwskim zadupiu, zbieżność okoliczności jest niemal niemożliwa, mówię to jako stosunkowo niezły praktyk w wysłuchiwaniu takich historii... no w końcu sędzią też byłem. Przy jego ciele poza alkoholem znalazłem też 12 grzywien oraz fajkę, którą zapalał palcem... - powiedział kładąc wszystko na blacie stołu.

Funeris Venatio:
- Dziękuję bardzo, spisałeś się wzorowo. Grzywny możesz zatrzymać, fajki też raczej nie potrzebujemy. Ciało ktoś zaraz ściągnie - odpowiedział Antoine, gestem przywołując jakiegoś rekruta i wydając mu rozkaz. Ten szybko uporał się z bezwładną masą kości i mięsa, odciągnął gdzieś dalej. Sam paladyn wygramolił formularz rekrutacyjny, przysunął w stronę hrabiego pióro i kałamarz.
- W takim razie, Salazarze Trevant, nadal jesteś gotów dołączyć do naszej społeczności i walczyć w jej imieniu?

Canis:
- Fajki nie chcę, nie mogę palić... takie moje zobowiązanie, więc nie chcę, żeby nie kusiło. - Wziął pióro i zamoczył je w kałamarzu, następnie zamaszystymi ruchami dbając o każdy detal podpisu, ogonki długie i zwijające się, wypisał swoje imię i nazwisko na dole pergaminu. - Jestem gotów. - dopowiedział i mrugnął oczkiem. ;)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej