Tereny Valfden > Dział Wypraw

Próba Siły #12 - Salazar Trevant

<< < (8/12) > >>

Funeris Venatio:
W kieszeniach pusto. Znalazł kawałek dratwy, wykałaczkę, jakieś takie pierdółki, które mógłby mieć przy sobie myśliwy.
Do tego wszystkiego drogą galopował koń Salazara, który zatrzymał się przed nim, stając na tylnych nogach. Coś go mocno wystraszyło.

Canis:
- Czyś ty do reszty zdziczał? Po dżungli ze mną chadzałeś. zjaw doglądałeś, z zombie na grzbiecie chadzałeś, ze szkieletami w kości grałeś, nie myśl, że nie widziałem! A się teraz pobytu w zagajniku boisz? - Mówił tracąc do dziada cierpliwość. -  Ale dobrze że jesteś, zwieziemy zwłoki na resztki tej szopy tam - tam się je spali.

Takie słowa skierował do zwierza stając przed nim i machając rękoma by go uspokoić przed pyskiem, co by też nie stratował jego jak i nie pędził dalej. gdy zatrzymał się, chwycił za jego uzdę i pociągnął do siebie w dół. Delikatnie poklepał po grzbiecie i pogładził gardziel chcąc go udobruchać i uspokoić. Gdy uzyskał taki stan, noc chociaż częściowy westchnął ociężale kilka razy i sięgając rękoma pod pachy myśliwego, z całej siły podciągnął zwłoki do pozycji siedzącej, następnie założył jedną rękę pod kolana, drugą przykładając na połowie pleców i z całej siły zrywając się z ziemi spróbował wstać i od razu przerzucić zwłoki przez grzbiet konia.

Nie no... więcej nie dźwigam... - pomyślał prostując się i łapiąc za plecy gdy przerzucił ciało przez koński grzbiet. chwycił za cugle i zaczął kierować się w stronę, w której koń pędził, w końcu skoro coś go wystraszyło to albo coś tam jest albo zdziczał i trzeba już stąd iść.

Funeris Venatio:
Koń targał łbem nie tylko ze względu na trupa na grzbiecie. Wyraźnie nie chciał podążać w stronę polanki. Gdy tylko Salazar widział ją spośród drzew, ujrzał spaloną i zdewastowaną chatkę. Stała w takim samym stanie jak ją zostawił przed paroma minutami, nie zdradzała żadnych zmian. Jedynym niepokojącym punktem krajobrazu mógł być ten mężczyzna, który stał przy domostwie, próbując odpalić fajkę jakby dotknięciem palca.

Canis:
Saluś tak zatrzymał się przekrzywił głowę na bok. Na cholerę się pokazuje... już maiłem piękny plan by zatuszować ten wybryk... co za impertynencja, chamstwo... Poczuł jak plan utajenia i zakłamania bierze w łeb... Puścił cugle i chwytając za odzienie myśliwego, zrzucił go z grzbietu konia na polankę.

- Witam. Pan Meren jak się zdaje? A to jedna z pana ofiar? Miło mi poznać, jestem Salazar Trevant z Krwawych Menhirów. Może zechce pan ze mną porozmawiać? - Zapytał z uśmiechem wyciągając prawą rękę przed siebie niczym do uścisku ręki, i spojrzał na kciuk od lewej dłoni, gdzie była drobna płytka rana od ostrza szabli, już zaschnięta, więc przygryzł ją, a krople krwi ponownie zawitały na opuszku palca...

Funeris Venatio:
Czarodziej odwrócił się momentalnie w stronę Salazara, gdy ten wyłonił się zza drzew. Oczywiście wiedział, że ktoś tutaj jest, przecież osiodłany wierzchowiec sam by się nie pałętał w tych okolicach. Nim jednak zdążył cokolwiek przedsięwziąć, koń uciekł do swojego właściciela. A po chwili z nim wrócił...
- Stój gdzie jesteś! - krzyknął mag. Głos miał nieco zachrypnięty, jakby przepity. Krzyknął te słowa gdy hrabia znajdował się jakieś trzydzieści pięć metrów od niego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej