Tereny Valfden > Dział Wypraw

Próba Siły #12 - Salazar Trevant

<< < (4/12) > >>

Funeris Venatio:
Chatka była raczej typową myśliwską sadybą, niewielką, gdzie łowczy mogli przenocować, ogrzać się czy coś zjeść. W odległości nie większej niż dziesięć metrów od pogorzeliska znajdowały się najbliższe, kilkumetrowe drzewa liściaste. Nie nosiły one żadnych oznak kontaktu z ogniem, osmolenia czy zwęglenia. Sama chatka miała wcześniej jedną kondygnację, mocną belkę stropową, jeszcze w miarę całą i jedno okno. ÂŚlad po nim jeszcze jest wyraźnie widoczny w na w pół zawalonej ścianie. Trawa wokół chatki, mimo iż powinna zająć się ogniem buchającym z palącego się domku, nie została ruszona. Idealnie okrągły kordon spalenizny ciągnie się po obwodzie okręgu opisanego na kwadratowej sadybie. Nigdzie nie było widać mocniejszego nadpalenia, wydawało się, jakby ogień trawił równo i zaczął trawić wszędzie jednocześnie.

Canis:
W porządku... to jest dziwne... Pomyślał widząc idealny okrąg, co było nienaturalną rzeczą przy pożarze, jednak możliwą do stymulacji. Nie mógł jednak zawierzyć i potwierdzić słowa bez upewnienia się o braku znamion innych środków możliwych do pełnienia roli sprawcy zajścia. To też ostrożnie i delikatnie z zachowaniem czujności i ostrożności zaczął wchodzić na teren niemal doszczętnie zawalonej chatki, chociaż belka stropowa się trzymała a ze ścian zostały resztki wsparte na konstrukcji, spokojnie przekładał deski i belki na pogorzelisku, próbując odsłonić i dotrzeć do zawartości domu, wszak przeto w każdym domu który pełni rolę lokum, jest jakiś garnek, pozostałości kuchni, komina i innych pokoi. tak i teraz kandydat na rekruta poszukiwał znamion mieszkańców tej sadyby, by móc  zrekonstruować ostatni dzień, ostatnią noc, ostatnie chwile w czasie pożaru. Szczególna uwagę zwracał na takie rzeczy jak gliniane garnce nawet potłuczone, mogące zawierać olejki i oliwy, tak tez i pojemniki na siarkę, czy nawet butle po alkoholach! wszystko co mogło by ulec zapaleniu i służyć do podpalenia....

Funeris Venatio:
Palenisko umieszczone było mniej więcej w centrum niewielkiej chatki tak, by móc efektywnie ogrzać całe pomieszczenie. Wnętrze składało się z jednej izby, w której spano, przygotowywano posiłki, suszono ubrania, zabierano się za wyprawianie zwierząt i przygotowywanie strzał. W powale zapewne były jakieś wywietrzniki odprowadzające dym, trudno było to teraz określić, gdy dach zapadł się niemal całkowicie. Garnki, a raczej dwa miedziane, lutowane sagany, rozrzucone były bezładnie przy jednej ze ścian, kawałek od paleniska, także można domniemywać, że w chwili pożaru nic nie gotowano ani nie przyrządzano. ÂŚladów po butlach z alkoholem Salazar nie dostrzegł, podobnie jak porozbijanych naczyń. Mogło to świadczyć o wielu różnych rzeczach, między innymi o tym, że żadna z tych substancji nie wywołała zapłonu przy rozbiciu.

Canis:
No wzruszył ramionami bo co mu pozostało, no zgliszcza mu pozostały no i lipa straszna. Wyszedł ze zgliszczy stając przed pałaszem. Założył ręce na biodrach i spojrzał podejrzliwie na wrednego ogiera.
- Co się tak głupio patrzysz. Sędzią byłem nie dochodzeniowcem, od tego byli inni. - Powiedział i zamyślił. Nagle w jego głowie zaczęły kotłować się różne myśli.



Nagle niczym pękająca piłeczka naszła go myśl, a jego działanie objawiło się atawizmem który wystraszył Pałasza, a przynajmniej z lekka zaskoczył.
- Inni! A gdzie są te elfy? Może są martwi gdzieś w lesie, albo chowają się przed sprawcą czynu przestępnego na jakiejś wieżyczce, mogli pójść na długie polowanie, albo zaszyć się w myśliwskiej dziupli skąd polują na zwierzynę! Idzim w dzicz! - Powiedział i chwycił za lejce. Ciągnąc je delikatnie i pałasza za sobą, skierował się w kierunku drzew wyszukując jakiejś nieuczęszczanej ścieżki lub dróżki powprowadzaj w głąb zagajnika...

Funeris Venatio:
Salazar skierował się w stronę drzew, podążając na północny-wschód, gdyż tam była taka jakby nieco wydeptana ścieżynka, którą mogli chadzać myśliwi polujący w tych stronach. Nim jednak człowiek znalazł się na linii stworzonej z wysokich i rozłożystych drzew, jego Pałasz zaczął się boczyć i ociągać z marszem. Prychał, chrapał nozdrzami, machał nerwowo ogonem. Coś budziło jego niepokój.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej