-Miło mi słyszeć, że poza Efehidonem też mnie ktoś kojarzy- uśmiechnęła się naprawdę uprzejmie. Zrobiło jej się miło, bo się nie spodziewała takiej... "sławy". -Miło mi was poznać. Szczególnie cenię to, iż z własnej woli zgłosiliście się do ochotniczej straży-zmierzyła ich od stóp do głów. -Takie pancerzyki macie na wyposażeniu, czy każdy sam musi na nie zarobić?- spytała podejrzliwie. Zwykle bowiem "ochotnicze" instytucje niewiele miały pieniędzy, poza uproszonymi grzywnami od pana gminy czy fundatora owej szlachetnej działalności. -Tacy jak wy, młodzi, silni mężczyźni, dają dobry przykład młodym, ale też dają poczucie bezpieczeństwa. Pomimo tych ostatnich incydentów w Metr... Chyba należy nieco poprawić szybkość podejmowania decyzji i akcji, nieprawdaż?- uśmiechnęła się zadziornie. Nie chciała tym rozdrażnić strażników, ale co jak co, morderca zastraszył pół miasta a oni "uliczki patrolują".
-Nie ma potrzeby tam iść, właśnie stamtąd wracam. To jakaś histeryczka była, uspokoiłam ją i dałam herbaty. Zjadła coś i lekko się podtruła. Podświadomie zaś zaczęła wykrzykiwać o tych duchach, nie wiem co jej do głowy przyszło- westchnęła, by pokazać swoje rozluźnienie i opanowanie sytuacji. -Także jest już cisza i spokój, zapewniam. Wiele byście tam nie poradzili, jakby zobaczyła dwóch zbrojnych pewnie zlękłaby się jeszcze bardziej. A tak, już po sprawie!- zapewniała. -Ja natomiast z poczucia obowiązku przybyłam na miejsce "zdarzenia" pierwsza i pomogłam jej. Niestety to wcale nie miało związku z tą sprawą mordercy. A szkoda, nie? Przydałby się jakiś trop... A to tylko biedna kobiecina coś niezdrowego zjadła... Właśnie wracałam do karczmy, gdyż zmarzłam nieco- na dowód potarła dłonie o siebie, rozgrzewając je trochę.