Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pewnej mroźnej nocy

<< < (17/25) > >>

Szarleǰ:
Szarlej kiwnął głową, uznając pomysł Artura za dobry. Oczywiście sam Artur tego nie widział, ale może to nawet lepiej, bo jeszcze popadł by w samozachwyt i zaczął się mądrzyć. Kanclerz zacmokał na Norę, a ta zerwała się i przyczłapała do jego nogi. Złapał ją za obrożę i usiadł na skraju dziury, po czym dał znak Arturowi, że zaraz zrzuci mu pochodnię. Jak zapowiedział, tak też zrobił. Gdy światełko opadło na dół i - miał nadzieję - rycerz je przechwycił, przytulił Norę do piersi i również zsunął się w dół.

Funeris Venatio:
Artur złapał sprawnie pochodnię, bo czemu miał nie złapać? Odpłynął tylko kawałek, żeby chluśnięcie Szarleja i Nory jej nie zgasiło. Gdy Ci wylądowali już w wodzie, cali i zdrowi, mogli ruszyć dalej.
- Dobra, w którym kierunku ruszamy? Z tego miejsca mało widać, a pochodnia już zaczyna dogasać.

Szarleǰ:
- Kierujmy się w tamtą stronę - rzekł, wskazując palcem kierunek przeciwny do tego, w którym zmierzali wcześniej. To znaczy, iż był to kierunek, na logikę, prowadzący do wyjścia. Fakt, że znajdowali się na niższym poziomie, a on sam nie miał zielonego pojęcia na temat planowania budynków przez starożytnych draconów, wcale nie odbił się na stanowczości, z jaką kanclerz wydał ten, jakby nie było, rozkaz, ani również na wciąż głębokiej wierze w jego słuszność.

Funeris Venatio:
I tak płynęli... i płynęli... i płynęli... Aż dopłynęli. Do brzegu. A przynajmniej do miejsca, gdzie można było poczuć grunt pod nogami. Tak na oko to byli mniej więcej w miejscu zawalonego przejścia na wyższym poziomie. Wokół siebie mieli identyczny korytarz co ten, którym weszli w ogóle do tej jaskini z jeziorkiem.

Szarleǰ:
- Chodźmy wgłąb tego korytarza - zarządził Szarlej, mając na uwadzę Norę, która starała utrzymać się na powierzchni wody. Wciąż nie wiedział, czy ta decyzja rzeczywiście doprowadzi ich do czegoś dobrego, czy może wdepną w jeszcze większą, i bardziej śmierdzącą "kupę", niż dotychczas. Postanowił postawić jednak wszystko na jedną kartę, przecież i tak nie mieli już nic do stracenia. W dalszym ciągu był przekonany, że perspektywa błądzenia w tych ciemnościach i tak maluje się w znacznie bardziej kolorowych barwach, niźli zatrzymanie się w miejscu i czekanie na cudowny ratunek. Myśl o ratunku rozbłysła mu w głowie właściwie dopiero teraz, jednak była to tylko chwilowa ekscytacja, zapewne powiązana ze ślepą nadzieją i potwornym zmęczeniem. Krótko po tym to przyjemne uczucie prysło jednak niczym mydlana bańka i znikło w odmętach czarnych i ponurych myśli, które kłębiły się teraz w głowie Szarleja. Bo przecież wciąż wraz z Arturem i Norą błądzili jak po omacku w opustoszałych przed wiekami, podtopionych dracońskich ruinach i próbowali wyrwać się z pułapki, coraz bardziej przywykając do myśli, że kładą na szali własne życie, pomimo, że wcale nie mieli tego w planach.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej