Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pewnej mroźnej nocy
Funeris Venatio:
Po przekroczeniu furtki Szarlej dostrzegł ludzi. Dziesiątki ciał stłoczonych na zaimprowizowanych posłaniach. Niektórzy siedzieli, inni półleżeli, większość jednak wiła się w okropnych męczarniach na ziemi, chwytając się za głowy. Im bardziej przyparty do gruntu, tym bardziej każdy człowiek ciało miał pokryte ropiejącymi, żółtymi i czerwonymi krostami. Pokrywały twarz, dłonie, odsłonięte wychudzone nogi i gołe plecy. Strzępy ubrań zwisały na ledwo żywych postaciach, które próbowały opanować ból towarzyszący chorobie. W powietrzu unosił się nieprzyjemny, słodki i lepki zapach, który świadczył o jakiejś panoszącej się tutaj zarazie. Przy wejściu, zaraz za furtką, stała mosiężna puszka przytwierdzona do kraty, do której można było wrzucić jałmużnę.
Szarleǰ:
Gdy tylko dostrzegł obraz, który mu się ukazał, trochę się przeraził. Od razu stwierdził, że była to kiepska decyzja i pomimo całej dramaturgii, jakiej dane mu było skosztować tego wieczoru, nie spodziewał się, że wyląduje w leprozorium. Nie zamierzał wchodzić głębiej i narażać się na złapanie jakiejś okropnej zarazy. Po troszę współczuł ludziom, którzy byli skazani na to miejsce - wiedział jednak, że nie może im w żaden sposób pomóc. Chyba, że podpalając budynek, by ukrócić ich mękę. Szybko się jednak wycofał, by wrócić na ulicę i ruszyć w dalszą drogę. Pragnął znaleźć jakąś karczmę, lub noclegownię. Nie miał pojęcie jak wrócić do domu, co wpędzało go w coraz większą złość i irytację. W akcie desperacji wymacał w kieszeni płaszcza monetę, którą wcześniej znalazł i przyglądnął się jej dokładnie z pogardliwą miną, obracając ją kilkakrotnie w palcach.
Funeris Venatio:
W chwili, gdy Szarlej zaczął bawić się monetą poczuł ciepło w żołądku, jakby dopiero co wychylił szklankę okowity. Zakręciło mu się w głowie i na powrót znalazł się w sześciennej komnacie pod miastem Efehidon. Młody mężczyzna ubrany w niebieski surdut dłubał sobie w zębach wykałaczką, spoglądając na Szarleja.
- O, jesteś - powiedział, nie odrywając się od zajęcia.
Szarleǰ:
- Ano jestem - zgodził się z nim, rzucając mu nie do końca przyjazne spojrzenie. - Mam rozumieć, że na mnie czekałeś? - dodał po chwili, nie będąc pewnym, czy to dalsza część tej całej szopki, czy może faktycznie ktoś przybył mu na ratunek. Szybko jednak uciekł myślami ze świata nierealnych marzeń. Nora, która wciąż wiernie dreptała koło niego teraz wydawała się być bardziej zadowolona. Będąc mało wymagającą formą życia prawdopodobnie udało jej się zaspokoić wszelkie potrzeby, kiedy znaleźli się w tym zagadkowym, przyprawiającym o dreszcze mieście. Może nawet udało jej się wrzucić coś na ząb, lecz tego Szarlej nie wiedział.
Funeris Venatio:
- Czekałem? Myślałem, że to ty chciałeś się ze mną widzieć.
//Tak mi głupio, że zapomniałem tutaj zajrzeć... :/
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej