Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Filantrop zza grobu

<< < (31/62) > >>

Rodred:
Trzymając srebrną buławę w prawej rękawicy a tarczę na lewym ramieniu zbliżyłem się do niego ponawiając pytanie.
- Proszę pana, wszystko w porządku?  Szturcham go końcem buławy w ramię stojąc na lekko ugiętych nogach.

Isentor:
Mężczyzna powoli odwrócił się do adepta, miał martwy wyraz twarzy, był siny a jego oczy niemal blade. Resztkami sił próbował coś powiedzieć.

Rodred:
Zbliżam się na długość buławy tak by ta nas od siebie oddzielała. Również przygotowuję się telekinetycznie do odepchnięcia go gdyby chciał mi się rzucić do gardła. Będąc na tej odległości nasłuchuję co stara się powiedzieć, nie przerywając mu.

Isentor:
Mężczyzna powoli podniósł się z krzesła. ÂŚwiatło rzucane przez świecę odkryło przed Rodredem ugryzienia na szyi jakich doznał mag. Umęczony przez spazmy przechodzące po całym ciele nie był w stanie zrobić więcej niż jeden, niepewny krok w stronę adepta. Ostatkiem sił wyszeptał - zabij mnie proszę, zabij mnie zanim przejmie nade mną kontrolę. Tracę świadomość, on wygrywa, zrób to!

Rodred:
Wiedząc co nastąpi później nie zwlekałem i jednym celnym ciosem buławy w głowę ukróciłem męki maga. Ponowiłem uderzenia tyle razy na ile to było konieczne by się upewnić, że już nie wstanie jako zombie. Niezbyt się tym przejąłem. Wiedziałem, że jest to konieczne. Zastanawiałem się ilu jeszcze takich kręci się w pobliżu.
Trzeba jak najszybciej zabezpieczyć pomieszczenia.  Przeszło mi przez głowę.
Sprawdzam czy uchodzi z niego dusza. Wszakże powinienem ją widzieć. Może dało by się zamienić z  duchem kilka słów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej