Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Filantrop zza grobu

<< < (30/62) > >>

Devristus Morii:
Devristus opierając się na swoim kosturze udał się do pomieszczenia, do którego przejście znajdowało się po prawej stronie. Powolnymi ruchami przyglądał się zbiorom bilbioteki. Były ogromne i sprawiły, że w oczach dawnego elfa z krwi i kości zapłonęła iskra. Iskra ta zwiastowała głód wiedzy, który ponownie się rozpalił w Devristusie. Tyle woluminów, tyle zapomnianej wiedzy i tyle możliwości by wybić się na przód. Poznać nowe możliwości jakie daje świat i zawarta w nim energia. Uśmiechając się przeszedł przez próg do następnego pomieszczenia.

Rodred:
// Słyszeliśmy jak czytasz, bądź też czytaliśmy to co napisałeś?

Rzuciłem okiem na zbiory poskręcanych i nietrwałych papirusów niosących różną treść. Nigdy specjalnie się nie interesowałem badaniami czy starymi księgami. Jako była bestia zawsze wolę działać niż badać. Nie cierpię godzinami się zastanawiać nad stertą książek. Jednak jako adept czarnej magii rozumiem znaczenie badań i różnych tekstów zapisanych w starych księgach prastarych ludów. ÂŻeby mnie źle nie zrozumieć, jestem pełen szacunku dla badaczy czy naukowców.
Pewnym, szybkim krokiem ruszam na piętro dzierżąc buławę w ręku. Jestem przygotowany na wszelkiego rodzaju zaskoczenia. Wyskakujące zombi i tak dalej. Po tym co stało się z tamtą magiem, można się spodziewać wszystkiego.

Isentor:
//Nie czytałem tego na głos, nie widziałem byście napisali o tym, że też zajmujecie się czytaniem tego samego tekstu.


Pomieszczenie do którego wszedł Devristus było słabo oświetlone, w mroku skrywały się przewrócone regały i rozsypane pergaminy. Na podłodze obok półek adept zauważył plamę świeżej krwi. Rodred wszedł do pokoju zamienionego na miejsce pracy skryby. Przepisywano tutaj papirusy z dracońskiego na wspólny. Pomieszczenie oświetlał słaby płomień świecy stojącej przy biurku, siedział przy nim mężczyzna odziany w szaty maga. Był odwrócony plecami do adepta.

Rodred:
Mistrzu! Kogoś tu znalazłem.
Proszę pana, wszystko w porządku?  Nie otrzymując odpowiedzi zerknąłem na świece obok starając się określić czy pali się długo. Do połowy spalona. Pewnie siedzi od godziny. Przyglądam się czy może da się zauważyć, czy oddycha.

Isentor:
ÂŚwieca była do połowy wypalona, ciężka na tej podstawie wnioskować od jak dawna się pali. Mężczyzna siedział przy biurku nieruchomo, nie wydawał z siebie żadnego dźwięku. Kiedy Rodred się do niego zbliżył mógł dojrzeć, że mężczyzna płytko oddycha.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej