Tereny Valfden > Dział Wypraw
Basen północny
Licho:
- Zaraz zobaczysz...- odparła dziewczyna grzebiąc w napchanych szpargałami kieszeniach. W jednej z nich miała mały gliniany dzbaneczek, wypełniony sproszkowaną niebieską rudą. Przez otwór prowadził knot. Z drugiej zaś kieszeni wydobyła krzesiwo.
- Zatkać uszy- ostrzegła ich wzniecając iskrę.
Dziewczyna zamachnęła się i rzuciła dzbanuszek na stok, u podnóża którego stał pałacyk Grunaldiego.
Minęła chwila odkąd prowizoryczny granat wpadł w śnieg. Wybuch nastąpiłz pewnym opóźnieniem ale i tak udało się zrealizować plan...
Zaczęło jakby grzmieć, ale to były dźwięki osuwających się mas śniegu. Pędząca lawina zerwała się i pędziła w dół, prując mrok, grzmiąc złowrogo.
Lawina dotarła w dół uderzając w kamienny budynek i przykrywając go szczelnie wraz z domami stojącymi obok.
Canis:
<huh> Taka mina po raz kolejny zagościła na jego twarzy, gdy dojrzał coś, przed czym ostrzegał ich Grunaldi, lawiną wywołaną nie dość eksplozją u nasady która w wielkości dzbanka musiała być potężna, to hukiem tejże eksplozji...Jednak po chwili w jego umyśle odezwał się pragmatyczny punkt widzenia.
- Szkoda pałacyku... trzeba było ich wyrżnąć wszystkich i zagospodarować teren... - mówił bardziej do siebie szeptem. Zmyć podłogi krwią właścicieli, zaimpregnować krwią drewno i jaki ładny pałacyk by był... Taki zimowy domek na wczasy... Pomyślał jednak wyrywając się z zadumy spojrzał po wszystkich.
- No dobrze dobrze, ale teraz wiedza na 100% gdzie nas szukać jak przyjdą zobaczyć efekty dostrzegą nas tutaj... musimy zmykać stąd czym prędzej... Mogę jedną osobę wziąć na grzbiet pałasza poza sobą... może dwie jakoś się wcisnął, ale więcej... Daleko do punktu, gdzie mamy doprowadzić te dziewczyny? Poza tym, ktoś mi może wyjaśnić co one tam robiły? Skąd się tam znalazły i w ogóle? - Tak dopytywał...
Licho:
- Cóż, Grunaldi nie był wcale miłym staruszkiem, na jakiego mógł wyglądać- przemówiła Licho gdy skończyła napawać się pięknem. Jej głos był nieco posępny. - Handel pięknymi dziewczynamizaśmiała się smutno. I tyle.
- My poradzimy sobie same. Dotrzemy do najbliższej wioski, nikt tu nas przecież nie zna. Powiemy że udało nam się uciec przed lawiną, tyle. Wy możecie ruszać... Nasze drogi się rozchodzą. Bywajcie!- powiedziała po czym ruszyła w dół z przestraszonymi dziewczynami.
Licho była taka, że trzeba było jej zaufać. Szczęście imało jej się jak mało kogo. A może była po prostu cwana i dzięki temu wszystko uchodziło jej na sucho? Właściwie los dziewcząt niewiele mógł ją obchodzić. Mimo wszystko wzięła je ze sobą, trochę wbrew swojej naturze, by nie zamarzły tu na kość.
Tak więc Licho ruszyła w dół i wreszcie zniknęła w cieniu nocy. W dole słychać było jęki poszkodowanych i okrzyki rozpaczy.
Canis:
- Emmm... dziwna dziewczyna... żywiołowa o. - Powiedział do Eve, gdy już zostali sami. - Czas się zbierać, jednak nie doczekamy tutaj poranka, nie wiem czy cię zaciekawi, ale chciałbym ci coś pokazać. - Powiedział wyjmując magiczną pamiątkę, którą znalazła Licho w jego pokoju.
//Podaję:
Nazwa: Kula północy
Opis: Kula ma średnicę 10 centymetrów. Wytworzona ze szkła, w środku wypełniona gęstą przezroczystą cieczą. W środku znajduje się model górskich szczytów i wzburzonego morza, na którym kołysze się zniszczony żaglowiec. Kula jest magiczna: w sprzyjających okolicznościach żaglowiec zaczyna swój bój z ogromnymi falami, które zalewają pokład. Zaczyna też prószyć śnieg. Po chwili wszystko znów zastyga w bezruchu.
- Za jakiś czas wybiorę się na Chatal i pewnie zabawię tam długi czas. Ta kula będzie mi z pewnością przypominać to miejsce i ciekawą nasza wspólną przygodę - Powiedział z uśmiechem. - To jak myślisz Eve, nie czas wracać z tych terenów? - Powiedział dosiadając Pałasza.
Evening Antarii:
-Trochę dziwna, ale na taką wyglądała- wzruszyła ramionami rzucając okiem jeszcze raz na połkniętą przej śniegowy jęzor wioski. Przyjrzała się kuli, która właśnie teraz raczyła ich obrazem wzburzonego morza, statku przez który przelewały się fale i prószącego śniegu. -Myślę, że to dobrze opisuje tą krainę. Fajna pierdółka nawet- stwierdziła z uśmiechem.
-Taa.... Zbierajmy się stąd. Nie będziesz miał mi za złe jeśli wybiorę się na Chatal z tobą?- spytała gdy schodzili powoli w dół, ciągnąc konie za lejce.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej