Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Nessa:
Kobieta nijak nie zareagowała na komplement. Może uznała, że jest prześmiewczy? Zapewne jednak była zbyt przerażona tym, co wydarzyło się przed chwilą, by w ogóle go zarejestrować. Podobnie jak fakt, że jej wybawca coś wypił, mimo że picie od razu po walce było dość specyficzne. I nawet się nie skrzywił! Jedynie Gustawo niepewnie zerknął na wampira, ale szybko się zreflektował, choć widać było, że go to zmartwiło.
- Duża cena jak za informację - powiedziała cichutko starczym głosem. - Jakie miejsce, mój panie? Mieszkam tu od ślubu kilkadziesiąt lat temu, więc jeśli nie ja, to mój mąż może pomoże. Lub syn. Lub jego dzieciaki. Bo pieniędzy nie mam - spuściła wzrok, licząc, że Dragosani nie będzie ich od niej żądał.
Dragosani:
Dragosani nasunął maskę na twarz. Nie zwrócił uwagi na spojrzenia barda, zapewne nawet go nie zauważył. W tej chwili miał nieco inne zajęcie niż przypatrywanie się grajkowi. Swoją drogą Gustawo niby nosi lutnię, ale jakoś wampir nie zauważył, aby bard na niej grał. Może więc coś ukrywał i tylko udawał barda? Paranoi nigdy za wiele. Antares zerknął na wykorzystać z uliczki, tam gdzie uciekli bandyci.
- Szczęśliwe tę cenę zapłaciły te zbiry, a nie ja - odparł na słowa staruszki.
- I nie chcę pieniędzy, o to proszę się nie martwić. Wystarczy informacja, lub chociaż podpowiedź gdzie szukać tego miejsca. Znajduje się ono w jednej z nowszych części Podgrodzia, to szeroka ulica, jak na tutejsze warunki. Hm... - Zamyślił się. Może niewłaściwie pytał? Szeroka ulica na Podgrodziu nie była zbyt charakterystycznym miejscem. Ale jeździec już taki był. Staruszka zaś miała z nim związek, głód wampira na to wskazywał.
- A jeśli to zbyt ogólne... Hm... Czy zdarzyło się ostatnio coś dziwnego? Na przykład nagły atak głodu? - zapytał.
Nessa:
- Głodu? Tutaj na podgrodziu? Poważnie pytasz, panie? - zdziwiła się starsza kobieta, choć po chwili uśmiechnęła się, pokazując braki w uzębieniu. - Tutaj nikomu się nie przelewa, więc głód jest zawsze. Chociaż... - zastanowiła się i zmarszczyła czoło. - Syn coś wspominał, że źle się dzieje i chleba nawet nie ma tam, gdzie zwykle kupował. Ale kto by na to patrzył, jak mi wnuk się pochorował...
- Może odwiedzimy? - wypalił Gustawo.
Dragosani:
Drago uśmiechnął się krzywo pod maską.
- Właśnie coś takiego miałem na myśli - sprecyzował. - Dziwne przypadki, które nie pasują do zwyczajnego życia tutaj. Też kiedyś mieszkałem na Podgrodziu, więc wiem jak się tu żyje. - Co prawda wtedy nie narzekał na zarobki, ale mieszkał w tej dzielnicy. Liczyło się! Zerknął na Gustawo.
- Mój towarzysz może mieć rację. Moglibyśmy porozmawiać o tym z twoim synem i wnukiem? - dodał od siebie do słów barda.
Nessa:
Kobiecina popatrzyła to na Gustawo, to na Dragosaniego. Można było odnieść wrażenie, że na wampira patrzy przychylniej. Czyżby był dla niej niczym rycerz na białym koniu? Bo bard się specjalnie nie spisał. Ale kto by wymagał czegoś innego od barda, który zdecydowanie był bardem. W końcu miał lutnie.
- Moglibyście... - odparła dość niepewnie, lecz nie mogła nic innego powiedzieć. W końcu nie wiadomo jak wojownik zza maski reaguje na odmowy. - To całkiem niedaleko - po tych słowach powolutku zaczęła wymijać Antaresa i Gustawo. Tempo staruszki było niestety męcząco wolne.
I tak nietypowe trio ruszyło uliczkami podgrodzia. Co jakiś czas spotykali kogoś, kto nie ignorował faktu, że starsza pani spaceruje z dwoma dziwnie wyglądającymi typami ( jeszcze ta maska!), lecz komentarzem zwykle było zaskoczone spojrzenie. Na razie Dragosani nie zauważył niczego, co mogłoby go chociaż nakierować na wizję. Uliczki były tak samo nieciekawe jak wcześniej, choć ciągle z tyłu głowy pojawiała się myśl "To nie w tę stronę".
Babuleńka wciąż w marszu odwróciła się i uśmiechnęła do wampira. Może był to gest, który miał pokazać, że wcale się go nie obawia i jest wdzięczna, a może kobiecina robiła sobie nadzieję, że mężczyźni jednak dali jej spokój. Uśmiech starszej pani ponownie wywołał u wampira głód. O wiele słabszy. Było to raczej delikatne drapanie w żołądku.
- Zapraszam - staruszka otworzyła drzwi chatki. Wyglądała ona jak jedna z wielu. Niczym się nie wyróżniała. Może poza zasłonkami w oknach, bo nie wszystkie domy takowe posiadały. Była to niewielka izba. W porównaniu do dawnego domu Dragosaniego czy obecnego Nessy bardzo, ale to bardzo skromna. Jedno pomieszczenie raptem przedzielone jakąś zasłoną. Zapewne za nią znajdowała się tam jakaś miednica. Bo łóżka i stół były widoczne od razu. Posłań było trzy. Dwa większe i jedno mniejsze.
- Pójdę po męża dwie chatki dalej i zaraz wrócę - jak powiedziała, tak zrobiła. Opuściła powoli domek, nie proponując nawet gościom nic do picia czy jedzenia, bo zapewne i tego nie miała, a gościć tylko wodą wstyd.
Minęły może dwie minuty, a rozległo się pukanie.
- Babcia! Babcia! - wołał męski głos dość donośnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej