Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Dragosani:
Drago tylko uśmiechnął się kpiąco, słysząc słowa bandyty. Przez tę łysinę słońce musiało zbytnio przegrzać mu mózg. Albo też przypuszczał, że we trójkę dadzą radę wampirowi w dzień. Byłaby to w sumie racja, gdyby Drago był zwykłym wampirem. Antares wyciągnął szablę. Szybko, ruchem niemalże umykającym wzrokowi. Taki mały pokaz szybkości Bestii.
- Radzę to przemyśleć - odparł. Przyjrzał się staruszce. Czyżby to był ten słynny jeździec? Niepozorny dość, ale wrażenie podobne do tego ze snu mówili swoje. Staruszka musiała coś wiedzieć. Musiał szybko pozbyć się bandytów. I napić się krwi. Mimo to nie chciał zabijać zbirów. Straż zaraz zaczęłaby węszyć przez co byłoby trochę papierkowej roboty.
Nessa:
Drab po lewej stronie pchnął staruszkę w głąb zaułka, a ona nie protestowała. Praktycznie przywarła do ściany domku, która zamykała uliczkę. Zdecydowanie nie była jeźdźcem. Gdy to odepchnięcie odsłoniło trochę jej chustę na głowie, wampir mógł ją już skojarzyć. Była ona jedną z osób występujących we śnie. Wszakże nie był tam tylko młodzieniec. Byli tam i inni ludzie. Ona akurat wtedy była jeszcze chudsza, a jej twarz jeszcze starsza.
- Takiej okazji nie przepuścimy - odparł drab, wyciągając dość zgrabnie miecz. Jednak zbiry nie atakowały. Nie chciały wychylać się z uliczki, mimo że była ona dość wąska.
Za Dragosanim w tym samym momencie pojawił się Gustawo. W ręce dość pewnie trzymał sztylet, który zapewne cały czas miał skryty w cholewie. Był gotowy go ataku, choć w starciu z mieczem nie miał zbyt wielu szans.
O czym zresztą najpewniej dość szybko się przekona, bo jeden z drabów nie wytrzymał napięcia (lub naprawdę chciał szablę Dragosaniego) i ruszył w kierunku wampira, wykonując cięcie z prawej. W tej samej chwili zreflektował się i drugi drab. Cwaniaczek, który rozmawiał z baronem, na razie stał z tyłu.
- O bogowie!
//: Uliczka szerokości 5m, długości jakoś 15
Dragosani:
Dragosani był na to gotowy. Wszak bandyci nie wykazywali chęci ugodowego rozwiązania tej sprawy. Pora więc na odrobinę agresywnych negocjacji. Należało wyperswadować im te ich nierozważne pomysły. Gdy pierwszy drab zaatakował, Drago czekał na odpowiedni moment. Widział już oczami wyobraźni jak przebiegnie całe starcie. Bez problemu odbił szablą cios pierwszego bandyty, pozwalając jego broni zzsunąć się po zakrzywionej klindzie szabli. Demoniczną ręką, ukrytą cały czas w rękawicy, uderzył w nadgarstek ręki bandyty, w której to trzymał on sztylet. Zbił w ten sposób ostrze z drogi do swojego brzucha.
- Błąd - syknął, gdy zbir był na tyle blisko, aby widzieć chłód w jego oczach spoglądających zza maski. W tym momencie zaatakował drugi bandyta. Drago odskoczył w tył, unikając ataki i wykonał własny. Ciął szybko i precyzyjnie. Dokładnie tam, gdzie chciał. Ostrze szabli, sama jego końcówka, spadła na dłoń zbira. Nie chciał ich zabijać, ale wobec okaleczenia już nie miał oporów. Ostrze z czarnej rudy bez problemu rozcięło prawą dłoń bandyty, uniemożliwiając mu raczej korzystanie z broni. Drago ciął jeszcze w udo zbira, chcąc uszkodzić mu mięsień. Tak, żeby nie miał głupich pomysłów. Cały ten atak złożony z dwóch ciosów zajął mu mgnienie oka. Uskoczył w bok, pod ścianę uliczki, aby uniknąć ataku drugiego zbira. Ten jednak nie rezygnował, chciał chyba pomścić rany kompana. Wampir bez problemów sparował lub uniknął kilka jego ataków. W końcu uznał, że pora to zakończyć. Odbił cios miecza, odskoczył w bok, aby nie zostać dźgnięty sztyletem i ciął szablą. Bardzo wrednie i bezczelnie, w pośladek bandyty. Ostrze szabli bez problemu rozcięło ciało, zadając zapewne bandycie potworny ból. I upokarzając go straszliwie. Drago.wycofał się kilka kroków od rannych zbirów. Spojrzał na ich szefa, stojąc w pozycji zdradzającej gotowość do ataku.
- Kontynuujemy? - rzucił do zbirów. Ale nie sądził, aby było chętni do dalszej walki.
Nessa:
Ich "szef", jak określiliby go niektórzy, patrzył teraz na wampira z nieukrywanym przerażeniem. I jakąś już bardziej ukrywaną pogardą. Może rozgoryczeniem? On był tylko zwykłym zbirem, który jak co dzień chciał sobie dorobić, a nagle w miejscu, w którym zdecydowanie nie powinien, pojawił się człowiek w masce. Brakowałoby jeszcze, by zostawił jego kompanom jakiś symbol wycięty na koszulach.
- Nie - rzucił szybko i upuścił na ziemię niewielki mieszek. Nie trzeba mieć wyczulonego słuchu, by wiedzieć, że znajdują się tam grosze. Choć dla takiej staruszki to zapewne majątek. Zbir, nie patrząc na swoich kompanów ruszył przed siebie, by opuścić uliczkę. Musiał oczywiście przejść obok Gustawo, gdyż ten dalej stał tam gdzie wcześniej. Nie wydawał się jednak przerażony lub zdezorientowany. Raczej uśmiechał się szeroko, jakby to on odwalił całą brudną robotę. Ustąpił bandziorowi w prześmiewczo dworskim stylu:
- I żeby mi to było ostatni raz - na te słowa wybitnie elokwentny bandyta jedynie zerknął na swoich kompanów i ruszył przed siebie. Podobnie uczynili pozostali, nawet nie patrząc na Antaresa. Oni akurat byli widocznie przerażeni.
Wtem wampira dobiegło niepewne:
- Dziękuję, panie - skłoniła się staruszka, choć i bez tego była niziutka. - Co za to chcesz, panie? Niewiele mam!
Dragosani:
Dragosani stało w miejscu, obserwując wycofanie się bandytów. Nie wyglądali na takich, którzy próbowaliby czegoś głupiego po takim pokazie pokazu różnicy umiejętności. Ale kto ich tam wie. Oddalili się jednak nie sprawiając problemów. Wtedy baron schował szablę do pochwy. Dalej czuł głód, ale jeszcze chwilę mógł wytrzymać. Podszedł do sakiewki rzuconej przez zbira i podniósł ją. Nie musiał jej nawet warzyć w dłoni, aby wiedzieć, że nie zawiera ona majątku. Podszedł do.staruszki i wcisnął jej sakiewkę w pomarszczoną dłoń.
- Chciałbym jedynie informacji - powiedział. - A ty, młoda damo, wydajesz się idealną osobą do ich udzielenia. - Uznał, że zabawnie może być nazwać tak staruszkę. Chociaż w gruncie rzeczy dla niego była bardzo młoda. - Wraz z moim kompanem poszukujemy pewnego miejsca na Podgrodziu. To spora dzielnica, więc sama rozumiesz nasz problem... - Mówiąc wyciągnął jedną ze swoich fiolek z krwią. Zsunął lekko maskę, pozostając w cieniu budynku. Odkorkował fiolkę i pociągnął zdrowy łyk krwi. Należy przypomnieć także, że fiolki jego były w pokrowcach, które to ukrywały zawartość. Więc staruszka nie powinna dostać ataku serca. Szybko dopił krew i opisał staruszce miejsce ze snu. Zrobił to najlepiej jak tylko potrafił, wiedząc, że nie było ono zbyt charakterystyczne. Schował przy tym pustą już fiolkę.
Tracę:
0,3 litra krwi wilka
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej