Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dzień gniewu

<< < (12/40) > >>

Dragosani:
Dragosani także usiadł, aby nie stać. Był to dość powszechny powód siadania. Zajął miejsce na jednej z sof. Była dość wygodna. Jak to sofa. To, że Florentina określiła go mianem "tego Dragosaniego" niespecjalnie go zdziwiło. Chcąc niechcąc był trochę znany w królestwie i to nie tylko z racji pełnionej funkcji. Takie życie.
- Z ją poznam - odpowiedział wampir, zerkając kątem oka na Gustawo. Speszony bard? No proszę, ciekawa osóbka musi być z tej Nii. Czy jakkolwiek odmienia się tę imię pomyślał.
- Z chęcią także zapoznałbym się nieco bliżej ze sprawą, która nas tutaj ściągnęła. Nessa i Ger... Gustawo... - Drago zerknął na barda. Wcale nie złośliwie. - Byli dość enigmatyczni. - Sam też teraz był nieco enigmatyczny. Nie wiedział ile zdradzać z tego, co im zdradzili, aby nie zdradzić ich zaufania. Czy coś w tym guście.

Nessa:
Gustawo nawet nie mrugnął, gdy Dragosani się przejęzyczył. Jego twarz wyrażała takie samo podekscytowanie wymieszane ze zrelaksowaniem co wcześniej.
- Byli dość małomówni, bo i sami zbyt wiele się nie dowiedzieli, ale skoro wy tutaj jesteście, to sądzę, że wam zaufali - popatrzyła najpierw na Gustawo, a następnie na Nessę i to na niej zatrzymała swój wzrok na dłużej. - Przynajmniej na tyle, by nie bać się posądzeń o szaleństwo. Bo i z takimi można się spotkać. - do pomieszczenia dobiegała muzyka, jednak nie trzeba było podnosić głosu. Architektoniczne zagwozdki lepiej pozostawić budowniczym.
- Ty wiesz, że my wciąż w to nie wierzymy i dlatego próbujemy sprawdzić twoje sny? - wtrąciła Nessa, która wcale nie dziwiła się osobom z takimi podejrzeniami.
- Nie dowierzamy - poprawił ją Gustawo, na co Florentina westchnęła.
- Rozsiądźcie się wygodniej - odchrząknęła. Utwór na zewnątrz zmienił się. Drago mógł usłyszeć, że coraz więcej osób pojawia się w Burlesce. Kobieta rozpoczęła swoją opowieść:
- Tak się nie działo od początku. Sny nawiedzają mnie od jakiś sześciu lat i, gdy dwa sny dotyczące błahostek się spełniły, to wtedy zwróciłam się do Nessy i Gustawo - tym razem Florentina nie pomyliła imienia. - To była luźna rozmowa, a nie chciałam zostać z tym sama. Później miałam prawie na rok spokój, ale wtedy zaczęło się pogarszać. Przyśniły mi się problemy bliskiej mi osoby, potem dość brutalna napaść niedaleko mojego domu. Nie minął nawet miesiąc i wszystko to miało miejsce. Zwykle zachowuję zimną krew, ale wtedy mi się nie udało i spanikowana trafiłam do nich - uśmiechnęła się do barda i łuczniczki. - Sprawdzali dla mnie w miarę możliwości moje wizje. Nie zawsze były one wyraźne, więc czasami polegało to na rozpuszczeniu wici, lecz zawsze dotyczyły mojego otoczenia. A raczej niezbyt oddalonych miejsc. Nie jak daleka północ czy jakieś wysepki.
- Zwykle te sny się sprawdzały - wyjaśnił Gustawo, gdy cisza się przedłużała. - A raczej możliwe, że się sprawdzały. Czasami ciężko jest to określić. To normalne, że raz na miesiąc ktoś umrze na podgrodziu od sztyletu i że w tym miejscu będzie jakiś krzak czy wóz. Przypadek.
- Lub też siła sugestii, jak w niektórych osobach na siłę szukaliśmy cech bohaterów snów.
- Nie wątpię. Dla was to swego rodzaju zabawa, a ja śpię spokojniej dzięki temu, jeśli można tak powiedzieć - odparła bez jakiejkolwiek pretensji Florentina. Musiała naprawdę dobrze znać Nessę i Gustawo.
- Wracając jednak do nowego snu. Nie był on realny. Miał coś w sobie z koszmaru. Nie żeby inne były przyjemne, ale ten był jakiś rozmazany. Kolory były ciemniejsze. Chciałam się obudzić już na samym początku, ale nie mogłam. Nia twierdzi, że spałam spokojnie całą noc, ale ja to inaczej pamiętam - zatrzymała się na chwilę. - ÂŚnił mi się jeździec na karym koniu. Twarzy nie widziałam, ale wiem, że była przerażająca. W ręce trzymał wagę i jechał przez uliczki. Wydaje mi się, że to było podgrodzie. Może nawet te najbardziej niebezpieczne, zniszczone i biedne rejony. Poprzez tę wagę wyglądał jak symbol sądu, sprawiedliwości jakiejś, lecz ludzie przed nim padali. Wydawało mi się, że to oznaka szacunku, lecz oni nie mieli sił. Zbliżyłam się w tym śnie do młodzieńca, który wydawał mi się rosły i zdrowy, lecz z każdą chwilą zdawał się wręcz znikać w oczach. Był strasznie wychudzony, a jego skóra była cieńsza od pergaminu. Nigdy nie zapomnę tych pustych, nieobecnych oczu - większość swego wywodu Florentina patrzyła po obecnych, lecz pod koniec już nie wytrzymała i zaczęła wgapiać się w swoje ręce, które to zaciskała, to rozluźniała nerowo.

Dragosani:
A Drago słuchał. I rozsiadł się wygodniej. Cóż innego miał robić? Słuchał, zapamiętywał i rozmyślał o tym, co usłyszał. Notował sobie też w pamięci pytania, które to mógłby zadać. Gdy Florentina skończyła mówić milczał przez chwilę, rozmyślając. Rozmyślania są dobre. Chyba, że dotyczą jakiś dziwnych rzeczy. Po tej chwili milczenia odezwał się.
- Rozumiem, że nie wszystkie sny były... hm... "prorocze". - Lekko zaznaczył ostatnie słowo. Było dość jasne, że średnio wierzy w sugerowaną funkcję owych snów. Nie tyle w intencje kobiety, widać było po niej, że uważa iż mówi prawdę. Ale może po prostu wyciągać błędne wnioski. - Więc skad wiesz, że akurat ten sen o jeźdźcu ma przewidywać przyszłość, skoro jest nieco mniej realny niż pozostałe? - Nie wspomniał na razie o tym, że sen ów wcale nie musiał być.tak nierealny. Na świecie istnieje wiele tajemniczych istot, od demonów, przez magów, nieumarłych i zjawy, aż po anioły.

Nessa:
Dość delikatna, dyplomatyczna wręcz reakcja Dragosaniego nie zdziwiła kobiety. W końcu był w Radzie, był szlachcicem. Musiał nauczyć się ważyć słowa.
- Nie wiem. Nie jestem wariatką. Nigdy nie pamiętam w całości zwykłych snów. Nawet tych szalonych czy zabawnych. Zazwyczaj są to urywki lub obrazy. Ten natomiast był ciągły. Wydaje mi się, jakby trwał bardzo długo, lecz wiem, że tak naprawdę to trwało kilka chwil. Tak to się zwykle odbywa. Czasami czegoś nie widzę, lecz nie jest to spowodowane brakiem w pamięci, a jakby celowym zamazaniem się obrazu.
- Dalej wydaje mi się, że "proroczość" jest kwestią interpretacji - uśmiechnęła się łagodnie Nessa, a Florentina przytaknęła, choć wciąż była dość przejęta swoim wcześniejszym monologiem.

Dragosani:
Drago coś knuł, Nessa mogła to poznać po tym błysku w oczach. Rzecz jasna żadnego błysku nie było, po prostu to jego spojrzenie było takie a nie inne. Knuł coś.
- Mam dość szalony pomysł - powiedział nagle. - I wbrew pozorom nie wymaga on beznogich karłów i ogolonych osłów. - Zaśmiał się. Ach, ten nieśmiertelny wampirzy humor. W obecnych czasach nikt nie docenia tej starożytnej sztuki. Swoją drogą ciekawe czy tamten osioł przeżył.
- Jestem w stanie wyczytać wspomnienie tego snu, niejako zobaczyć go w umyśle. Musiałbym jednak wypić łyk twojej krwi - powiedział do Florentiny. - Nie sprawi to, rzecz jasna, że historia o proroczych właściwościach tych snów stanie się bardziej wiarygodna. Po prostu wspólna interpretacja może być bardziej owocna.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej