Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Szarleǰ:
Szarlej błądząc po posesji za jakimś zdziadziałym odźwiernym zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno można zaufać elfce, nie mówiąc już o Gustawo. Może całe to zamieszanie miało na celu likwidację radnych królewskich? Nie mógł tego wykluczyć, jednak był świadom, że jego kumpel z pracy jest krwiożerczą bestią, więc liczył na to, że może w razie czego go obroni. Sam póki co potrafił sprawnie posługiwać się jedynie kuszą i nie był zbyt doświadczonym wojownikiem. Fakt, znał kilka magicznych sztuczek, ale jak sam zwykł mawiać, to raczej do cyrku, niż do walki.
W końcu dotarli do piwnicy, a do uszu kanclerza dotarła zachęcająca muzyka. Coś w jego guście. Gdy cały lokal stanął przed nimi otworem Szarlej uczcił to kolejnym łykiem ginu, którego wciąż nikomu nie oddał. Wtem pojawiła się jakaś wytapetowana kobitka, nazywająca się Florentiną. Kiedy tylko ją zobaczył, stwierdził, że nie jest tu jedynym, który w cyrku by znalazł swoje miejsce. Był ciekaw, czy to jedna z tych kobiet, o których wcześniej wspominali Tinuviel i Gustawo. Swoją drogą, ten zniknął gdzieś za ich plecami, a że było trochę tłoczno, to kanclerz stracił go z zasięgu wzroku.
- Szarlej - przywitał się, podając dłoń i uginając w lekkim pokłonie. Dłoni nie całował, bo cholera wie gdzie ona ją wcześniej trzymała. Wampir nie miał się czego obawiać, ale on wolał zachować ostrożność.
W każdym razie miejsce przypadło kanclerzowi do gustu i po małej grze wstępnej w "Obieżyświecie", chętnie spędził by tutaj resztę nocy. Tym bardziej, że kelnerki tutaj jakieś ładniejsze, a i muzyka bardziej przystępna. Ciekaw był jak stoją z alkoholem, jednak na razie jego uwagę bez reszty pochłaniała butelka ginu i przedstawienie na estradzie. Jeszcze raz przyłożył szyjkę do ust i wlał do gardła trochę trunku, krzywiąc się po tym bardziej niż dotychczas. To był znak, by oddać alkohol Dragosaniemu i tak też właśnie zrobił, wciskając mu do ręki butelkę.
Nessa:
Gdyby tylko któryś z mężczyzn na głos wypowiedział swoje przypuszczenia dotyczące jej dłoni, to Florentina na pewno wybuchnęłaby gromkim śmiechem. W zbędne zaprzeczenia nie zwykła się bawić.
- Dotarł do was mój list? - zwróciła się do Gustawo i Nessy, podnosząc głos, bo na scenie występ trwał w najlepsze. Bard przytaknął, jakby nie chciał nadwyrężać swego cennego głosu. ÂŚcisnął mocniej butelkę. - A to wasza eskorta? Taki bysior jak ty, Gert, chyba nikogo nie potrzebuje.
- Gustawo - poprawił kobietę śpiewak i od razu zaproponował, nie dając nikomu dojść do słowa. Widocznie wcale podnoszenie głosu nie nadwyrężało jego talentu. - Chodźmy w cichsze miejsce, a wtajemniczysz nas wszystkich.
I tak Florentina ruszyła na drugi koniec sali, prowadząc za sobą kanclerza, hetmana, łuczniczkę i barda. Kręciła przy tym biodrami i obdarowywała wszystkich uśmiechem. Co rusz jakiś klient podnosił w jej kierunku kieliszek z pozdrowieniem. Szarlej i Dragosani mogli zauważyć, że takie pozdrowienia również są kierowane do Nessy i Gustawo. Na przeciwległej części sali były drzwi. Poprzez obecność kolejnego pomieszczenia dom wydawał się jeszcze większy niż wcześniej. Po co komu pierwotnie była tak ogromna piwnica?
Cała piątka weszła do stosunkowo ciemnego pokoju. Znajdowały się tam jednak jakieś źródła światła, więc obyło się bez siniaków. Samo pomieszczenie było bardzo przytulne. Znajdowało się tam biurko, dwie sofy, fotel, krzesło i dywan. W kącie był jeszcze niewielki regalik z książkami. Jedynie Dragosani w tym świetle mógł dojrzeć tytuły. Nic ciekawego. Sporo historii, geografii, polityki i dwa tomy dotyczące roślin.
- Raczej nic nie chcecie do picia? - zapytała, wskazując na butelki.
Dragosani:
No i ruszyli do zacisznego miejsca, tak jak zaproponował Gert. Drago, rzecz jasna, zapamiętał to imię i zamierzał podręczyć trochę barda. Tak z czystej złośliwości. Idąc wcisnął komuś w ręce butelkę ginu, którą jemu wcześniej wcisnął Szarlej. Nie wiedział nawet komu, ot pierwszemu z brzegu. Zapewne obraził tym honor jakiegoś szlachetki czy innego członka wyższych sfer, ale niespecjalnie się tym przejmował. W końcu dotarli do oddzielnego pomieszczenia. Dragosani, wbrew pozorom, uznał książki z całkiem ciekawy obiekt obserwacji. Szczególnie te dotyczące historii. Lubił czytać takie. Zazwyczaj pamiętał opisywane w nich wydarzenia. W niektórych uczestniczył mniej lub bardziej aktywnie, o innych po prostu słyszał jak wydarzyły się gdzieś w świecie. A to, że je pamiętał, dawało mu kompletnie inną perspektywę jako czytelnikowi. Zabawnie było czasem bezlitośnie wytykać błędy badaczom historii. W końcu jednak przestał się przyglądać tytułom.
- Krwi pewnie się tutaj nie serwuje? - odpowiedział pytaniem na pytanie, niespecjalnie mając nadzieję na to, że jednak będą tutaj posiadali ten dość specyficzny trunek. Chociaż z drugiej strony Gustawo mówił wcześniej o jakiejś wampirzycy, więc może trafiała się tutaj taka klientelia? Dragosani dawno nie spotkał wampira, który nie miał przysłowiego kółka w dupie i nie był przy tym zdziczałą bestią.
Nessa:
- Ciekawe, że o to pytasz, bo pewne za chwilę pojawi się gdzieś tutaj Nia - zwróciła się do wampira, na co bard wyraźnie się speszył. - Ona na pewno cię czymś uraczy. Wasze pojawienie się tutaj nie mogło ujść jej uwadze. Nieczęsto w końcu widuje się tego Dragosaniego - podkreśliła, ruszając w stronę fotela i, za nic mając sobie zasady dobrego wychowania, usiadła, wskazując potencjalne miejsca innym. - Osoba kanclerza na pewno też nie jest jej obca. Oczywiście nie osobiście. Lubimy po prostu wiedzieć, co dzieje się na Valfden - uśmiechnęła się w stronę Szarleja. Jak widać, Florentina była o niebo lepiej zorientowana w świecie niż Nessa i Gustawo czy tam Gert. Którzy zresztą szybko zajęli wolne miejsca. Nessa na sofie, a Gustawo odsunął od biurka krzesło i na nim usiadł.
Szarleǰ:
Kanclerz również zajął miejsce na sofie. Uznał za ciekawe, że ta kobieta dobrze wie kim on jest. Uznał za ciekawe również to, że jakaś wampirzyca zainteresowała się jego osobą. Niemniej jednak nie wyczuwał w tym póki co dużego zagrożenia. Intrygowało go jak rozwinie się ta cała sytuacja i o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Potęgował to fakt, że Szarlej swego czasu był stałym bywalcem valfdeńskich knajp, a o takim miejscu nigdy nie słyszał. Cóż, jak dotąd nie udało mu się dorobić tytułu szlachcica, więc nie było w tym nic dziwnego. Pić rzeczywiście już nie chciał, przynajmniej póki co.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej