Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Szarleǰ:
Kanclerz natomiast wyostrzonych zmysłów jeszcze niestety nie miał, zatem podążał ślepo za resztą. Rezydencja, hasło i staruszek byli dla niego zagadką. Wiercąca dziurę w brzuchu ciekawość męczyła Szarleja. Miał ochotę zadać masę pytań, jednak zdawał sobie sprawę, że pełniąc rolę kanclerza musi przynajmniej udawać, że jest opanowanym i cierpliwym człowiekiem. Ciężko było to znieść, gdyż krew w jego żyłach wręcz wrzała. Mogła to być adrenalina, choć sam kanclerz raczej obstawiałby, że gin.
Wszedł do środka za resztą i rozejrzał się po tej zagadkowej posiadłości. Chciał już wreszcie spotkać te dwie niesamowite babki.
Nessa:
//: Nie jest obowiązkiem odtwarzanie wszystkiego, co tutaj wkleję ^^ To po prostu lekka inspiracja, gdyby cofnąć ją o kilkaset lat
Staruszek bez słowa zaczął ich prowadzić przez dom, otwierając co rusz to nowe drzwi i wchodząc do kolejnych niewielkich pomieszczeń. Ignorował zupełnie fakt, że poza światłem przy drzwiach żadnego innego nie było, a tylko jedna osoba z kompanii potrafiła widzieć w ciemności. Zatem Nessa raz się potknęła, a Szarlej zawadził o framugę. Jednak bez żadnych większych obrażeń czy upadków. W końcu znali się trochę na akrobatyce. Gustawo, o dziwo, nic się nie stało. Nawet się nie zachwiał. Szedł ostatni i za każdym razem zamykał za nimi drzwi. Dragosani widział wszystko. Mógł zauważyć, że sam dom zbudowany jest w specyficzny sposób. Składa się na niego wiele stosunkowo małych pomieszczeń, a lecz rezydencja wydawała się zamieszkała. W końcu w każdym pokoju były meble. Całkiem spora ilość mebli. Okna natomiast zasłonięte były grubymi kotarami i tylko gdzieniegdzie wkradało się światło księżyca w miejscach, gdzie ktoś nie dosunął zasłon do końca.
Wampir słyszy coraz głośniej muzykę i ludzkie śmiechy.
- Miłej zabawy - powiedział jedynie starzec, otwierając ostatnie, bardzo solidnie wyglądające drzwi. ÂŚwiatło, które stamtąd dochodziło przez moment aż poraziło przybyszy. Nie otwarto jednak przed nimi ogromnego pomieszczenia, a zejście w dół. Teraz nawet reszta kompanii mogła słyszeć muzykę. Oczywiście o wiele mniej wyraźnie nić Antares.
Nessa wyszła naprzód, a Gustawo został w tyle. Schody były na tyle wąskie, że mieściła się tam tylko jedna osoba. Już po kilku stopniach kanclerz i hetman usłyszeli, jak bard zamyka za nimi drzwi. Nie uciekł on jednak, a wciąż znajdował się za nimi. Po kilkudziesięciu bardzo zdradliwych stopniach kompania znalazła się przy kolejnych drzwiach. A raczej Nessa się znalazła. Ani trochę nie wydawała się zagubiona. Odwróciła się z uśmiechem do swoich towarzyszy, po czym pchnęła bez słowa wrota i weszła do środka. Muzyka rozegrała się już na dobre.
- Witamy w Burlesce - dotarło do Szarleja i Dragosaniego powitanie zza pleców.
//www.youtube.com/watch?v=gU3k1Tpih8E
Wbrew możliwym podejrzeniom niektórych przed Dragosanim i Szarlejem nie otworzył się zamtuz. Nie. To było o wiele bardziej elitarne miejsce, choć też nastawione na rozrywkę, ale innego typu. W sentralnym miejscu ogromnego pomieszczenia, które bądź co bądź było piwnicą, znajdowała się scena. W tej chwili występowało na niej prawie dziesięć osób. Kobiety były stosunkowo skąpo ubrane, a mężczyźni wręcz elegancko. Na lewo od sceny znajdowała się orkiestra, która była autorem muzyki słyszanej wcześniej przez wampira. Dookoła znajdowały się stoliki. W większości zajęte. Gdzieś na lewo znajdowała się lada, przy której sprzedawane były alkohole. Goście owego przybytku już na pierwszy rzut oka wydawali się jednymi z bardziej zamożnych mieszkańców stolicy. A kto wie czy tylko stolicy. Między stolikami przechadzały się kelnerki. Nie były tak skąpo ubrane, jak kobiety występujące na scenie, ale niewątpliwie prowokowały swoim wyglądem. Kto to widział, by kelnerka nosiła skórę.
- Tinuviel! - nie wiadomo skąd przed kompanią pojawiła się fantazyjnie ubrana i pomalowana kobieta.
Dopiero po chwili zauważyła ona Gustawo, gdyż on zajęty był bardziej drzwiami i tym, by były zamknięte. Uśmiechnęła się również do niego, a potem zmierzyła wampira i Kruka.
- A co to za gołąbeczki?
Dragosani:
Drago szedł przez dom za staruszkiem. Nie bawiły go potknięcia elfki i kanclerza. Ile można śmiać się z czegoś takiego? Więc szedł w milczeniu, obserwując mijane pokoje i korytarze. To miejsce jakoś przypominało mu zamtuz, ale jednocześnie nie. W końcu dotarli do celu. Staruszek otworzył przejście i wszyscy zeszli na dół. Było tutaj źródło muzyki, którą to wampir słyszał już wcześniej. Dość ciekawej muzyki, tak swoją drogą. Sam... lokal, też wydawał się ciekawy. Nietypowy. I raczej nie był zamtuzem. Przynajmniej nie w takim sensie w jakim rozumie się to słowo normalnie. Antares uśmiechnął się lekko, gdy zobaczył występ kobiet i mężczyzn. Przede wszystkim kobiet. Nachylił się do elfki.
- O tym mówił Gustawo? Po pijaku wystąpiłaś tam? - zapytał, wcale nie włączając wyobraźni. Wtedy podeszła do nich wymalowana kobieta. Wyglądała nietypowo, ale bez wątpienia pasowała do tego miejsca. Hetman uśmiechnął się krzywo. Dragowym uśmiechem numer piętnaście.
- Dragosani Antares. I daleko mi do gołębia. Prędzej do nietoperza - odpowiedział, w pewnym sensie witając się tak z kobietą.
Nessa:
Długoucha odpowiedziała nienawistnym spojrzeniem numer dwanaście.
- Florentina - odparła nieznajoma i podała wampirowi dłoń do pocałunku. - ÂŁadniej się skraca "gołąb" niż "nietoperz", mości wampirze - uśmiechnęła się.
Dragosani:
Drago ujął dłoń, i schylając się dwornie (żyło się długo i bywało w różnych miejscach) musnął ją wargami. Po pierwsze uważał, że zostawiania śladów śliny na kobiecych dłoniach jest raczej kiepskim sposobem na pokazanie się z dobrej strony. Po drugie nie wiedział ile pudru, czy innego dziadostwa kobieta miała na dłoniach. Niezbyt dobrze byłoby się tym wymazać. W ogóle kobiety pudrują dłonie? Kolejna życiowa zagadka. Wyprostował się.
- Może. Zależnie od gustu. I języka. - Musiał wtrącić jeszcze coś od siebie. Oczywiście też się uśmiechnął. Bo mógł.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej