Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Dragosani:
Gdy za oknem zrobiło się ciemno, Drago zsunął z głowy kaptur, uwalniając idealnie uczesane włosy. Były one uczesane jakiś tydzień temu, ale liczy się. ÂŚciągnął także rękawice z prawej dłoni. Bez niej zawsze wygodnej. Tę na lewej zostawił, z wiadomych dla niektórych względów. Słysząc słowa elfki uśmiechnął się krzywo. Jej opis miejsca do którego mieli iść dawał dość jasny obraz. Nie komentował tego jednak, zostawiając ten smaczek sobie na później. Pełne satysfakcji oczekiwanie często jest znacznie przyjemniejsze niż sama czynność. I tak minął jakiś czas. Za oknem zrobiło się już całkiem ciemno. Zaś czwórka osób zasiadających przy najciekawszym stoliku w karczmie pojadła, popiła i mogła ruszyć w drogę. Wyszli więc z karczmy, żegnani przez karczmarza. Wyszli na ulicę. Dragosani zatrzymał się i spojrzał na Nessę i Gustawo.
- Prowadźcie więc - powiedział. - Ale skoro to taki sekret, ze aż hasła potrzeba do wejścia, to zawiążecie nam oczy? - zapytał wyraźnie żartując.
Szarleǰ:
Gdy towarzystwo wychodziło z karczmy Szarlej zatrzymał się na moment przy kelnerce. Wymienił z nią parę słów i kilka uśmiechów, a na koniec chyba nawet pożegnała go całusem. Nikt nie mógł się domyślić o cóż mogło chodzić w tej tajemniczej rozmowie, jednak jakiś bystrzacha mógłby odgadnąć, że może kanclerz chciał zapytać o numer. Na przykład numer domu, czy coś. Cóż, faktem jest, iż owa kelnerka nie mieściła się w ramach ideału wedle valfdeńskich kanonów piękna, o ile w ogóle takie istniały, bo przecież są gusta i guściki. Tak, czy inaczej, kanclerzowi to jednak nie przeszkadzało, wychodził bowiem z założenia, że kto wybrzydza... Jakoś tak to leciało.
Chwilę poźniej wyszedł z karczmy, zgarniając jeszcze nietkniętą butelkę ginu ze stołu. Smutno mu było na myśl, że zostanie tutaj sama, zapomniana i odrzucona. Wreszcie udało mu się dołączyć do reszty i szczerząc się pokazał wszystkim butelkę z alkoholem.
- To na drogę! - oznajmił i odkorkował trunek, po czym pociągnął łyk, racząc swój organizm kolejną porcją procentów. Po chwili dotarło do niego, że mogło być to nietaktowne względem elfki z konkordatu, wszak picie z gwinta z zasadami savoir vivre'u nie miało wiele wspólnego, jednak miał nadzieję, że nie będzie marudziła. Wytarł wargi rękawem i podał butelkę Dragosaniemu. Akurat on nie powinien wybrzydzać.
Dragosani:
Dragosani nie oglądał się za siebie, gdy wychodził, więc nie widział jak Szarlej zagaduje do kelnerki. A to byłby taki temat do plotek na zebraniu Rady! W sensie do zapytania się, czy kanclerzowi się udało, a nie, że plotek. Bo Radni nie plotkują. Są poważnymi osobami. Widząc jak kanclerz zaczyna pić, Drago oczywiście to skomentował.
- Szarlej weź, bo nas zamkną za picie w miejscu publicznym - upomniał kanclerza zabierając mu butelkę, po czym sam pociągnął łyk. Podsunął butelkę do Nessy, a potem do Gustawo.
Nessa:
Gustawo chwycił pewnie butelkę z bardzo nieładnym uśmiechem skierowany do Nessy. Elfka wywróciła na to oczami. Nie patrzyła wcale z jakąś niechęcią na to, że radni pili. Zdawało się, że nie ma ku temu nic przeciwko. Grupki ludzi, które mijali, a którym również alkohol nie był obcy, też nie wydawały się zniesmaczone.
- Nessa lepiej niech nie pije, bo jak ostatnio trafiła tam po takim ginie... - zaczął bard, ale szybko przerwał, bo kuksaniec wymierzony przez Tinuviel był wyjątkowo przekonujący.
- Błędy młodości - syknęła z równie nieładnym uśmiechem jak ten, którym mężczyzna obdarował ją chwilę wcześniej.
- To było tydzień temu! - kolejny łokieć w żebra uciszył barda. Chociaż może to butelka ginu. Po upiciu kilku łyków podał ją ponownie do Szarleja, a kompania ruszyła w bardzo dobrze znanym kanclerzowi i hetmanowi kierunku. Do dzielnicy szlacheckiej.
Już po kilkunastu minutach nietypowa, choć fantastyczna czwórka trafiła pod piękną, lecz wyjątkowo zbudowaną rezydencję. Był to jednopiętrowy budynek o wielkiej powierzchni, choć z zewnątrz nie zachwycał swoim wyglądem. Choćby nie wiadomo jak Dragosani czy Szarlej nie próbowali wytężyć pamięci i przypomnieć sobie, do kogo może należeć ten dom, to i tak trafiali na ogromną pustkę. Rezydencja otoczona była wysokim płotem zbudowanym z prętów, więc można było ocenić ją już z daleka. Przed budynkiem znajdował się jedynie trawnik, bez żadnych kwiatów. Za nim i po bokach było wiele wysokich drzew. Teoretycznie nie było to zbytnio praktyczne ze względu na robactwo, lecz ktoś musiał mieć w tym jakiś cel.
Gustawo i Nessa pewnie ruszyli do drzwi. Dom wydawał się dla Szarleja wręcz wymarły poza drobnym światłem w oknie przy głównym wejściu. Dragosani ze względu na swoje wyczulone zmysły słyszał lekką muzykę i chrapanie kogoś, kto był za drzwiami. Nessa delikatnie w nie zastukała.
- Kto tam?! - odezwał się po chwili nieprzyjemny głos. Nie był on zaspany. Jakby przywykł do wyjątkowo krótkich drzemek. W odpowiedzi Gustawo zaczął stukać w drzwi. Stopniował uderzenia, robił przerwy, momentami to wszystko nabierało jakiegoś rytmu, by później go stracić. Jak na hasło było ono wyjątkowo długie, a bard miał godną pochwały pamięć. Gdy skończył, zerknął na Nessę, a drzwi się otworzyły i pojawił się w nich nieprzyjemnie wyglądający staruszek. Nie powiedział on jednak nic i zaprosił wszystkich do środka.
Dragosani:
A Dragosani obserwował to wszystko w milczeniu. Zastanawiał się przy tym, jakby tu dowiedzieć się co też Nessa wyczyniała po ginie. Uznał, że musi odbyć rozmowę w cztery oczy z Gustawo. Może przy pomocy hipnozy. Mogłyby być ciekawie. Wampir ocenił też teren posesji. Nie wydawał się zbyt ciekawy. Nudny wręcz. Ale może taki właśnie miał być.
- Interesujące hasło - skomentował, gdy drzwi się otworzyły. Rzucił okiem na staruszka. Staruszek jak staruszek. Stary i zasuszony. Czuć było od niego specyficzny zapach starych ludzi. ÂŚrednio przyjemny, ale na to raczej nie było rady. Zerknął jeszcze na towarzyszy, po czym wszedł do środka. Jako że była już noc (a przynajmniej słońce już schowało się za horyzontem), jego tajemne wampirze zmysły były maksymalnie wyostrzone. Całkiem przydatne, gdy wchodzi się do nieznanego budynku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej