Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Nessa:
Dragosani, zerkając na Nessą mógł zobaczyć, jak patrzy się ona w sufit. Albo coś knuła, albo powstrzymywała wywracanie oczami, słysząc żart wampira. Oczywiście próbując jednocześnie wyłączyć swoją wyobraźnię. Widocznie jej się to udało, bo już po chwili zwróciła się do Szarleja:
- A ty, panie kanclerzu? - zapytała elfka, wpatrując się w mężczyznę. Niech wie, że go obserwuje! Może odwiedziny w przybytku Florentiny nie skończą się spotkaniem z sędzią.
Gustawo natomiast wziął się za jedzenie i picie. Wypowiedź Dragosaniego komentując szerokim i nieodpowiednim w towarzystwie kobiety uśmiechem.
Szarleǰ:
Kanclerz natomiast przez cały ten czas zajmował się krojeniem swojego kawałka dziczyzny na coraz to mniejsze kawałeczki. Taka dziwna fanaberia z jego strony Mogłaby zostać dziwnie odebrana ze strony reszty obecnych, jednak szczęśliwie zajęli się rozmową i chyba nikt tego nawet nie zauważył. Szarlej odkąd objął rządową posadę był lekko przewrażliwiony, wszędzie widział spiski. Szczególnie w takich miejscach jak "Obieżyświat". Zwyczajnie zalegał kilku osobom pieniądze, konkretnie kilku takim, którym nie powinien zalegać nic.
Pomyślał zatem, że poczeka, aż ktoś pierwszy zje, siekając swoją porcję na drobne kawałki, gdy nagle z opresji wybawiła go Nessa.
- Nie mam nic przeciwko, może być zabawnie - odpowiedział, a jego pogodny wyraz twarzy i sympatyczny uśmiech wskazywały na stuprocentowo czyste intencje. Oczywiście była to tylko wyuczona mina, jednak tym razem wcale nie miała na celu ukryć nieczystych zamiarów. Chciał jedynie uspokoić elfkę, która była wyraźnie skrępowana w jego obecności. Ciekawe, czy wszystkie elfki są takie strachliwe, przemknęło mu przez myśl, gdy pociągnął ostatni łyk piwa. Widział ukradkiem, jak Gustawo zaczyna jeść. Musiał się przekonać, czy przypadkiem nie chcą go otruć.
Dragosani:
Szarlej odpowiedział mniej więcej tak, jak myślał sam Dragosani. mogli wszak pójść z Nessą i Gustawo, mogło być zabawnie. Cóż innego do roboty mogliby mieć członkowie jednej z najważniejszych grup na Valfden? Ale najpierw trzeba było zaczekać, aż ludzie skończą posiłek. Elfka jakoś nie wyrażała chęci do jedzenia dzika, podobnie jak wampir.
- Może opowiecie nam nieco o tym miejscu? Gdzie się znajduje, coś o tych dwóch kobietach, które można tam spotkać? - zagadał Drago, gdyż zaczynało się robić trochę za cicho.
Szarleǰ:
Szarlej walcząc zaciekle ze swoim kawałkiem dzika obserwował resztę towarzystwa. Również był ciekaw kim są dziewczyny, do których się wybierali. Jedna wyrocznia, druga wampirzyca... zapowiadało się naprawdę interesująco. Miło byłoby dowiedzieć się o nich czegoś więcej.
- Cóż, może na początek trochę lepiej się poznamy? - zaproponował Tinuviel i Gustawo, choć chyba bardziej Tinuviel, niźli Gustawo. - To może ja zacznę. Jak już się pewnie zorientowała...zorientowaliście, zajmuję stołek kanclerza. Od całkiem niedawna zresztą, więc nie gniewam się, że jeszcze mnie nie kojarzycie. - Uśmiechnął się serdecznie. Liczył na to, że uda mu się wzbudzić choćby ciut zaufania elfki. - Jeśli chcecie coś o mnie wiedzieć, to śmiało - dokończył i wpił wzrok w Nessę, mając nadzieję, że ta również powie o sobie kilka słów.
Nessa:
Już było atunus. Słońce nie górowało już tak długo nad głowami, temperatury były niższe, rośliny mniej zielone, a dziczyzny na stołach coraz więcej. W końcu to oczywiste, że ta pora roku sprzyjała polowaniom. Można to było zaobserwować nawet w Obieżyświecie. Nawet tutaj wraz z nadejściem wieczora pojawiali się myśliwi. Również w pobliskiej okolicy było na co polować. Kilku zajęło stolik pod oknem, radosnymi okrzykami przywołując kelnerkę.
- Można tam spotkać zdecydowanie więcej kobiet - uśmiechnęła się elfka. Wydawała się bardziej zrelaksowana lub po prostu postawiła już wszystko na jedną kartę. - I nie ma chyba, co opowiadać. To trzeba zobaczyć, a jak już dokończycie - popatrzyła na jedzenie i alkohol - to możemy ruszać. Tam nie trzeba być umówionym, tylko znać hasło.
- A tak się składa, że ja je znam! - wtrącił Gustawo. Raczej nie z dumą, a po prostu by coś powiedzieć. Po czym wrócił do jedzenia.
Dragosani czuł się zdecydowanie lepiej. Za oknem było już praktycznie ciemno. Do Szarleja, odchodząc od myśliwych, kelnerka puściła oczko.
- Wybacz, że nie od razu poznaliśmy - zwróciła się do Szarleja elfka. - On tylko ostatnimi czasy śpiewa po zamtuzach, a ja siedzę w lesie - na te słowa Gustawo ani trochę się nie obruszył. Wydawało się wręcz, że one mu pasują.
- Inspiracja sama się nie pojawi. Trzeba jej szukać.
- Ja natomiast należę do Konkordatu i to chyba tyle z ciekawych faktów z mojego życia - uśmiechnęła się długoucha, ignorując komentarz barda, bo dyskusji o inspiracjach mieli już wiele, i dokończyła wino. Nie była najlepszym rozmówcą w momencie, gdy wiedziała, że niedługo w jej stronę posypie się wiele złośliwości, gdy dotrą już do przybytku kobiety, która rzekomo przepowiada przyszłość. Gustawo nie zabrał już głosu. To milczenie było dość nietypowe, lecz może po prostu również uznał się za nieciekawą osobę.
//: Jeśli chcecie, możecie opisać już wyjście z karczmy i znalezienie się na jakiejkolwiek ulicy. Będę za jakieś 2 godziny :]
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej