Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Dragosani:
Gustawo nie miał pojęcia co rozpoczął. Niewątpliwie chciał dobrze próbując odwrócić uwagę od elfki, której niecny plan zaczął się sypać, ale i tak nic nie mogło go (i pozostałych) uchronić przed monologiem o walorach smakowych krwi. Drago potrafił mówić o tym z prawdziwą pasją.
- Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Na smak krwi ma wpływ wiele czynników. Rasa, wiek, styl życia, dieta a nawet miejsce zamieszkania. Samo zachowanie przez kobietę cnoty nie ma wielkiego wpływu na smak. Tutaj raczej chodzi o wiek, dziewice są z reguły dość młode, co przekłada się na lepszy smak. Jeśli zaś chodzi o inne czynniki... cóż, krew każdej rasy smakuje inaczej. Elfia jest delikatna, niemal aksamitna w smaku. Niziołcza ma specyficzny posmak. Ciężko go określić, taki lekko gorzki. Kojarzy się z dymem. Orkowie i krasnoludy mają mocną krew. To taka gorzała pośród krwi. Oczywiście nie uderza tak do głowy, ale wrażenie smakowe podobne. Krew jaszczuroludzi i innych turdnaszan jest trochę taka bagnista. ÂŚrednio mi podchodzi. Ludzka zaś niejako łączy najlepsze cechy wszystkich ras. Osobiście najbardziej lubię właśnie ludzką krew i elfią. Rzecz jasna kobiecą. Płeć ma spory wpływ na smak. Szczególnie gdy pije się bezpośrednio ze źródła. Hm... ach, jeszcze styl życia i zamieszkanie! Inaczej smakuje krew mieszczan a inaczej osób ze wsi. Młode wieśniaczki to prawdziwy rarytas, ale trzeba wiedzieć jaką wybrać. Porównałbym to do owoców. Lepsze są takie, które rosną gdzieś w sadzie na.wsi, niż z ogrodu przy domu w mieście. Niejako czuć smak natury - opowiadał wampir tonem osoby, która mówi właśnie o różnych gatunkach win czy czymś podobnym. I chyba miał jeszcze sporo do powiedzenia na ten temat, ale przerwało mu nadejście kelnerki z dzikiem. Antares nie zwrócił specjalnej uwagi na mięso. Odprowadził spojrzeniem kelnerkę.
Szarleǰ:
Wysłuchał z zainteresowaniem wywodu Dragosaniego, wszak jego w pewnym stopniu również się to tyczyło. Miał wiele pytań odnośnie właśnie krwi, a skoro wampir nie krępował się o tym opowiadać w towarzystwie elfki i Gustawo, to sam postanowił zadać kilka pytań, które miały rozwiać jego ewentualne wątpliwości. Po chwili pojawiła się jednak kelnerka z górą mięcha, co wywołało u Szarleja wewnętrzny wybuch euforii. Zapomniał więc na moment o bożym świecie, nie mówiąc już o ich rozmowie. W końcu taca znalazła się na stole. Wiedział jednak, że wypada wytrzymać tę chwilę konsternacji, nim kelnerka odejdzie na zaplecze i faktycznie dzielnie ją zniósł. Gdy odchodziła znów zdrożnie odprowadził ją wzrokiem, co z pewnością zauważyła reszta towarzystwa. Odwrócił się jednak do nich po chwili i wykrzywił wargi w grymasie wyrażającym opinię na temat jej atrakcyjności, a dokładnie około 7/10. Szybko zdał sobie sprawę, że właściwie to nie chce zagłębiać się w taką dyskusję, więc pośpiesznie zabrał z tacy talerz, który prawdopodobnie się tam znajdował, wraz ze sztućcami zresztą i ukroił spory kawałek mięsa.
- Dragosani, może opowiesz coś na temat waszych sposobów pozyskiwania krwi? Bardzo ciekawi mnie ta kwestia - zaproponował i zasiadł wygodnie do posiłku.
- Smacznego - rzucił do reszty, unosząc jeszcze na moment wzrok znad talerza.
Dragosani:
Gdy inni zabierali się za jedzenie, Drago po prostu rozsiadł się wygodniej, opierając się o oparcie krzesła. Był jak ten denerwujący znajomy co nie je mięsa, ale i tak chodzi wraz z kompanami do knajp. Szczęśliwie wampir nie narzekał na to, jak można jeść mięso. Pewnie dlatego, że sam czasem się tym raczył, wyłącznie dla smaku. Teraz akurat nie miał ochoty.
- Ilu wampirów tyle technik - odparł na pytanie Szarleja. - Klasycznie to wystarczy się wgryźć i krew sama leci. Więcej problemów jest w nie uwaleniu wszystkiego wokół krwią, ale to kwestia praktyki. Oczywiście można też się wyuczyć myśliwskich sztuczek i upuszczać krew z ofiar do butelek. Ale to lepiej stosować tylko ba zwierzętach. W przypadku ludzi i innych to raczej średnio akceptowalne społecznie - opowiadał i obserwował zebranych, aby przekonać się, czy taki temat nie uprzykrza im jedzenia.
Nessa:
- Jestem królową taktu - mruknęła elfka i upiła wina, by odwrócić od siebie uwagę i by można zignorować to, co powiedziała. Oczywiście wcześniej również życzyła wszystkim miłego posiłku. Sama jednak nie była głodna. Wiedziała, że w karczmie będzie piła, więc najadła się wcześniej, by później nie najeść się wstydu. Bywa dość niestrawny. Uśmiechnęła się jednak po chwili do Dagosaniego. Zdecydowanie zbyt radośnie. Ale w końcu przypomniała sobie, że nie zmieniła ekwipunku z wyprawy do Revar i nadal ma dużo srebra przy sobie.
- Konwenanse społeczne bywają bzdurne, panie Dragosani - mówiąc to, bard nałożył sobie dzika. Zapewne dlatego zwrócił się tak grzecznie do wampira. - Jeszcze tak z ciekawości. Bo miałem na oku jedną wampirzycę...
- Ta, która w Revar przegoniła cię sykiem?
- To jest gra wstępna, Nesso. Ty powinnaś to wiedzieć. - Na ten komentarz długoucha zaśmiała się bez skrępowania. Diabli wiedzą, czy chodziło o jej znajomość gry wstępnej, czy o syk wampirzycy i jego odbiór. - Czy łatwo wam się powstrzymać podczas picia... ze źródła? Bo nie chciałbym skończyć zbyt blado.
Po tych słowach Tinuviel przeniosła swoją uwagę za okno, by ocenić czas. Mieli jeszcze pół godziny do wyjścia. Następnie wróciła do uczestnictwa w rozmowie, delikatnie obserwując kanclerza. Chciałaby zaproponować im uczestnictwo w wyprawie, jednak bała się, że może mieć inne podejście do prawa niż Antares. Nie zeszło jej jednak zbyt długo na tych rozmyśleniach.
- Może nawet udałoby się panom ją poznać - i już wtedy elfka wiedziała, co się szykuje. - Wybieramy się do pewnego miłego miejsca, gdzie chcemy spotkać naszą śniącą panią, a i moja wampirzyca może tam być. Zechcecie nam towarzyszyć? - po tym pytaniu Gustawo skrzywił się, starając to przykryć uśmiechem. Widocznie siedział zbyt blisko długouchej, a różne rzeczy mogły się dziać pod stołem.
Dragosani:
Dragosani zaśmiał się, słysząc wzmiankę o owym syku. Oczywiście nie mógł wiedzieć o którą wampirzyce konkretnie chodzi (w sumie ostatnio dość ciężko było o przedstawicielki tej rasy), ale syk był z reguły używany przez wampiry do odstraszania natrętów. Istniała nawet specjalna technika, przed którą już ciężej było się owym natrętom obronić.
- To zależy od osoby. Jeden wampir ma silniejszą wolę, inny słabszą. Ale ciężko jest na raz wypić tyle krwi, aby źródło zbladło - wyjaśnił. Ale czy naprawdę musiał mówić takie oczywiste rzeczy? - Z tym, że skoro planujesz bliżej się zapoznać z tą wampirzycą, to sugeruje uważać. Nie tylko szyja jest dobrze ukrwiona, dziewczę może mieć więc dziwne pomysły. Jeśli wiesz co mam na myśli. - Teraz już nie do końca mówił poważnie. Chciał po prostu trochę nabrać barda.
- Jeśli o mnie chodzi, to chętnie się z wami wybiorę. - Zerknął na Szarleja, podejrzewając, że i on nie miałby nic przeciwko. Zerknął też na Nessę, gdyż ona wydawała się średnio zachwycona tym pomysłem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej