Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dzień gniewu

<< < (38/40) > >>

Nessa:
Chłopak po przemowie Dragosaniego popatrzył z nadzieją na Nessę, ale napotkał jedynie odrazę.
- Chciałem być... - zabrakło mu słowa, a ton znacznie spokorniał. Widocznie czas spędzony w książkach się opłacił. Wiedział, że ma przed sobą Nieśmiertelnego i to w hemis uzbrojonego po zęby. Długoucha też nie wyglądała teraz łagodnie. - Chciałem zrobić coś, czego nie robili wcześniej. Nikt nigdy wcześniej nie badał głodu - gestem dłoni zaprosił wampira i elfkę na zewnątrz. Widocznie w takim spokoju i pokorze dopatrywał się iskierki nadziei na zachowanie głowy. Skoro ten mężczyzna tyle żył, to może zrozumie potęgę wiedzy? Istniała też możliwość, że coś knuł i był świetnym aktorem. W chatce mogły znajdować się pułapki na ten przykład. - A przecież gdyby odkryć jego istotę, to można by próbować mu zapobiec w bardziej ekonomiczny sposób, dowiedzieć się, jak wpływa na organizm. W jakim stopniu może być do wytrzymania, a w jakim już... - zawahał się i nie kontynuował. Byli już pod zamkniętym domkiem. Chłopak podał wampirowi pęk kluczy. Drab był z nimi i przyglądał się temu wszystkiego z nieukrywanym niezrozumieniem.
- Trochę tam ciasno i wszyscy nie wejdziemy.

Dragosani:
Sama idea badań nad głodem wydawała się dość ciekawa. Szczególnie dla wampira. Dla wampirie bowiem głód był czymś więcej niż potrzeba ciała. Głodny wampir mógł stracić nad sobą kontrolę i w dzikim szale atakować niewinnych. Z drugiej strony zaspokajanie głodu krwi wzmacniało wampira. Głód i zaspokajanie go było więc jeszcze.ważniejszym.elementem życia wampira, niż przypadku innych istot.
Wyszedł wraz z Nessą i gorylem za Netem na zewnątrz. Podeszli do zielarskiej chatki. Antares nie przyjął kluczoów od chłopaka. Nie przeżył pięciu tysięcy lat dlatego, że pchał się w każdą ciasną dziurę bez zabezpieczenia. Kiwnął głową na drzwi.
- Otwieraj - rozkazał krótko.

Nessa:
Chłopak zmarszczył czoło i po chwili popatrzył ze zrezygnowaniem w stronę drzwi. Ciężko określić dlaczego. Może coś knuł i jego plan spalił na panewce, a może łudził się, że jeśli nie elfka to wampir zrozumie jego pragnienie wiedzy, poznania. W swoim rozumieniu zapewne nie był zwyrodnialcem. Bądź też był świetnym aktorem.
- Zbędna nieufność - powiedział dość cicho i zaczął szukać odpowiedniego klucza. Najpierw jednego, potem drugiego. Zamki ustępowały bez problemu. Musiał dbać o zabezpieczenie swoich badań. Przekręcił kolejny klucz i zerknął niepewnie na Dragosaniego. Ostatni. Nie było już więcej co otwierać. Młodzieniec zatem ospale dość uchylił drzwi, a pod nieprzyjaznym spojrzeniem Nessy otworzył je całkowicie. Zarówno elfkę jak i wampira uderzył wyjątkowo mocny nawet nie zapach, a smród ziół. Ziół i wielu innych rzeczy. Większość z nich była dla pary nierozpoznawalna, choć mogła się kojarzyć z pracownią jakiegoś alchemika, ale o odorze wzmocnionym kilkukrotnie. Nikomu się chyba nie spieszyło by wejść do środka.
Wewnątrz było ciemno i drzwi były umiejscowione tak, by zbyt wiele nie odsłaniały. Elfka mogła dostrzec niewinny regał z jakimiś słoikami. W większości pustymi. Niektóre wypełnione były jakimiś substancjami, lecz były na tyle brudne, że mogły to być zwykłe owocowe soki. Wszędzie był kurz, a sam sprzęt sprawiał wrażenie dość lepkiego.  Obok regału był stolik, a na nim kilka książek o tytułach pozasłanianych przez prowizoryczne materiałowe okładki. Wampir poza tym mógł jeszcze dojrzeć jakieś malutkie białe robaczki pod stolikiem, a jego węch z czasem dołożył mu jeszcze jeden zapach - wyjątkowo ostry i drażniący, choć wciąż niemożliwy do rozpoznania.

Dragosani:
W pierwszej chwili Drago spróbował dojrzeć jakieś szczegóły pomieszczenia zza drzwi. ÂŚrednio to wyszło, więc trzeba było wejść do środka. Nie przeżył jednak tak długiego czas pchając się w każdą dziurę bez zastanowienia. Z reguły. Wyciągnął więc z kabury pistolet i podał go elfce. Mimo iż nie mogła ona znać technik strzelectwa tą bronią. Ale poudawać może. Upewnił się, że dziewczę dobrze go chwyciło.
- Jest nabity, jak młody będzie kombinował albo stanie się coś nieprzewidzianego, przestrzel mu co tam chcesz - polecił. Głos mu nawet nie drgnął, gdy tak parszywie łgał. Następnie rzucił jeszcze jedno ze swoich dragowych spojrzeń na młodego, po czym ruszył do pomieszczenia. Chciał zbadać to coś co przyciągało białe robaki. Podejrzewał zwłoki, lub coś w tym guście.

Nessa:
Długoucha z pewną miną trzymała pistolet, jakby nic innego w życiu nie robiła, co widocznie zmartwiło młodzieńca.

Mimo mocnego zapachu i robaków, zwłok nie było. Były za to regały, niektóre zasłaniające okna. I jeszcze więcej słoików. Teraz wampir mógł dostrzec, że w niektórych z nich znajdowały się różnego rodzaju paskudztwa. Jakieś zwierzęce organy, co oczywiście nie jest karalne, dziwne płyny, w których zanurzone były rośliny, coś co wyglądało jak krew. No i robaki. Były w wielu słojach i różniły się od siebie. Najwięcej jednak było tych białych, które Dragosani dostrzegł wcześniej. W większości się nie ruszały. Choć w jednym słoju znajdowało się raptem kilkanaście takich paskud i były wyjątkowo niewielkie. Wielkości kropelki. Otaczały jakiś ciężki do rozpoznania kawałek mięsa. Były też jakieś zamknięte pojemniczki. Na środku pomieszczenia stały dwa złączone stoły różniące się lekko wysokością. Na jednym znajdował się słój, a na drugim rząd chlebów.
- Masz coś... - do wampira dotarło pytanie lub coś co miało być pytaniem, lecz elfka zawiesiła głos. - Chyba mamy gości - dodała z nutką niepokoju, lecz i radości. Teraz Dragosani mógł usłyszeć rozmowę czterech mężczyzn. Zbliżali się coraz szybciej. Jeden głos był znajomy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej