Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Dragosani:
Drago wszedł do pomieszczenia. Rozglądał się, badając otoczenie. Wyglądało to jak laboratorium jakiegoś pseudonaukowca i w sumie tym było. Standard owego laboratorium obniżał zapewne niski status społeczny badacza, ale cóż, tego się nie wybiera. Oglądając wyposażenie Antaresowi przez głowę przemknęło kilka pomysłów cóż dokładnie mógł tutaj robić chłopak. Ale oczywiście nic nie komentował. Bo i do kogo? W domku był sam.
W końcu usłyszał głos elfki. Westchnął cicho. Oczywiście ktoś musiał im przeszkodzić. Po odgłosach kroków wnioskować można było, że nadciąga czwórka osób. Wampir wyszedł więc z chatki, aby zobaczyć kto zaszczycił ich swoją obecnością.
Nessa:
W stronę budynku (budyneczku!) zmierzało czterech mężczyzn. Trzech ubranych było identycznie, a ich strój wskazywał na funkcję - pilnowali porządku w mieście. Zwykle takie osoby nie pojawiały się w podgrodziu, chyba że ktoś ich zawiadomił o czymś wyjątkowo poważnym. Czwarta persona była dobrze znana zarówno elfce jak i wampirowi. Właśnie kończyła opowiadać jakiś żart, bo mężczyźni jak na komendę ryknęli śmiechem.
Nessa popatrzyła z wyraźnym niezrozumieniem na Dragosaniego. Pistolet zaczął wyglądać w jej rękach wyjątkowo niepokojąco. Opuściła spokojnie broń. Młody "naukowiec" i tak nie ucieknie. Chyba nawet by nie próbował. Był już zupełnie zrezygnowany. Tinuviel szybko się zreflektowała.
- Gustawo! A ciebie co tutaj sprowadza? - zapytała uprzejmie, jak gdyby nigdy nic, już gdy mężczyźni podeszli. Bard uśmiechnął się uprzejmie do Nessy, a następnie do Dragosaniego.
- Panowie zostali zawiadomieni - skinął na trzech strażników, którzy przytaknęli, nie wiedząc, jeszcze co powie Gustawo - że ktoś tu robi wyjątkowo paskudne rzeczy. Prawda to? - zapytał, rzucając wyjątkowo, teatralnie wręcz, pogardliwe spojrzenie na piekarza.
Dragosani:
Drago wziął od elfki pistolet i schował go do kabury. Lepiej coby dziewczę nim nie wymachiwała. Nawet jeśli był nienabity. Z jej talentem wszystko mogło się wydarzyć. Podszedł do strażników.
- Kanclerz Koronny Dragosani Antares - przedstawił się, coby stróże prawa wiedzieli, że nie mają do czynienia z jakimś przypadkowym przechodniem. I żeby nie kombinowali. - Nazwisko, stopień i posterunek w którym służycie - zażądał podstawowych informacji. - Kto was powiadomił o sprawie? - dopytał jeszcze. Ton głosu był dość obcy dla elfki. Był to po prostu ton rozkazujący i nieznoszący sprzeciwu. Widocznie zajmowanie tak wysokiego stanowiska robiło swoje.
Nessa:
Strażnicy zmieszali się, lecz przywykli już do wykonywania poleceń. Czy rozpoznali Dragosaniego ciężko stwierdzić.
- Kal, Thomas i...
- Gieniek!
- I Gieniek. Jesteśmy z tego... no... Najbliższego posterunku. Nasz komendant kazał nam się tutaj stawić i go złapać- wyjaśnił naprędce najwyższy z mężczyzn, zapominając zupełnie o podaniu swojego stopnia lub funkcji. Był widocznie zdenerwowany, choć raczej nie kłamał. Po prostu nie spotkał jeszcze nikogo tak wysoko postawionego jak Antares. W końcu nawet on przechadzał się ulicą imienia Pogromcy Kagana.
- Okazało się, że oni już od dawna przyglądali się temu tutaj - Gustawo skinął na piekarza. - Nawet ślepy by zauważył, że źle mu z oczu patrzy, a sąsiedzi gadają. Szczególnie o takich co to mają zbyt dobre serce i zdarza im się rozdawać chleb zamiast go sprzedawać.
- Sąsiedzi kłamią!
- Chatę jak rozumiem już przejrzeliście? - Gustawo zupełnie zignorował protest chłopaka, których chyba się jeszcze łudził, że wyjdzie z tego cało. - Oni pewnie będą musieli zrobić to jeszcze raz - skinął na strażników. - A tymczasem... Mogą go zabrać? - uśmiechnął się do Nessy, która stała najbliżej chłopaka. Draba wydawało się, że ignorował. Może nie wiedział, komu on towarzyszył? W końcu półgłówek zdawał się być zupełnie nieobecny. Pewnie pieniądze dostał z góry, ale zachował na tyle zdrowego rozsądku, by teraz nie odejść. Wampir lub strażnicy na pewno by go dogonili i jego sytuacja jako nieświadomego ochroniarza wyglądałaby znacznie gorzej.
Tinuviel popatrzyła pytająco na Dragosaniego, jednak zanim uzyskała odpowiedź, zwróciła się do strażników:
- Będę mogła też zajrzeć do chaty? Pół miasta za nim biegałam - uśmiechnęła się uprzejmie. Mężczyźni popatrzyli po sobie, ale przytaknęli.
- Akurat my go, no ten tego, odprowadzimy i panienka bydzie miała czas.
Dragosani:
- Uważaj tylko aby nie wdepnąć w robaki - wampir lojalnie ostrzegł elfkę. I wcale nie było w tym wrednego tonu. Następnie spojrzał na barda, który to przyszedł że strażnikami.
- Zabawny zbieg okoliczności, że akurat trafiłeś na patrol wysłany do tego miejsca. - Ton głosu mógł wskazywać na to, że nie uważa tego za przypadek. I że zaczyna powątpiewać w tożsamość Gustawo, którą mu przedstawił. Albo też mogło się tak po prostu wydawać potencjalnym słuchaczom i ton Draga był zwyczajnie neutralny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej