Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Nessa:
Dziewczyna jedynie zmarszczyła brwi, słysząc niepochlebną uwagę o małżeństwach. Jej to odpowiadało. Przynajmniej na razie póki nie spędza ze swoim mężem wystarczająco dużo czasu, by go znienawidzić. Na razie myśli jedynie o gromadce dzieci, bezpiecznej przyszłości i szacunku otaczających ją ludzi. W końcu będzie żoną piekarza.
- Z ziołami? - zdziwiła się. - Nic nie wiem o żadnych ziołach ani o niczym takim. Bo ja... Ja no ten... Tam nigdy nie byłam - skrępowała się. - Net nie lubi, jak ktoś mu przeszkadza - wyjawiła krótkie imię swojego przyszłego męża.
- To receptur nie robi się przy piecu w piekarni? - zapytała Nessa, a dziewczyna skrępowała się jeszcze bardziej.
- Znaczy... No chyba tak. Ale tam do chaty nie można! - długoucha popatrzyła znacząco na wampira, widząc zdenerwowanie młódki.
- Może porozmawiamy z mamą... Neta? - zasugerowała, a dziewczyna wskazała piekarnię. Wciąż był tam tłum, lecz Nessa sądziła, że jeśli coś jest na rzeczy, to łatwiej będzie się dogadać z matką niż z samym podejrzanym. A właściwie to podejrzanym o co? O chatę śmierdzącą ziołami? Trzeba to jakoś ugryźć.
Dragosani:
Nat? To pełne imię, czy skrót od Natalii? zastanawiał się wampir. Sama dziewczyna zapewne wiele więcej nie wiedziała. Trzeba było więc popytać kogoś bardziej zorientowanego. Na przykład wspomnianego Nata albo jego matki. W sumie to drugie sugerowała Nessa. Z tym, że z Natem też mogłoby być łatwiej. Wystarczy przydusić takiego do ściany i już by gadał. Tak staroszkolnie. No, ale cóż, były mniej więcej cywilizowane czasy, więc i cywilizowane metody powinni stosować.
- Chodźmy więc - powiedział do elfki. Do dziewczyny zaś rzekł.
- Dziękujemy za informacje. I szczęścia w małżeństwie. To ostatnio towar deficytowy. - I ruszył do piekarni. Otworzył drzwi i wszedł do środka, rozglądając się.
Nessa:
Net? Co to w ogóle za imię? Już Nat byłoby lepsze. ÂŁadniej brzmi! myślała długoucha i ruszyła za wampirem do piekarni.
Ta przypominała poprzednią z tym, że była kilka razy większa. Zapewne by pomieścić długą kolejkę, które się tutaj znajdowała. Panią Piekarz można było poznać od razu. Była to dość otyła kobieta, która co rusz krzyczała na młodą dziewczynę, podobną do tej myjącej okno, która próbowała uwijać się jak najszybciej. Gdy młódka uzyskała tempo, które odpowiadało kobiecie, ta udała się na ubocze, choć wziąć za ladą i przysiadła na krześle, które wydawało się być do tego przygotowane. Nie była najmłodsza, lecz zmęczenie zapewne wynikało z dodatkowych kilogramów. Wielu.
- Przepraszam - zaczęła nieśmiało elfka, a staruszka spiorunowała ją wzrokiem. Dopiero, gdy zauważyła Dragosaniego, uśmiechnęła się nazbyt przymilnie. Nessę widocznie uznała za zwykłą klientkę. Choć z łukiem i mieczem.
- Taaaaak? - z truden podniosła się z krzesła, choć to zrobiła i stanęła przy ladzie w miejscu, gdzie nie było kolejki.
Dragosani:
Stając przed ladą, wampir dyskretnie rozejrzał się za nią. Spojrzał też na młodego piekarza i jego matkę. Na okolice ich pasów. Szukał klucza do ziołowego domu. Nie żeby chciał go zwinąć. Raczej skrycie skonfiskować w imieniu Rady Królewskiej dla dobra okolicznego społeczeństwa. Jednak na początek trzeba było porozmawiać. Tylko w jaki sposób? O co pytać, o czym mówić?
- Chciałbym porozmawiać z pani synem - powiedział, kiwając głową w stronę wspomnianego syna. [/i]- Na osobności [/i]- dodał. Uznał, że jednak więcej się dowie jeśli przyciśnie nieco źródło. A jeśli to nie podziała, to pozostanie hipnoza. Z tym, że wtedy trzeba będzie pozbyć się na chwilę elfki, coby nie zaczęła narzekać.
Nessa:
U staruszki nie dostrzegł żadnego klucza, a młodzieniec był na zapleczu. Kobietę zdziwiła prośba Dragosaniego, lecz nic nie powiedziała, a jedynie postukała w ścianę za sobą. Po chwili wyłonił się stamtąd jej syn. U niego również nie można było dostrzec żadnego klucza. Nie był jednak ubrudzony mąką lub czymkolwiek innym, co wskazywałoby na to, że pomagał na zapleczu. Popatrzył się pytająco na matkę, a ona kiwnęła w stronę wampira i elfki.
- Moglibyśmy porozmawiać w jakimś cichszym miejscu? - uśmiechnęła się lekko Nessa, rozumiejąc zamysł Dragosaniego. Może nawet przymknie oko na hipnozę? Ciężko stwierdzić. Chłopak zastanawiał się przez chwilę, lecz zapewne nie mógł znaleźć powodu, by odmówić. Para mogła jednak wyłapać szybkie spojrzenie, które skierował za okno, lecz jedynie wampir usłyszał, że ktoś tamtędy przechodzi. Ilość osób ciężko określić, bo w tej samej chwili jakaś baba próbowała się targować koło nich.
Syn piekarki odsunął ladę i zaprosił Nessę i Antaresa na zaplecze. Tam tylko co chwilę przychodziła młoda dziewczyna, a samo pomieszczenie wyglądało tak, jak tylko można sobie wyobrazić - piec znajdował się w dalszej części, a tutaj były trzy duże stoły nakryte jakimś materiałem. Pod nimi, na co wskazywały kształty, znajdowały się wypieki.
- Coś się stało? - wampir mógł usłyszeć, że pod drzwiami na zaplecze od strony podwórka ktoś stanął.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej