Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dzień gniewu

<< < (35/40) > >>

Dragosani:
W piekarni zaczął robić się tłok, więc trzeba było wyjść. Szczególnie, że czegoś się tam dowiedzieli. Drago wyszedł więc na zewnątrz.
- Zupełnie przypadkowo na cmentarzu też było dwóch drabów - zauważył, gdy elfka też wyszła. Mógł to być przypadek, albo też tamci byli właśnie tymi samymi ludźmi, którzy ochraniali konkurencyjnego piekarza. Któż to wie? No cóż, zapewne kilka osób. Piekarz, wspomniane draby, grabarz i ktoś tam jeszcze.
- Znasz drogę do tamtej piekarni? - wampir zapytał łuczniczki.

Nessa:
- Jak te przypadki chodzą po ludziach - uśmiechnęła się długoucha i skinęła, odpowiadając tym samym na pytanie Dragosaniego. Ruszyła zatem do drugiej piekarni, pałaszując precla, mimo że pogoda nie sprzyjała jedzeniu na dworze i jutro elfka mogła obudzić się z chrypką. Zapewne nie zjadła śniadania przed wyjściem. Ale tak to już jest, gdy się wstaje skoro świt.
Wybrała jednak ewidentnie mniej uczęszczane uliczki. ÂŁatwiej tu było zarobić nożem w żebra lub pozbyć się mieszka, ale tego Nessa się nie obawiała. Nauczyła się pilnować swoich rzeczy, a poza tym szła z wampirem. Tylko samobójca, by ich zaatakował. A takowego na swojej drodze nie spotkali. Czasami ktoś im się nieprzyjemnie przyglądał, czasami ktoś uprzejmie. Raz jakiś dzieciak próbował okraść wampira, ale dość szybko się zreflektował i cofnął małe złodziejskie rączki. Jeszcze tego by brakowało.
Po kilkunastu minutach para wyszła na bardziej uczęszczaną ulicę (jeśli można ją tak nazwać, bo można było porównać tego miejsca choćby z tym nazwanym imieniem osoby, która towarzyszyła teraz Nessie) i szła nią prawie do końca. Skręcili dopiero w momencie, gdy wampir poczuł ponownie zapach piekarni. I tak, na samym końcu tej uliczki znajdował się budynek z dwoma kominami. Przed nim był malutki placyk, przy którym poza piekarnią stał tylko jeszcze jeden budynek, który wyglądał, jak większość chat na podgrodziu. Drago mógł stamtąd wyczuć zapach ziół, choć o wiele bardziej nieprzyjemny niż u medyka.
Przed piekarnią znajdowała się młoda dziewczyna i myła jakąś ścierką jedno z okien. Przez pozostałe dwa wampir z elfką mogli dostrzec, że po chleb stoi całkiem duża kolejka, mimo że pora była już dość późna. Drabów nigdzie nie było widać.

Dragosani:
Antares pociągnął nosem. Oczywiście nie musiał tego robić, ale chciał zwrócić uwagę elfki na dość specyficzny zapach.
- Coś zalatuje ziołami - powiedział. Może nie było w tym nic dziwnego. A może właśnie było. Jeszcze trochę powęszył, próbując rozróżnić owe zioła. Nieszczególnie znał się na zielarstwie, ale niektóre rośliny miały dość charakterystyczny zapach. Kto wie, może coś rozpozna, powie o tym elfce i ona swoją elfio-konkordatową wiedzą natychmiast wymieni wszystkie właściwości danego zioła? W takim odruchu bezwarunkowym. Następnie wampir zbliżył się nieco do dziewczyny, która to myła okno. Zajrzał przez jedno z tych czystszych do środka. Trochę demonstracyjnie.
- Spory tłumek tu macie. Zawsze tak było? - zagadał, zakładając, że dziewczę może pracować w piekarni nie tylko jako osoba do mycia okien.

Nessa:
Długoucha widocznie się zdziwiła. Nie przypominała sobie, by był tutaj jakiś medyk. W środku podgrodzia raczej zielarza też się nie spodziewała. Spojrzała w kierunku chatki, która stała przy tym placyku poza piekarnią.
- Oj, nie zawsze, panie! - dziewczyna kompletnie nie dała po sobie poznać, że nie często spotyka wampiry. Była grzeczna, a nie przestraszona. - Dzięki synowi właścicieli ten tłumek. Wie, jak zachęcić ludzi... - uśmiechnęła się szeroko, gdy bocznym wyjściem piekarni wyszedł jakiś młodzieniec. Był dość schludnie ubrany, jak na warunki podgrodzia. Elfkę i Dragosaniego obdarzył jedynie przelotnym spojrzeniem i przyspieszył kroku, udając się w kierunku chatki, której jeszcze przed chwilą przyglądała się Nessa. Nie otworzył jej jednak, a jedynie upewnił się, że drzwi są zamknięte. A raczej zapomniał klucza. Przynajmniej na to wskazywała jego mina, choć aktorem wybitnym nie był. Uśmiechnął się do trójki stojącej pod piekarnią. Był to bardzo brzydki uśmiech. Nie tyle ze względu na jego intencje, co na aparycję chłopaka. Mrużył oczy, usta przypominały cienką linię, a nos wydawał się jeszcze bardziej szpakowaty. Szybko zniknął w budynku piekarni.
- To on? - zapytała niby od niechcenia Nessa, a dziewczyna przytaknęła.
- Majsterkuje sobie tam i opracowuje receptury - dodała, po czym szybko wyjaśniła:
- Nasi rodzice chcą nas wyswatać i stąd wiem - zarumieniła się i spuściła wzrok. Długouchej było żal dziewczyny. Między nią, a chłopakiem było jakieś 10 lat różnicy. Ona była młodziutka i całkiem ładna. On młody i nieprzyjemnie wyglądający. A wszystko dla pieniędzy. I tak się Nessa zamyśliła...

Dragosani:
Spojrzenie jakie wampir posłał długouchej mówiło dość jasno. Widział związek pomiędzy recepturami tworzonymi przez młodego piekarza, a zwiększonym zainteresowaniem jego wypiekami. Może dodaje ziół do chleba, aby był smaczniejszy, czy coś? Albo jest genialnym alchemikiem i sporządził jakiś narkotyk który dodaje do chleba? Trzeba było dostać się do chatki z ziołami. Albo porozmawiać z piekarzem. Albo to i to. Jednak ciężko było to zrobić, skoro młode dziewczę myło obok okno. Zaczęłoby wrzeszczeć jeszcze, co byłoby kłopotliwe.
- Trzecia era, a ludzie wciąż praktykują ustawiane małżeństwa. - Wampir westchnął. Strzelał, ze dziewczyna nie jest specjalnie zachwycona czekającym ją małżeństwem, więc w ten sposób chciał zdobyć jakiś skrawek zaufania, czy czegoś w tym guście.
- Co za receptury tworzyć może piekarz? - zapytał młódki. - Coś z ziołami? To chyba raczej nietypowe...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej