Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Nessa:
- A może odpowiedź jest znacznie prostsza? - podsunęła Nessa, ruszając wraz z Dargosanim i kierując się do jednej z piekarni. - Może powinniśmy przyjrzeć się piekarzom? - wzruszyła ramionami, bo nie była pewna swojego toku rozumowania. - Tylko po co im ciała?
Para szła i szła. Te rejony nie były najlepiej znane Nessie i gdy już prawie myślała, że źle prowadzi wampira, to spostrzegła kobietę, która szła z jakimś zawiniątkiem. Materiał odsłonił bardzo ładny bochenek, a elfka zaczęła prowadzić raźniej. Oczywiście zapach wypieków Dragosani, przy mocniejszym skupieniu, czuł już od jakiegoś czasu. Zaraz obok smrodu niemytych ciał i nieczystości.
Po chwili dotarli do celu. Był to budynek dwa razy większy od większości chat. Miał dwa kominy, ale tylko z jednego wydobywał się dym. Co rusz ktoś tam wchodził i wychodził, czasami klął pod nosem na ceny. Jednak wszyscy jak jeden mąż mieli jakieś zawiniątka lub nieśli szmaciane torby. Chleb był potrzebny każdemu.
Przed budynek wyszedł starszy mężczyzna. Ubrany był dość ciepło, lecz na jego twarzy pojawiły się rumieńce. Zapewne przez różnicę temperatur. Już chciał ruszyć za chatę, gdy spostrzegł elfkę i wampira. Nessa uśmiechnęła się serdecznie i ruszyła w jego kierunku.
- Witaj Elder! - przywitała się Tinuviel. Nie do końca wiedziała, co ma robić. Chcieli w końcu zapytać o sny, czy się rozejrzeć? - Twoja żona już się dobrze czuje? - zapytała troskliwie, choć wcale nie znała tej rodziny. Mężczyzna jej się kiedyś przedstawił i zapamiętała jego imię. Jego małżonka czasami pojawiała się w szpitalu i zachowywała się w stosunku do Nessy wyjątkowo życzliwie. Ale to tyle.
- Tak, panienko. Medyki mówią, że to jakaś choroba, że jej tak łatwo się te rany i siniaki robią, ale nic zaradzić - zmartwił się szczerze.
Dragosani:
- Może robią z kości chleb? - podsunął wampir, kto wie czy na poważnie? Nie dyskutując jednak więcej, ruszyli do piekarni. Szli i szli, wśród codziennych spraw mieszkańców Podgrodzia. I wśród ich smrodu. Wyczulony węch nie zawsze był taki dobry jakim się zdawał. Chociaż dzięki niemu wampir szybciej niż Nessa zorientował się z bliskości piekarni. Zapach pieczywa zaczął przebijać się przez woń szczyn i innych nieczystości. Dotarli w końcu na miejsce. Piekarnia była chyba dość popularna, chociaż niekoniecznie z powodu cen.
Podobnie jak elfka, Drago nie wiedział za bardzo co tutaj robić. W sumie trop prowadził do kogoś, kto interesował się trupami osób zmarłymi z głodu. Z tym, że jaki to miało związek ze snami? Odpowiedź mogło przynieść znalezienie tej osoby i przesłuchanie jej. Niekoniecznie w sposób miły dla niej.
- Możemy wejść? - zapytał Antares. - Chciałbym kupić chleb, słyszałem, ze macie tutaj całkiem niezły. Grabarz z pobliskiego cmentarza tak twierdzi. - Uznał, że warto zaryzykować.
Nessa:
Mężczyzna popatrzył z nieukrywanym zaniepokojeniem na wampira. Może wspomnienie o grabarzu było dobrym posunięciem, ale czy na pewno taka rekomendacja dobrze brzmiała w ustach wampira? Raczej lud z podgrodzia nie był zaznajomiony z wampirami i tym, jakie one są naprawdę, a nie jedynie w bajaniach i plotkach. A ten tutaj jeszcze wspomina o grabarzu.
- Proszę... - zająknął się i zerknął na Nessę, która uśmiechnęła się uspokajająco. Ktoś znowu opuścił piekarnię, a długoucha ruszyła w kierunku drzwi. Trzeba było odstawić na bok jakiekolwiek sympatie.
Wewnątrz pomieszczenie wyglądało dość typowo. Było niewielkie i naprzeciwko drzwi znajdował się blat, przy którym stała starsza kobieta, obsługująca jakąś młodą dziewczynę. Lekkim uśmiechem przywitała się z Nessą i ruszyła przez drzwi, zapewne na coś w rodzaju zaplecza, gdzie znajdowały się wypieki. Poza nimi nie było tutaj nikogo. A i po chwili, gdy staruszka wróciła z chlebem i wręczyła go młódce, to para została w pomieszczeniu sama z kobietą. Dość przyjemny zapach unosił się w powietrzu i było tutaj wyjątkowo ciepło.
- Interes się kręci - zaczęła Nessa.
- Oj, panienko - westchnęła staruszka. - Kiedyś było lepiej. Teraz mało kto przychodzi. Wolą nawet na drugi koniec podgrodzia iść. No ale nic nie poradzimy - wzruszyła ramionami.
- Ale przecież tutaj jest najsmaczniejszy chleb! - uśmiechnęła się długoucha i położyła cztery grzywny na ladzie. Zakupy to zawsze jakiś naturalny powód do rozmowy. Staruszka niby zignorowała pieniądze i kontynuowała rozmowę:
- My niestety nie możemy pozwolić sobie na tak niskie ceny lub rozdawanie pieczywa ot tak po mieście jak tamci - westchnęła i zaraz po tym ruszyła na zaplecze. Widocznie wiedziała, co chce elfka.
Nessa popatrzyła sugerująco na Dragosaniego.
- Aż tak bogaty piekarz?
//: 384 - 4 = 380 grzywien
Dragosani:
Na zaniepokojone spojrzenie piekarza wampir odpowiedział radosnym uśmiechem. Zupełnie jakby bawiło go owo spojrzenie. I zapewne tak właśnie było. Po tym zabawnym wydarzeniu weszli do środka. Wnętrze było dość typowe. Była lada, zapach pieczywa i klienci. W licznie jednej sztuki płci żeńskiej, dość młodego rocznika. Dragosani nie byłby sobą, gdyby nie posłał wychodzącemu dziewczęciu jednego ze swoich uśmieszków. Nie ma to jak stary wampir interesujący się młódkami! To wszak normalne. W końcu jednak trzeba było zająć się sprawą.
- Trzeba się będzie tam przejść, skoro ma tak tanio - odpowiedział cicho elfce, gdy sprzedawczyni wyszła na zaplecze. Coś tam zaczęły mu świtać pewne teorie, ale nie chciał się jeszcze nimi dzielić z otoczeniem.
Nessa:
Nessa przytaknęła, a z zaplecza wróciła staruszka z zawiniątkiem. Widocznie długoucha do rachunku za pieczywo dopłaciła za materiał. Położyła na ladzie przed elfką i wampirem.
- Aż tyle można na chlebie zarobić, by go rozdawać? - zapytała niby z czystej ciekawości długoucha, odbierając zawiniątko. Okazało, że były tam dwa precle. Zwyczajne. Z makiem.
- Może i można. Wtedy nawet ochrony potrzeba - odparła staruszka, a Nessa delikatnie przysunęła pieczywo z stronę Dragosaniego, by się poczęstował.
- Ochrony?
- Ano kręcą się dwa takie typy wokół syna nie tak świętej pamięci Borka... - Drzwi piekarni otworzyły się i do środka weszła kobieta. - Wybaczcie - zwróciła się do elfki i wampira staruszka i zaczęła ją obsługiwać. Wtedy ponownie drzwi się otworzyły i weszły jeszcze dwie osoby. Zrobił się tłok.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej