Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dzień gniewu

<< < (32/40) > >>

Nessa:
Długoucha natomiast nawet się nie pożegnała. Chciała opuścić tamto miejsce jak najszybciej. Nie dość, że medyk był gburem o ogromnym ego, to jeszcze te zioła. Mimo że na podgrodziu nigdy nie pachniało zbyt przyjemnie, to teraz każdy oddech wydawał się Nessie czymś cudowniejszym od najdroższych olejków, czy górskiego powietrza.
- Gustawo ma za długi język - skrzywiła się elfka i zaczęła prowadzić, manewrując między ludźmi i od czasu do czasu używając łokci. Jednak nawet mając wampira za sobą, mówiła. W końcu on ją i tak usłyszy. - Po ginie elfy po prostu lubią śpiewać i tyle. Czasami jeszcze się pogibią - Dragosani tego nie mógł widzieć, ale wypowiadając ostatnie słowo Tinuviel uśmiechnęła się szeroko. Jakoś wyjątkowo przypadło jej ono do gustu. - Ale nic zdrożnego! - dodała szybko, gdy już zrównała się z wampirem.

Cmentarz istotnie nie był miłym miejscem. Nie znajdowały się tutaj nawet żadne posągi. W niczym nie przypominał cmentarza katedralnego, na którym chociażby pochowano Aragorna. Był to po prostu teren ogrodzony niezbyt starannie wykonanym choć dość wysokim płotem. Jednak poprzez szpary czy nawet braki desek można było zobaczyć, jak wygląda, bez przekraczania bramy, również drewnianej. Grobów było wiele. Przy niektórych znajdowały się drewniane lub kamienne tabliczki z imionami. Tam również czasami leżały kwiaty. Wiele było jednak miejsc nieoznaczonych inaczej niż przez jakiś biały proszek. Obrysowane były nim miejsca pochówku niektórych. Był to dość szybki sposób na oznaczenie miejsca, w którym już nikogo (a przynajmniej przez jakiś czas) nie można pochować. Bardziej przykre miejsce było jednak na końcu tego cmentarza. Stał tam też jakiś mężczyzna z łopatą. Grabarz zapewne. Obok niego stało dwóch rosłych chłopców. A za nimi były trzy doły. Nie wiadomo ile jeszcze już zakopanych. Można się było tylko domyślać, że to swego rodzaju zbiorowa mogiła. Raczej nie związana z żadną chorobą, a raczej z biedą i oszczędnością miejsca tych, którzy nie mieli grzywien dla grabarza.
Mężczyźni nie zwrócili na Dragosaniego i Nessę uwagi. Długoucha natomiast popatrzyła na wampira z niepokojem.
- Może go zawołamy?

Dragosani:
- Nic zdrożnego? E tak, nudy! - skomentował Drago i machnął ręką. W ramach odpowiedzi postanowił też coś wyznać, jedną z pijackich przygód. - Kiedy, w czasie tych kilku lat, gdy byłem człowiekiem na kontynencie, spiliśmy się z kompanią w pewnej karczmie. No i po pijaku wlazłem na stół i... ee... zrobiłem wiatrak, że tak to nazwę. - Wyszczerzył się wstrętnie. Ciężko było stwierdzić, czy mówił prawdę. Nie mówił nic więcej aż do cmentarza, pozostawiając umysł elfki w tych dzikich rejonach wyobraźni, które nawiedziła wizja tego co rzekomo zrobił w karczmie.
Gdy doszli na cmentarz, wampir rozglądał się średnio zaciekawiony po grobach. Zawsze miał mieszane uczucia do takiej formy pochówku. To pewnie z racji przynależności rasowej, czy czymś w tym guście.
- Możemy też podejść i pogadać z nim. Przecież na cmentarzach nie wypada krzyczeć. Bo szacunek dla.zmarłych i tak dalej - odparł i bez wahania ruszył w stronę grabarza. Podchodzić przemówił.
- Jesteś grabarzem? Mamy kilka pytań... - Kołnierz płaszcza miał odwinięty, więc herb różowy widać było całkiem wyraźnie. Nie żeby grabarzem znał ów herb, ale sama jego obecność mogła wpłynąć na chęci do rozmowy. Szlachta wszak bogata i w ogóle.

Nessa:
I rzeczywiście aż do cmentarza Nessa wydawała się lekko zamyślona. Pojęcia nie miała o jaki wiatrak chodzi wampirowi. Taki jak przy młynie? Podświadomie jednak czuła, że o niektóre rzeczy lepiej nie pytać.

- Ano, panie! - krzyknął niczym nie zrażony. Ruszył również w stronę wampira świadomy widoków, które były na cmentarzu. Dopiero wtedy Tinuviel pospiesznie dołączyła do Dragosaniego.
- Czegoś czeba? Ja pomogę!
- Chcemy się dowiedzieć coś o zmarłych, którzy do ciebie trafiali, dobry człowieku - odparła Nessa. Postanowiła zabrać głos, gdyż to odwracało jej uwagę od dołu. - Chodzi nam o takich, co to prawie wysuszeni byli, bo z głodu umarli.
Grabarz bystro przyglądał się to wampirowi, to elfce. Był już starszym mężczyzną. Przygarbionym i prawie bez włosów. Strój miał wyjątkowo brudny. Jednak widocznie przedstawicieli ras długowiecznych i nieśmiertelnych tutaj nie spotykał. Nie do końca wiedział, jak się zachować.
- A ja to panienko niewiele wim. Jak każą, to kopię. Każda grzywna się liczy. A jak nie każą, to nie kopię. Wtedy zdarza się nawet większy zarobek - odparł dość naiwnie, a elfka od razu podłapała. Draby, które stały przy dole, opuściły już cmentarz.
- Każą czasami nie kopać?
- Eee... Ja nic nie wim! Ja prosty chłop!

Dragosani:
Dragosani, niby przypadkiem, odsłonił nieco płaszcz, tak aby grabarz mógł zobaczyć pękatą sakiewkę barona. Miało to wywołać odpowiednie wrażenie. Wampir nie obawiał się, że wywoła te niepoprawne i dziwne pomysły w głowie grabarza. Szybko by zostały one wybite. Zarówno z głowy samego grobokopa, jak i jego pachołków.
- Prosty chłop ma zapewne proste potrzeby, które jednak mogą pochłaniać fundusze - powiedział, mając nadzieję, że prosty chłop zrozumie aluzję. - Odpowiesz teraz pani? Do tego wyjaw kto każe nie kopać. I więcej treści, mniej formy, jeśli łaska. - Jego dłoń w znaczący sposób wylądowała na sakiewce. Przekupstwo było mniej straszne niż manipulacja umysłem, lub czytanie informacji z krwi. A wampir był dobry, i nie chciał straszyć elfki. Naprawdę.

Nessa:
- Ale... Ale... - zmieszał się staruszek. Widmo mieszka pełnego grzywien namieszało mu w głowie. Z jednej strony pieniądze by się przydały i baba skończyłaby zrzędzić, że nawet na stare lata chodzi w łachmanach i nie ma co do gara włożyć. Z drugiej jednak strony fakt, że na czyjąś prośbę (łapówkę!) nie kopał niektórych biedaków, mógł sprowadzić mu na głowę większe kłopoty. - Ja naprawdę niewiele wim. I przed władzą do niczego się nie przyznam! Po prostu czasami przychodzi taki jeden, wspiera mni... Wspiera odbudowę tutejszych grobów - zmienił zdanie. - Ja wtedy... No panie... Odwracam się i zajmuję czymś innym. Chociażby odbudową! A na takim cmentarzu to różnie bywa. Czasami ciała znikają. Ale to głównie jakiś włóczęg!
- Ktoś ci płaci za ciała? - zapytała z nieukrywaną wrogością Tinuviel. Czy ten człowiek nie miał wyobraźni? Nie zastanowił się, po co komuś trupy?
- Ale to nikt zły. ÂŻaden czarownik czy zbereźnik, pani! Nie mogę jednak powiedzieć kto to! - dodał, patrząc w kierunku bramy, którą niedawno przeszły dwa draby.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej