Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Szarleǰ:
Szarlej przyglądał się sytuacji z uwagą. Ku swojemu zaskoczeniu, jego również zaczęło bawić to, co działo się dokoła. Pomijając fakt, że nie znał elfki, zdążył już się w pewnym stopniu połapać w ich relacji z wampirem, zatem podejście barda do kontuaru i przywitanie Dragosaniego wydawało się lekko komiczne. Cóż, nie miał nic lepszego do roboty, więc postanowił, że zabawi tu jeszcze trochę.
- A dajta tego dzika - rzucił do kelnerki, wykazując niesamowity brak asertywności i łyknął piwa, opróżniając dno kufla. Trudno, najwyżej zamówi się jeszcze jedno, czy dwa.
Nie chciał wyjść na jakiegoś odludka, przecież jak trzeba, to potrafił być całkiem towarzyski. Odwrócił się więc w stronę barda i z uśmiechem nie ustępującym uprzejmością uśmiechowi Draga, również się przywitał.
- Szarlej. Po prostu, Szarlej. Też chętnie się napiję.
Nessa:
Kelnerce uśmiech zszedł z twarzy. Popatrzyła zbita na Szarleja. Nie wiadomo, czy to szukając pomocy, czy to upewniając się, że i on nie ma jakiś niespodzianek. Jednak już po chwili zniknęła kanclerzowi i hetmanowi z widoku, wymigując się obowiązkami i tym, że rzekomo ktoś ją woła. Zniknęła na sali i została zasłonięta przez grupę strażników, którzy przyszli się napić po służbie, a jeszcze nie zasiedli do stołu. Zdążyła oczywiście wcześniej przekazać karczmarzowi zamówienie.
- Pan Antares! Jak mogłem pana wcześniej nie poznać. Nowa fryzura? - uśmiechnął się karczmarz i odsunął od siebie monety, dając tym samym znać, że ich nie weźmie. Już wcześniej rzucał ciekawe spojrzenia na Szarleja, gdyż jego twarz nie była tak osłonięta, jednak nic nie powiedział. Teraz natomiast już jakby nabrał pewności, z kim ma do czynienia:
- Dzik dla pana kanclerza będzie niedługo. To specjalność zakładu - zełgał lekko - a panowie są specjalnymi gośćmi - po czym podał Dragosaniemu butelkę. A jako że był doświadczonym człowiekiem, to wyciągnął trzy kufle bez najmniejszego zawahania.
- O, panowie! To widzę, że mamy, o czym rozmawiać! - odparł wyjątkowo radośnie bardoidalny osobnik. Nie do końca wiadomo, o czym mówił. Czy chodziło mu o wspólną znajomą, czy o butelkę ginu. - Alkoholu i pacierza nie odmawiam.
- Gustawo - po czym podał dłoń najpierw wampirowi, a następnie Szarlejowi.
//: Dodaj sobie do karty z powrotem te pieniądze
Dragosani:
Dragosani zachichotał pod nosem, widząc speszenie kelnerki.
- Kolejna zaleta wampiryzmu. Duży potencjał do nabijania się z innych - powiedział cicho do Szarleja. ÂŻeby to sekret był! Potem spojrzał na karczmarza, który chyba dopiero teraz go poznał. Co w sumie było dziwne, gdyż na chwile obecną wampirów było w Efehidon raczej niewiele. No i Drago miał na sobie płaszcz, na którego kołnierzu wyszyty był herb rodu Antares. Ale niekoniecznie musiał być on zauważony. Mały był, głównie właśnie po to, aby nie rzucał się tak bardzo w oczy.
- Wsparcie Rady w jej ciężkiej pracy zawsze jest mile widziane - odpowiedział właścicielowi karczmy. Oczywiście przyjął napitek. Wysłuchał co bard ma do powiedzenia. Pod koniec jego wypowiedzi kaszlnął. Tak to przynajmniej brzmiało, gdy stłumił śmiech. Uścisnął dłoń mężczyzny. Dość mocno, coby sobie chłystek nie myślał, że skoro szlachcic, to nie potrafi przywalić.
- Więc może znajdziemy jakiś nieco większy stolik, dla czterech osób, Gustawo? - Nałożył lekki nacisk na imię. Jakby właśnie to ono go rozbawiło. Ciekaw był skąd Nessa wytrzasnęła kogoś takiego.
// Nie będę protestował. Dodane.
Szarleǰ:
- Może właśnie to jest sekretem twojej nieśmiertelności? Wszak śmiech to zdrowie! - Odbił piłeczkę do Draga i odprowadził wzrokiem kelnerkę, podziwiając jej kelnerkowe kształty. Gustawo wydawał się jakiś dziwny, choć z drugiej strony Szarleja intrygowało w jaki sposób ktoś taki może umawiać się w "Obieżyświecie" z piękną elfką. ÂŚwiat jest pełen niespodzianek.
Zamawiając wcześniej kolejne piwo, wypatrzył jeden większy, pusty stolik i ruszył w jego kierunku, lawirując pomiędzy innymi gośćmi w staraniach, by nie uronić ani kropli pysznego browaru. Ăwiczenia akrobatyczne u Spike'a okazały się przydatne w praktyce, więc w końcu udało mu się dotrzeć na miejsce. Zajął jedno z drewnianych krzeseł, a odsuwając je od stolika chyba porysował parkiet. Szybko jednak zatarł ślad butem, żeby nikt nie zauważył. Zresztą, w końcu był gościem specjalnym, kto by się zatem przejmował takimi pierdołami. Rozsiadł się wygodnie i położył kufel na blacie. Wyczekiwał chwili, aż będzie miał przyjemność poznać znajomą Dragosaniego. Może dlatego, że jeszcze nigdy nie poznał żadnej elfki.
Nessa:
Poznany mężczyzna nawet nie zauważył kaszlnięcia Dragosaniego ani hojnie obdarzonej kelnerki, którą wzrokiem odprowadzał Szarlej. W końcu nie była krasnoludzicą. Co całkiem pasowało do typowego wizerunku barda. Rzeczy nieistotne i takie, których nie warto umieszczać w balladach, należy ignorować. Chociaż, gdyby kanclerz Valfden miał płomienny romans z kelnerką, a hetman Valfden miał gruźlicę, to mogłoby się nadać na zwrotkę czy nawet całą pieśń.
- Znajomi Tinuviel są moimi znajomymi! - radośnie odparł bard. Jego uścisk był równie mocny, a dłonie zdecydowanie nie wyglądały, jakby całe swoje życie grał na lutni. - Chociaż... Nie wiem, czy wszyscy. Ci z Konkordatu są całkiem dziwni - zastanowił się, podkreślając ostatnie słowo uśmiechem. Wziął kufel dla siebie i skinął Dragowi, tłumacząc, że zawoła Nessę i dołączy do wampira i Kruka, choć wcale nie wiedział, że Kruk jest Krukiem, a wampir ma pewną ciekawą niespodziankę w rękawicy.
- Czemu nie powiedziałaś, że masz takie znajomości? Gin rozdają, a my możemy pogawędzić z gośćmi specjalnymi - powiedział, gdy dotarł do stolika, przy którym chwilę wcześniej siedział z Nessą. Długoucha oderwała swój wzrok od lutni, którą badała przez ostatnie kilka minut. Kto wie, może nawet potrafiła na niej grać. Różnie to bywa z elfami. - Chodź - rzucił jeszcze, chwytając w wolną dłoń jeszcze dwa kufle. W tym należącym do Tinuviel znajdowało się jeszcze wino. Drugi był pusty.
Nessa już wiedziała, że nie ma wyjścia. Rozejrzała się szybko po karczmie, wyłapując miejsce, gdzie siedział obecnie towarzysz Dragosaniego, a ten już miał do niego dołączyć. Nie było wyjścia. Od tego Nessa nie mogła się wymigać, chociaż bardzo dobrze wiedziała, że źle się to skończy.
- Czyli oni nie słyszeli o tobie... - powiedziała jeszcze, robiąc znaczącą pauzę i sugerując coś towarzyszowi.
- O Gustawo w stolicy jeszcze nie wszyscy słyszeli. Ale usłyszą! - odparł radośnie bez zająknięcia. Słysząc imię towarzysza, elfka z trudem powstrzymała śmiech. Jak widać, wszystkich ono bawi.
Po tej krótkiej wymianie zdań Tinuviel chwyciła lutnię i butelkę wina i udała się za bardem w kierunku stolika, przy którym przyjdzie jej pewnie spędzić kilka krępujących chwil. Od razu, jak się tam znalazła, uśmiechnęła się do Szarleja, którego nie znała. Odłożyła rzeczy, które miała w dłoniach i prawicę wyciągnęła w kierunku Kruka:
- Nessa. Lub Tinuviel - postanowiła nie bawić się w żadne zasady dobrego wychowania, bo mężczyzna wyglądał całkiem normalnie. Nie jak jakiś hrabia czy nowobogacki, który zrugałby ją za takie naturalne zachowanie.
//: Nie chcę decydować Drago, czy się już tam znalazłeś. Macie wolną amerykankę ;]
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej