Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dzień gniewu

<< < (3/40) > >>

Nessa:
Jako że długoucha odłożyła butelkę na stół, przysiadając się do kompana, to teraz mężczyzna bez większego skrępowania chwycił za nią. Wyjątkowo szybko jak na warunki Obieżyświata pojawiła się przy nich niewysoka, choć hojnie obdarzona przez naturę kelnerka z dwoma kuflami. Nie było to zbyt dworskie, lecz ani Nessa szlachetnie się nie urodziła, ani jej towarzysz na szlachcica nie wyglądał. Choć pozory mogą mylić.
- Co się tak przejmujesz? To miała być świetna zabawa po prostu - westchnął, jakby zmęczony nerwowością elfki, choć już chwilę później wydawał się bardziej zrelaksowany, bo polewał im wino. - A to że zrobiło się dziwnie i momentami niebezpiecznie to tylko drobny dodatek.
- I zabawnie. W Progach dalej się rozbierają, gdy cię widzą? - odparła z lekkim uśmiechem Nessa, ignorując zupełnie fakt, że mężczyzna polał wino bez jakiegokolwiek pytania o pozwolenie. W końcu miała jeszcze jedną butelkę. A relacja, która łączyła tę parę, była dość osobliwa.
- To akurat nie było zabawne! - wbrew swojemu oburzeniu człowiek zaśmiał się radośnie. Po czym wzniósł kufel. Podobnie uczyniła Tinuviel i po tych grzecznościach oboje upili trochę wina.

Do Szarleja i Dragosaniego, mimo że byli przy szynkwasie, podeszła biuściasta kelnerka, która wcześniej obsługiwała Nessę i jej przyjaciela. Uśmiechnęła się wyjątkowo uprzejmie, mimo że mężczyźni mogli zauważyć, jak chwilę wcześniej, nie przebierając w słowach czy gestach, zrugała inną kobietę, która pracowała w Obieżyświecie. Ta praktycznie z łzami w oczach udała się na zaplecze.
- Coś panom jeszcze podać? Może coś do jedzenia? Dzika dopiero co przywieźli - uśmiech zdawał się być przyklejony do jej twarzy. Zignorowała to, że mogła komuś przeszkodzić w rozmowie. Były trzy możliwości. Albo kobieta rozpoznała w osobie Szarleja kanclerza i chciała się przypodobać. Albo oceniła strój i widoczny ekwipunek Dragosaniego, uważając je za wyjątkowo cenne, a co za tym idzie wampir nie mógł być biedny. Albo obie opcje były poprawne. A bogaty klient zawsze może wynagrodzić jakoś obsługę.

Dragosani:
- Tak, stara znajoma. Chociaż nie wygląda na swój wiek. - Zaśmiał się. - Zajęła się ostatnio Konkordatem, może coś słyszałeś - dodał i popił piwa.
- W tej chwili nie bardzo, ale jakieś zajęcie zawsze się znajdzie. Szczególnie jak już się o tym wspomni. Ciekawa zależność w sumie - odpowiedział Szarlejowi Drago odnośnie zajęcia. Na tę chwilę co miał powiedzieć o wampiryzmie powiedział, więc nie zagłębiał się dalej w temat. Zresztą to nie jest też temat, aby tak sobie rozmawiać w karczmie. Przemiana wszak całkowicie zmienia tryb i sposób życia. I a ogóle. Cały czas słuchał o czym tam rozmawia elfka i ten typ. Rzecz jasna nie podsłuchiwał. Nie jego wina, że miał czuły słuch. Coś czuł, że rozmowa tej dwójki może być właśnie połączona z poszukiwanianu zajęcia. W tym momencie podeszła do nich kelnerka. Antares uśmiechnął się tym swoim dragowyn uśmieszkiem.
- Czy ja wyglądam na kogoś, kto jadałby dzika? - zapytał, posyłając ów zadziorny uśmiech kelnerce. Niby stary, a pies na baby.

Szarleǰ:
- Ach tak, konkordat... - Miał nadzieję, że może chociaż trochę wyglądał, jakby wiedział o co chodzi. Nie to, żeby nie wiedział czym jest konkordat, nie miał jednak bladego pojęcia co się tam obecnie działo. Zresztą, niezbyt go to teraz interesowało.

Szarlej również nie zamierzał wracać już do tematu przemiany w wampira. Zdążyli obgadać najważniejsze sprawy, a na resztę przyjdzie jeszcze czas. Teraz i on przyglądał się tajemniczej elfce, bo choć nie słyszał ni pół słówka, to miał jakieś dziwne przeczucie. To dziwne przeczucie pomimo burczenia w żołądku kazało mu zignorować nachalną kelnereczkę.

Nessa:
- Jeleni niestety nie mamy teraz - zarumieniła się kelnerka, choć gdyby się bliżej przyjrzeć, to można by zauważyć, że nie pierwszy raz odstawia taki teatrzyk. - Podobnie z przepiórkami czy gołębiami. Jednak dobrze przyrządzony dzik jest na wagę złota, a mogę dopilnować, by ten taki był - uśmiechnęła się do Dragosaniego, a potem do Szarleja. Wprawdzie wampir z nią rozmawiał, ale przypodobanie się kanclerzowi zawsze zostawia jakąś otwartą furtkę.

- Co to za soczek, Tinuviel? Tak witasz kompana? - skrzywił się właściciel lutni po upiciu wina. Tak właściwie to po wypiciu prawie całego kufla wina. Widocznie niezbyt szybko do niego dotarło, że trunek nie jest zbyt mocny. Lub po prostu był spragniony.
- Nie wpuszczą cię tam, jeśli będziesz urżnięty. Selekcja - elfka zupełnie zignorowała obiekcje towarzysza odnośnie wina, wzruszając ramionami. Sama wypiła niewiele. Jednak po wypowiedzeniu ostatniego słowa, uniosła brodę i palcem wskazującym delikatnie się podrapała po żuchwie, kierując swoje spojrzenie na Antaresa i jego nieznanego jej towarzysza. Liczyła, że uznają to za naturalny gest, a nie próbę sprawdzenia, czy wampir przypadkiem nie podsłuchuje. Nessa wciąż nie powiedziała zbyt wiele, lecz wiedziała, że Drago jest ciekawski z natury, chociaż się do tego nie przyznaje. Poza tym długo znała swojego towarzysza. Wiedziała, że za chwilę wstanie po jakiś mocniejszy alkohol, bo niewiele argumentów do niego przemawia, gdy jest w karczmie i ma grzywny. Wtedy zwykle po jednym wieczorze tych grzywien nie ma, a do karczmy już go nie wpuszczają.
- Ale nie będziemy tego soczku pić. Pójdę po coś mocniejszego, żeby uczcić spotkanie po latach! - odsunął kufel i wstał z uśmiechem, który ewidentnie nie był skierowany do Nessy, mimo że na nią patrzył, a by przykuć uwagę krasnoludzicy ze stolika obok. Ciężko ocenić czy pięknej czy też nie. W końcu to była krasnoludzica. Długoucha nigdy nie potrafiła pojąć gustu swojego towarzysza.
- Widzieliśmy się dwa miesiące temu - mruknęła pod nosem, ale jej towarzysza już nie było. Stał za to przy ladzie blisko Dragosaniego i Szarleja.

Dragosani:
A Dragosani coraz lepiej się bawił. Oczywiście nie pokazując tego. Nie dość, że nakrył Nessę na jakiś podejrzanych interesach, co samo w sobie było niezwykle ciekawe, to jeszcze ta kelnereczka aż prosiła się o robienie sobie z niej żartów. Taki stary, a jak nastolatek prawie!
- Niestety jestem na płynnej diecie - odpowiedział kelnerce uśmiechając się. Trochę się przy tym postarał, aby dziewczę ujrzało nieco dłuższe niż u ludzi kły. Zerkał cały czas kątem oka na elfkę i jej towarzysza. Nie dlatego, że był wścibski i ciekawski. Nic z tych rzeczy. Po prostu akurat miał ochotę w tamtą stronę spojrzeć. Za Nessą i tym bardoidalnym osobnikiem była ciekawa ściana. Ich wina, że akurat tam usiedli! I wtedy ów bard-nie-wiadomo-czy-bard podszedł do lady. Zapewne po to, aby zamówić alkohol. To jest główny cel podchodzenia do lady w karczmach. To była w pewnym sensie okazja dla nieciekawskiego Dragosaniego do zaspokojenia swojej nieciekawości.
- Butelkę ginu poproszę - rzucił do karczmarza. Rzucił też na ladę trochę monet. Do właściciela lutni zaś rzekł. - Widzę, że mamy wspólną znajomą! - Wyszczerzył się innym ze swoich uśmiechów. Nessa rzecz jasna mogła go poznać. To był TEN uśmiech. - Dragosani Antares, napijmy się! Gin nie wyparuje, trzeba go wypić - dodał, gdy karczmarz podał mu alkohol.

4403 g - 5 g = 4398 g

// Sugeruję się cenami z tematu z karczmą. Jeśli butelka kosztuje więcej, to daj znać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej