Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Nessa:
Długouchej jednak nie trzeba było budzić, choć nie wyglądała na wyspaną. Oczy nie błyszczały, włosy były w lekkim nieładzie, a na twarzy znajdowały się rumieńce. Ubrana była również cieplej niż wczoraj. Widocznie zmarzła.
- Dzień dobry - przywitała się dość radośnie, choć ze słyszalną chrypką. - Kto rano wstaje... - nie dokończyła i opuściła chatkę, by tracić czasu. Wprawdzie wypadało zaprosić wampira, ale po pierwsze Nessa wiedziała, że takie istoty nie zwykły pić herbaty (chyba że kakao, ale jego elfka nie miała), a po drugie zależało im na czasie. Antares tego nie wiedział, ale mężczyzna, do którego zmierzali, spał równie mało co on sam. Przynajmniej tak się Tinuviel wydawało. Nie był jednak wampirem. Po prostu staruchem, który wolał zrzędzić niż się wyspać.
Czekał ich jednak kawałek drogi, więc Nessa chciała podzielić się z Dragosanim swoimi nocnymi przemyśleniami. ÂŻadne zboczeństwa!
- Naprawdę sądzisz, że to wszystko nie ma jakiegoś logicznego wyjaśnienia? Są przecież choroby, przez które ludzie chudną, a nawet umierają - zaczęła, wymijając mężczyznę, który szedł z jakimś ogromnym pakunkiem. Niedaleko był w końcu magazyn.
Dragosani:
Drago szybko zerknął ponad ramieniem elfki do wnętrza jej chatki. Nie, żeby chciał tam wstąpić przed poszukiwaniami, czy coś. Ale to szybkie wyjście Nessy i jej rumieniec podsunęły mu dziwną myśl, że mogła ona ukrywać tam jakiegoś faceta. Albo kobietę. Jakiż to byłby temat dla dyskusji z elfką! To czy coś dojrzał na razie pozostanie jednak tajemnicą. Ruszyli, mieli trochę drogi do przejścia.
- Jestem pewien, że ma to logiczne wyjaśnienie - odparł na słowa długouchej. - Z tym, że logika nie zawsze idzie w parze że zdrowym rozsądkiem. Czy to choroba? Wątpię. Choroby z reguły nie rozprzestrzeniają się poprzez sny. Poza tym, po ujrzeniu snu Florentiny, wyraźnie czułem głód. A ja jestem odporny na wszelkie choroby - wyjaśnił swój punkt widzenia. - A tak z innego tematu... Kim tak naprawdę jest Gustawo? - zapytał nagle, przypominając sobie to co poprzedniego dnia odkrył o bardzie.
Nessa:
Jako że Dragosani nie dojrzał tam ani mężczyzny, ani kobiety, to mogły mu się nasunąć inne skojarzenia. Lepiej jednak by się nie nasuwały. To niegrzeczne.
- Cholibka - skomentowała długoucha iście nie po elfiemu. Może miała ostatnio kontakt z jakimś Hagridem? Dało jej to przynajmniej chwilę na przybranie obojętnego wyrazu twarzy przed odpowiedzią na pytanie wampira. Dość niewygodne. Jednak nie ze względu na swoją treść.
- Gustawo imał się wielu zajęć. Teraz jest bardem. Z większym lub mniejszym skutkiem - odparła, dalej dziarsko idąc do wyznaczonego celu. Na ulice wychodziło coraz więcej osób i było coraz głośniej. - Mam nadzieję, że taka odpowiedź cię satysfakcjonuje, bo... - zawahała się, jednak uznała, że szczerość przede wszystkim. W końcu nie znała wampira od wczoraj. - Nie spodobało mi się to, co zrobiłeś z tamtym staruszkiem - dość pieszczotliwie wypowiedziała się o dziadku pilnującym wejścia do Burleski. Jednak można wątpić, że zapałała do niego sympatią. - Wiem, że to było możliwie najlepsze wyjście, ale sam fakt, że potrafisz robić takie rzeczy... - ucięła i spojrzała niepewnie na wampira. Istotnie była to umiejętność niezwykła. I niezwykle niebezpieczna. Nie dość, że Dragosani sam w sobie był zabójczy, to jeszcze mógł bez problemu nakłonić prawie każdego do działania zgodnie ze swoją wolą. Ile razy to wykorzystywał, a Nessa nie była tego świadoma? Czy kiedykolwiek wykorzystał to przeciwko niej?
Długoucha zatrzymała się przed zupełnie zwyczajną chatką. Z zewnątrz wyglądała jak ta, w której mieszkała Nessa czy niegdyś Dragosani, a także setki innych mieszkańców stolicy. Wampir jednak mógł wyczuć mieszankę wielu różnych ziół. Może także i czegoś jeszcze, lecz ciężko było to rozróżnić.
- Jakbyś mógł, to powołaj się na swój autorytet - zwróciła się do Antaresa Nessa zanim zapukała do drzwi. - Ten człowiek gardzi takimi pseudomedykami - skrzywiła się i wypowiedziała to słowo z wyraźnym niesmakiem - jak ja i raczej ze mną nie porozmawia. Jest wyjątkowo zgryźliwy.
Po tych słowach zapukała, a z wnętrza chatki dało się słyszeć jedynie nieprzyjemne:
- Czego?!
Dragosani:
Domysły wampira od razu powędrowały w dzikie rejony. Zmierzył on elfkę "takim" spojrzeniem. Jakoś nie podejrzewał jej o "to", a tu proszę! Jednak należało przejąć do innych tematów.
- Robiłem jeszcze gorsze rzeczy... - odparł ponuro Drago, coby elfka nie bała się, że to co widziała jest jakoś wielce straszne. Oczywiście to absolutnie nie umiejszało grozy kontroli umysłów innych, ale nadawało jej inną skalę. To pocieszające. W pewnym sensie. Bardzo specyficznym sensie. - Na tobie nigdy tego nie użyłem, nie bój się - uspokoił Nessę. Chyba. Chociaż wciąż miał do niej pytania. A konkretnie jedno. Ale o tym później! Dotarli bowiem do chatki medyka, który przywitał ich dość grubiańsko. Trzeba było więc powołać się na status i autorytet. Antares zbliżył się do drzwi i trzasnął w nie pięścią, aż cała chatka zadrzała. Najważniejsze to od początku pokazać rozmówcy z kim rozmawia.
- Otwierać w imieniu Rady Królewskiej! - zawołał tonem, który nie znosił sprzeciwu.
Nessa:
//: Art na drugim komputerze, ale przeżyjemy bez niego ;<
To, że Dragosani robił gorsze rzeczy, wcale nie uspokoiło elfki. Wręcz przeciwnie. Odbieranie komuś wolnej woli jest okropne. Bestialskie. Co może być gorsze? Niewątpliwie jest kilka odpowiedzi, lecz dobrze się stało, że Nessa się nad nimi nie zastanawiała, bo zaniepokoiłaby się jeszcze bardziej. Pozostało jej trzymać się kurczowo zaufania, którym swego czasu obdarzyła wampira.
- Rady Królewskiej? - zza drzwi dobiegła zdziwiona odpowiedź. Jednak już po chwili parze ukazał się szpakowaty mężczyzna w średnim wieku. Zarówno Nessę jak i Dragosaniego (choć oczywiście wampira jeszcze bardziej) poraził bardzo mocny zapach ziół. Nieznajomy z zaniepokojeniem patrzył na wampira. Na widok elfki skrzywił się. Znał ją i wiedział, że nie byłaby na tyle głupia by bez powodu powoływać się na Radę. Kim zatem był jej towarzysz?
- Mamy kilka pytań w tej sprawie, o której mówiliśmy wczoraj. Możemy porozmawiać? - zapytała jak najgrzeczniej Nessa, widząc reakcję znajomego na wampira.
- Nie mam zbyt wiele czasu, ale wchodźcie - zaprosił Dragosaniego i Tinuviel do chaty. Niewielkiej i pozbawionej jakichkolwiek mebli, które wskazywały, że ktoś tu mieszka. Były jedynie blaty, szafy, kufry i stół. I zioła. Wszędzie zioła i buteleczki z różną zawartością. Od tego zapachu kręciło się już w głowie. By tego było mało jedynym źródłem światła w chacie był niewielki świecznik znajdujący się na stole na środku chaty.
- Rady Królewskiej? - powtórzył mężczyzna. Zamykając księgę, która leżała przy świeczniku. Okładka była dość wytarta, lecz wampir mógł dostrzec tytuł - "Rośliny lecznicze. Tom II"
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej