Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Nessa:
Staruszek spuścił wzrok, lecz powtórzył z przekonaniem wskazującym na szczerość swoich słów:
- Burleska jest zamknięta. Pani Florentina, gdy przyszli mężczyźni, o których wspominałaś - długoucha skrzywiła się, lecz lustrowała odźwiernego coraz dokładniej. W końcu tylko on blokował przejście. - zaznaczyła, by nie wpuszczać ÂŻADNYCH klientów.
- My nie jesteśmy klientami!
Dragosani:
Dragosani z trudem powstrzymał się, aby nie pacnąć się w czoło. Staruszek najwyraźniej miał jasne polecenia i zamierzał je wykonać bez zwracania uwagi na okoliczności. Cóż, w wojsku może by się sprawdziła taka chęć do wykonywania rozkazów, ale tutaj to tak średnio.
- Gdybyśmy byli klientami to raczej nie pchalibyśmy się tak do zamkniętego, a więc pozbawionego rozrywki, lokalu, nie sądzisz? - wampir przemówił do logicznej części umysłu starca. Naprawdę nie chciał na razie przepychać się, czy używać jakiś magicznych sztuczek.
Nessa:
Mężczyzna zmarszczył brwi. To, co mówił wampir, wydawało się logiczne. Jednak miał polecenia. Może dla pani Florentiny lub jej nietypowych gości to nie było takie logiczne? Podkreśliła w końcu: klientów. A diabli wiedzą, czy ta trójka nie chciała go przechytrzyć! Zmieszał się zatem nie na żarty, ale nie ruszył ani o centymetr.
- Lokal - podkreślił - jest zamknięty. A tu się przychodzi tylko po rozrywkę! - uniósł głos dumny ze swojego głupiego wniosku.
Kątek oka wampir mógł zauważyć, jak długoucha, wciąż mocno zdenerwowana, zaciska pięści, a Gustawo w uspokajającym geście zaciska dłoń na jej przedramieniu.
- Nigdy starucha nie lubiłam...
- Burleska jest zamknięta. Zapraszamy... - uciął wypowiedź zanipokojony, widząc jak długoucha zrobiła krok do przodu, lecz ponownie powstrzymał ją bard.
Dragosani:
- Eh... - westchnął ciężko wampir nad swoim losem. Staruszek chyba nie pozostawiał mu wyboru. Rzecz jasna przed przejściem do bardziej inwazyjnych metod argumentacji, należało wykorzystać te bardziej eleganckie. Tak więc mentalnie złączył się z fragmentem Krwawego Kryształu i pobrał zeń okruch mocy. Wykorzystał go w prostym zaklęciu magii umysłu. Zaklęciu Uroku.
- Uosh - szepnął, dyskretnie wykonując dłonią odpowiedni gest i patrząc staruszkowi w oczy. Gdy impuls magiczny dotarł do umysłu ofiary, ponowił prośbę. - Jesteś pewien, że nas nie przepuścisz? Przecież wiesz, że mamy dobre intencje... - zasugerował, nadając swojemu głosowi przyjazny ton.
Nessa:
- No tak... Proszę, proszę. Pani Florentina się ucieszy - powiedział jakby nie do końca swoim głosem. Może to wina utraty zdecydowania, które w nim dominowało. Gustawo uśmiechał się do wampira. Ta metoda widocznie mu się spodobała. Elfka natomiast obserwowała najpierw całą sytuację ze zdziwieniem, a następnie popatrzyła na Dragosaniego oczami zwężonymi niczym u jakiejś kobry. Chyba nie wszystkim odpowiada posiadanie kompana, który ma takie zdolności.
Staruszek odsunął się i długoucha szybko ruszyła w głąb domu, jakby ignorując całkowicie to, co wydarzyło się przed chwilą. Antares mógł mieć jednak pewność, że to zasługa jedynie troski o Florentinę i że Tinuviel jeszcze poruszy ten temat. Lub pójdzie na targ i obkupi się niedziałającymi amuletami, które mogłoby ją uchronić od hipnozy. W końcu baby na wsiach gadają, że są sposoby na złe uroki!
Zachowując resztki zdrowego rozsądku, elfka wzięła świecznik, przy którym siedział staruszek, by oświetlać sobie drogę. Była poddenerwowana, więc brakowało jeszcze, by się wywaliła. Wampir na pewno by się śmiał!
Bez słowa dotarli do drzwi, które prowadziły do schodów, które prowadziły do kolejnych drzwi. Przed nimi jednak Nessa się zatrzymała i popatrzyła na swoich towarzyszy. W prawej dłoni trzymała świecznik, a lewą położyła na mieczu i posłała Dragosaniemu i Gustawo pytające spojrzenie.
- Mam tylko sztylet - szepnął bard, choć ta sytuacja ewidentnie w jakiś sposób go bawiła.
Widocznie tylko na odpowiedzi od Gustawo zależało elfce. Można to uznać za ignorancję, nieuprzejmość, samobójcze myśli. Lub po prostu długoucha uważała wampira za kogoś na tyle zabójczego, że dałby radę każdemu, kto byłby tam za drzwiami. Ale oczywiście tego mu nigdy nie powie. Bo i po co!
Nacisnęła zatem klamkę i pchnęła drzwi. Zdecydowała się jednak nie wyciągać broni. Zabawnie by było, gdyby drzwi nie ustąpiły! Ale ustąpiły.
I tak oczom trio ukazały się cztery sylwetki. W Burlesce było pusto. Jeden stolik tylko był zajmowany przez Florentinę i jakiegoś mężczyznę. Po jego lewicy i prawicy stały dwie kolejne osoby. Oświetlani byli przez dość rozbudowany świecznik. Florentina wydawała się być taka, jak gdy Antares spotkał ją po raz pierwszy przy drzwiach. Tylko drobne gesty mogły zdradzać zdenerowanie i to robiły. Nessa dostrzegła je od razu. Podobnie jak Gustawo. Posłali sobie szybkie spojrzenia. Wampirowi, jako że krócej znał kobietę, zajęło mu to dłużej, ale wciąż była to kwestia kilkudziesięciu sekund. Dragosani jednak wiedział, że gdzieś na sali znajdują się trzy kolejne osoby. Zapewne gdzieś pod ścianami i pewnie dlatego nie rzucali się w oczy od razu. Było tu dość ciemno, więc Gustawo i Nessa jeszcze nie mogli ich dostrzec. Antares wiedział jednak że jeden stoi przy barze po lewej stronie, a dwóch pozostałych siedzi przy stoliku gdzieś w kącie sali za sceną stojącą na środku pomieszczenia, która teraz była nieoświetlona w żaden sposób. Aż dziw, że nikogo nie było przy drzwiach.
Na pojawienie się elfki, wampira i człowieka zareagowali wszyscy. Nieznajomi wstali i położyli dłonie na mieczach, które mieli u pasa. Wszyscy poza jednym, który siedział naprzeciw Florentiny. Ten odwrócił się i z zaciekawieniem pomieszanym ze złością popatrzył na przybyłych, a następnie na właścicielkę Burleski.
- A co to co za jedni?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej