Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Dragosani:
Urok spełnił swoje zadanie. Widząc spojrzenie elfki, wampir uśmiechnął się do niej zadziornie. I weszli do środka. Zaczęli schodzić w dół. Antares, jakby czując, że mogą być jakieś problemy, idąc załadował pistolet. W końcu znaleźli się na dole, przed drzwiami. Nie musiał zapewniać, że w razie czego ma broń. Trzeba było być ślepcem, aby nie zauważyć arsenału uwieszonego u pasa wampira. No i Nessa nie raz już widziała wampira w akcji. Tak więc weszli do środka. I chyba przeszkodzili w jakimś niezbyt miłym (i zapewne legalnym) spotkaniu. Zgromadzeni w sali mężczyźni chwycili za broń. Pewnie nie spodziewali się, że ktoś tutaj wtargnie. Szczególnie ktoś taki jak ta grupa. Drago szybko przeanalizował sytuację, lokalizując osoby, które mogły stwarzać zagrożenie. Pięć osób, zapewne ochroniarzy rozmówcy Florentiny. Plus sam rozmówca. Najprawdopodobniej miał też broń. Czyli sześć osób. Ewentualna walka zapowiadała się jako prawie wyrównana. Antares położył dłoń ma rękojeści szabli, coby sobie nie myśleli, że mają do czynienia z jakimiś amatorami.
- Możemy zadać to samo pytanie - odparł zimno wampir.
Nessa:
Florentina wstała powoli z uśmiechem. Dość wymuszonym, ale pojawiającym się na jej ustach tyle już razy w ciągu niespełna trzydziestu lat, że bez kontekstu ciężko byłoby wyłapać taki brak szczerości.
- To moi przyjaciele - po tych słowach nieznajomy skinął jednemu ze swoich ludzi i w ślad za tamtym podwładnym reszta również zabrała dłonie z głowic.
- Nie będziemy zatem wraz z twoimi przyjaciółmi robić ci tu bałaganu. Jednak przemyśl moją ofertę - dziwny rozmówca wstał dopiero teraz. Młode lata miał już za sobą, lecz staruszkiem też nie można było go nazwać. Miał lekką nadwagę, siwiał, a nos, zapewne przez złośliwość losu, gdyż włosy kiedyś miał zapewne czarne, upstrzony był piegami. Jego spojrzenie nie przywodziło żadnych miłych skojarzeń. Zdawał się gniewać, knuć, kpić i gardzić jednocześnie. Strój natomiast miał gość prosty. Ubrany był prawie w całości, poza brązowymi spodniami, na czarno. Uwagę zwracała natomiast jakość jego ubioru. Wydawało się, że rzeczy mężczyzna odebrał wprost od krawca. Pozbawione były jednak jakichkolwiek udziwnień, czy ozdób. O, i jeszcze jego usta bez znaczenia czy się uśmiechał, czy mówił, przypominały jedynie wąską linię. No wypisz wymaluj zły człowiek. Brakowało tylko usłyszeć jego śmiech. - Nie będę się powtarzał.
I po tych słowach wraz ze swoją kompanią opuścił Burleskę. Wychodząc, obdarzył jeszcze wampira uśmiechem. Dość kpiącym, lecz ciężko było stwierdzić, czy wiedział, kto przed nim stoi. Nessę natomiast zmierzył wzrokiem, a Gustawo zupełnie zignorował.
Dragosani:
To był ten specyficzny moment w historii, kiedy to bohater (względnie bohaterowie) napotkał na swej drodze złoczyńcę (względnie złoczyńców). Lecz sytuacja nie pozwalała na powstrzymanie złoczyńcy od czynienia zła. Mimo iż wszyscy znali jego intencje, już po samym spojrzeniu omawianego podmiotu. Więc bohaterowie nie działają, lecz jasno dają do zrozumienia, że to nie koniec. I tak też zrobił Dragosani. Nie reagował, przepuścił mężczyznę. Nie zabierał jednak dłoni z rękojeści szabli. I nie odwracał wzroku od oczu mężczyzny. I o ile spojrzenie tajemniczego gościa Burleski wyrażało gamę, głównie negatywnych, emocji, to wzrok wampira był ostoją chłodu. Wybijał się niczym mroźne, stalowe ostrze, jasno dając do zrozumienia, co myślał wampir. A myśli owe nie były optymistyczne dla tajemniczego mężczyzny. Była to pełna napięcia chwila, lecz zakończyła się. W końcu mężczyzna wyszedł, podobnie jak jego obstawa. Drago wtedy spojrzał na Florentinę. Jego spojrzenie już nie było chłodem. Było zwyczajne, takie jakie zazwyczaj miewał.
- Rozumiem, że nie była to przyjacielska wizyta - skomentował, tak delikatnie dając do zrozumienia, że miło byłby dowiedzieć się o co chodziło.
Nessa:
Sytuacja była na tyle napięta, gdy wzrokiem mierzył się wampir z człowiekiem, że nawet Gustawo przestał się uśmiechać. Chociaż wewnętrznie czuł jakąś potrzebę. Ale ją zwalczył!
- Nie była - odparła Florentina i wskazała przybyszom wolne miejsca, w tym jedno jeszcze chwilę temu zajmowane przez nieciekawego typa. - Jeśli coś ci się na tej wyspie udaje, to zawsze pojawi się ktoś, kto zechce ci to zabrać - uśmiechnęła się jakby na przekór swoim słowom.
- Załatwisz to? - wtrąciła jedynie Nessa z troską, siadając na wskazanym miejscu.
- Jak zwykle - odparła ponownie z uśmiechem, stwierdzając oczywistą oczywistość. - Dowiedzieliście się czegoś?
Dragosani:
Dragosani też usiadł przy stole. W pierwszej chwili pomyślał, czy dobrym pomysłek by nie było śledzenie grupki mężczyzn. Pod postacią nietoperza nawet nic by nie zauważyli, a doprowadziłoby wampira do swojej kwatery. A co, Dragowi naprawdę nie spodobało się spojrzenie tego typa! Ostatecznie jednak.uznał, że "meh, może później" i usiadł przy stole. Skoro.Florentina nie zagłębiała się w temat i on nie chciał. Poza tym nie po to tu przybyli.
- Wychodzi na to, że nie tylko ty miałaś sen o jeźdźcu. Jeden chłopak na Podgrodziu także o nim śnił. Też wykazywał oznaki nadnaturalnego głodu. Różnicą był brak określonego miejsca spotkania jeźdźca. Pewnie dlatego, że już i tak żył na Podgrodziu, czy coś w tym guście - odpowiedział o tym czego się dowiedział.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej