Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.
Mourtun:
- Tak więc... Miłego dnia życze! - uśmiech nie zniknął mu z twarzy. Ukłonił się i wyszedł z przybytku, spojrzał co tam porabia woźnica i szukał wzrokiem chlewu. A ja miałem się z Shani spotkać... Porażka. Bede gnój wywalał. - strzelił w duchu facepalmem.
Rodred:
Widzisz, że woźnicy nie ma przed karczmą ani w zasięgu wzroku. ÂŁatwo zobaczyłeś chlew i świnie na wybiegu.
Mourtun:
Niziołek wszedł do chlewu i szukał wzrokiem karczmarza Mieszka. - Dobry. Pomóc w czym? Tak w ogóle to nie było tu przed chwilą jakiego wozu? Bo woźnica gdzieś zniknął.
Rodred:
- Wozu nie widziałm im nie słyszałm. Jak chcesz pomóc to zawsze jest w czym. Za parę grzywien możesz wymieszać te oto składniki. Pokazał ci stertę pogniłych resztek, jakiś korzonków i tym podobnych.
- Wymieszaj to w wiadrach z tą wodą i sokiem. Wskazał ci poste wiadra i te wypełnione.
- Ja przygotuje świnie do karmienia na zewnątrz. Powiedział zabierając kilka przedmiotów i wychodząc.
Zapach był omdlewający szczególnie gdy zdałeś sobie sprawę z tego, że ten chlew połączony jest z rzeźnią.
Mourtun:
Niziołek ucieszył się w duchu bo pieniądze to akurat były mu potrzebne. Postanowił pomóc, bo czemu nie? Stwierdził że jeśli do wieczora żaden wóz nie nadjedzie to on rano idzie z buta, chyba że jakieś nieprzewidziane okoliczności zmuszą go do zostania na dłużej. Miał wymieszać jakieś korzonki z wodą i sokiem. Robota nie taka zła, mimo iż zapach w budynku powalał. Wziął puste wiadra, postawił obok siebie, do każdego z nich wsypał do poziomu 1/3 mieszankę, do 2/3 dolał wody i soku do pełna. W ten sposób otrzymał kilka wiader pożywienia dla świń. Wziął jeszcze jakieś mieszadło i zamieszał w każdym z wiader by karma była dokładnie połączona ze sobą a nie rozwarstwiona. Po kilku minutach skończył. Wyniósł wiadra na zewnątrz i wypatrywał Mieszka. - Gotowe? - rzekł.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej